czwartek, 24 października 2013

rozdział VI

   Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu. 

                                                            VI.
  Jeśli znasz go krótko, a nie potrafisz bez niego normalnie funkcjonować, skupić się na najłatwiejszej nawet czynności? Gdy chcesz choć na chwilkę oderwać się od niego, ale nie potrafisz? Chcesz być jak najbliżej, czuć go, dotykać...nie możesz. Jest za daleko, a może on wcale tego nie chce, może nie chce Ciebie? A co jeśli on to wszystko? 
   
   - Dzieciaki pomału, na spokojnie, nie pchajcie się tak! - Ze śmiechem wołał do nas pan Furman.
Tak. Właśnie nadszedł dzień wyjazdu do Karpacza. Alana nie było w szkole przez jakiś tydzień. Nie odzywał się do mnie, nie dzwonił, nie pisał. Martwiłam się, a równocześnie byłam wściekła. Może po prostu stwierdził, że nie jestem dla niego odpowiednia...
W ogóle!
To co działo się przed odjazdem to chyba jakiś żart. Zero porządku, zero.
Wszyscy pchali się na tył autokaru, jakby to było najważniejsze. Rzucali między siebie torby, obrzucali się jedzeniem, wrzeszczeli, piszczeli...W sumie to Barbie piszczała, bo zapomniała wziąć lokówki. Fakt, przecież nie przeżyła by bez tego. Pan Furman wziął dodatkowo jako opiekuna Panią Kasie Fadek(chemiczka), ale nawet z nią nie dawał rady uspokoić "gimbazjalistów". 

- Nubii, będzie fajnie, zobaczysz. - Przekonywała mnie Nata. Usiadłyśmy razem jakoś na środku autobusu, ja pod oknem. Zawsze lubiłam zaglądać podczas podróży przez okno.

Swoją drogą przez te dni nie mogłyśmy się dogadać. Przyjaźni się z Alanem i  rozumiem ze chce być wobec niego uczciwa, ale skoro wie, że się martwię, to dlaczego nie powie mi co się z nim dzieje?  To był powód żeby się mocno posprzeczać, ale musiałam przyjąć do wiadomości, że nic od niej nie wyciągnę. 

- Alan, człowieku zlituj się! O mały włos i pojechalibyśmy bez ciebie...
- Przepraszam, a widzi pan juz jestem i mozemy jechać, wiec w drogę!
Zaczął szukać  miejsca. Bartek kiwnął ręką na znak, że znajdzie wolne siedzenie obok niego. Idąc w jego stronę zauważyłam jak uśmiechnął się do Natalii, a potem popatrzył na mnie. Znów spojrzałam w jego cudowne oczy i zrobiło mi się smutno. Spuściłam głowę, on poszedł dalej. Wszystko wróciło. Niesamowity spędzony dzień z nim, ten moment kiedy mieliśmy się pocałować. Co się dzieje?
Założyłam słuchawki, oparłam głowę na ramieniu przyjaciółki i zamknęłam oczy. Niech ten dzień już się skończy...


                                   ***********************
   Dojechaliśmy jakoś po 2 godzinach. Przespałam całą drogę, co bardzo mnie ucieszyło. Nie wiem co się działo, czy przegapiłam coś ciekawego. W zasadzie mało mnie to interesowało.
- Dobra. Słuchajcie mnie uważnie. Nie chcę was dzisiaj męczyć, dlatego rozdzielicie się teraz do przydzielonych pokoi, rozpakujecie, a potem macie cały wolny dzień dla siebie. Niedaleko są stoiska z pamiątkami i club z karaoke, zabawcie się, bo jutro czeka was ciężka praca. -Oznajmił wychowawca.
- Hurraaa! - Ucieszyliśmy się. Cały wolny dzień dla siebie....
- Halo halo! "Zabawcie się" nie oznacza balowanie całą noc. 22... okej, 23 macie być najpóźniej w SWOICH (podkreśliła dokładnie Pani Kasia) łóżkach i nie ma mowy o żadnym więcej wychodzeniu. Nie ma mowy też o żadnym alkoholu czy papierosach. Jeśli ktoś złamie zasady, będę dzwonić do rodziców.
Wszyscy wysłuchaliśmy dokładnie panią Fadek. Byla to piękna, sympatyczna kobietka, z którą nie chcielibyśmy mieć jakiś problemów.
Dzieliłam pokój z Natą, Weroniką i Karoliną. Weronika i Karolina to chyba jedne z normalniejszych dziewczyn z naszej klasy. Potrafiłyśmy się dogadać, pośmiać, więc powinno być ok. Miałyśmy pokój na samej górze i w sumie ucieszyłam się. Widoki z balkonu były nieziemskie. Zamówiłam więc sobie łóżko obok okna, rozpakowałam rzeczy do szafki i położyłam się. W końcu uśmiechnęłam się szczerze z nadzieją, że ta wycieczka okażę się świetną przygodą.
- Dziewczyny słyszałyście? Chłopaki kombinują coś dzisiaj na wieczór, będzie odlot! -Zasapana, do pokoju wlazła Karolina.
- Co dokładnie? - podpytywała Natalia.
- Ponoć w walizce Szpaka więcej butelek niż ciuchów. Może być ciekawie. - wtrąciła Weronika.
- Właśnie, idziemy do nich dziś co nie? - spytała nas Karolina.
- A co z karaoke? Z chęcią bym sobie pośpiewała...Wiecie jakąś wolną, romantyczną piosenkę albo coś mega szalonego... no i potańczyła też! - Poinformowała Nata.
-Daj spokój, szkoda by było przegapić takiego wieczoru z chłopakami. A ty Nubii jak uważasz?
- Może zrobimy tak, że pójdziemy ok 19 na karaoke a o 21 wrócimy do chłopaków?
- Super!

I tak też się stało. O 17 zaczęły się przygotowania do wyjścia. Dziewczyny założyły obcisłe kiecki, dobrały dodatki i delikatne makijaże. Ja założyłam zaś leginsy i tunikę. Chyba czasami fajnie odrożniac się od innych, choć w moim wypadku wyróżniałam się aż nadmiar.
 Nogi same rwały się już do tańca odkąd weszłyśmy do clubu. Było dosyć sporo młodzieży. Jedni mieszkańcy, drudzy turyści i ludzie z naszej klasy. Powoli zaczęłyśmy ruszać biodrami w rytm piosenki i robiło się coraz bardziej ciepło. Szalałyśmy jak nigdy. Serio, nigdy się tak dobrze nie bawiłam. Zapomniałam o wszystkim i wsłuchiwałam się coraz bardziej w muzykę. Nie chciałam schodzić z parkietu. Straciłam kontrolę nad swoim ciałem, to ono robiło ze mną co chciało. 
- Kto to jest?
- Co to za dziewczyna?
- Ulala!
Otrząsnęłam się. Dlaczego ludzie się na mnie gapią?! 
Zaczęto bić mi brawo, a mi zrobiło się dosyć słabo. Dziewczyny podbiegały z pytaniami, gdzie uczyłam się tańczyć, czy je nauczę ... Co miałam odpowiedzieć? Przecież sama nie wiem jak to się stało. Było mi tak bardzo miło. Pierwszy raz od  bardzo dawna poczułam się taka jak inne dziewczyny. Równa im. A nie ciemną Nubią...
Zachciało nam się pić, więc poszłyśmy wszystkie w 4 usiąść przy barze. 
- Nubii! Nigdy nam się nie chwaliłaś! - z zachwytem piszczała Nata.
- Ale czym?
- No nie żartuj. Tak świetnie się poruszasz, to niesamowite! 
- Dziękuje, ale to mój pierwszy raz na takim dużym parkiecie.
- Żartujesz sobie z nas? Pewnie nauczyłaś się kilku kroków i terasz szpanujesz. Żałosne...
No tak. Kto mógł zepsuć nam wieczór? Nie kto inny jak Diana. Była totalnie pijana, ledwo stała na nogach.
- Nikt cię nie pytał o zdanie. - wtrąciła Weronika.
- Zamknij pysk! - zaatakowała Diana.
- Lepiej stąd zmiataj, bo inaczej z tobą porozmawiam!
Spoglądnęłyśmy z Natalią na siebie wzajemnie i stwierdziłyśmy ze lepiej sie wycofać tego wieczoru. 
- Weronika, spokojnie. Chodźcie, niech siedzi tutaj sama, a my pójdziemy się bawić gdzie indziej. - Powiedziała spokojnym głosem moja przyjaciółka. Nie spodziewałabym się tego po niej. Ona? Taka łagodna? Cóż... widocznie musiała mieć jakieś powody.


                            ***************************

- Kuba tylko nie na mnie! 
- Blee! To obleśne, weźcie go z mojego łóżka!
- Haha, będzie pamiątka na całe życie.
- Kurde powaliło was?! Gdzie moja butelka z piwem? 
Otworzyłyśmy drzwi to pokoju chłopców. Chciałam zawrócić, ale niestety...
- Siemka! Jesteśmy. - Powitała ciepło wszystkich Natka. 
- Hej, wchodźcie śmiało śmiało - Zapraszał Bartek. 
W sumie mogłam się domyśleć, że moja kumpela przyszła tutaj tylko dla niego. Zupełnie o tym zapomniałam przez ostatnie zdarzenia... 
Usiadłam w rogu łóżka chcąc zostać niezauważoną. Obserwowałam wszystkich. Niektórzy nieźle zabalowali, a to miał być dopiero początek. Kilku kolegów spało już na jednym łóżku, inni śmiali się, wygłupiali, pili nadal i jedli. Ciekawe co by było, gdyby Pan Furman to widział. Pewnie totalnie by się nami rozczarował. 
Mijał czas a ja tylko gapiłam się na innych. Na wszystkich oprócz Alana. Tak bardzo uciekałam wzrokiem...
Ktoś zaproponował grę w butelkę. Nie wszyscy brali udział (ja również zostałam na swoim miejscu), ale większość usiadła w kółku (mój brunet także). Butelka kręciła się i kręciła...W końcu stało się coś, czego nikt nie chciał. Wskazała moją przyjaciółkę i Radka, wysokiego blondyna. Zbliżyli się do siebie i...
- Ej! To miały być tylko krótkie buziaki! - warknął Alan, gdy inni klaskali. 
Bartek się zagotował. Popchał Radka, a potem wyszedł z pokoju. Brunet próbował go zatrzymać, ale na marne... 
- Dość Natalia, chodź. - zaczęłam jej matkować. Musiałam coś zrobić.
- Puść mnie, jest świetnie. 
Nie była świadoma tego, co mówi. Ilość alkoholu jaką wchłonęła dziś była niepojęta... 
- Lepiej będzie jak się położysz. -ciągnęłam.
- Nie, chce zostać i się bawić! Ludzie, bawimy się!!! 
Nie miałam już sił. Chciałam wracać do swojego łózka, ale przecież nie zostawiłabym Natalii samej. Alan także był wściekły na przyjaciółkę, ale skoro chcę się bawić, to kto jej zabroni?
 Wyszłam na balkon, musiałam ochłonąć. 
Stwierdziłam, że robi się coraz zimniej, ale noc była piękna. Masa gwiazd na niebie, duży księżyc i te widoki... niesamowicie pięknie. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy. Tyle myśli przebiegających przez głowę, tyle zadawanych sobie pytań i brać odpowiedzi, dlaczego jest tak a nie inaczej?
Po chwili poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu. 
- Nubii... 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz