sobota, 9 listopada 2013

rozdział VII

   Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu. 

                                                            VII.

A gdy nie będę mieć już siły, kiedy stracę wszelkie nadzieje na szczęście, gdy wszystko straci barwy i zamieni się w szarość...wstanę. Dla Ciebie.

 Serce zaczęło bić mi mocniej niż zwykle. Czuję czyjś wzrok na sobie. Nienawidzę tego, a przecież dobrze znam to uczucie. Wiem kto za mną stoi i wy też. Odwrócić się, czy zamknąć oczy? Drgnąć, czy stać bez ruchu? Decyduję się na opcję pierwszą i...








- Bartek?! Co ty tutaj robisz? Po co tutaj wszedłeś?!

- Spokojnie, nie chciałem cię nastraszyć...
- Przepraszam, ja tylko...
- Nic, wychodzę.
Łza spłynęła po moim zimnym poliku. Wybuchnęłam. Taka złość mnie ogarnęła gdy nie zobaczyłam oczu, w których się zakochałam. Wiem. Bartek nie jest niczemu winien. To tylko jego przyjaciel powoduje u mnie brak jakichkolwiek innych myśli niż imię "Alan". Przesadziłam, ale nie miałam już siły...
Usiadłam na chłodne kafle, podkulając nogi. Czułam się jak w jakimś filmie romantycznym, kiedy główna aktorka ma ochotę skoczyć z piętra. Pomyślałam o rodzicach, o swoim małym, ale przytulnym pokoiku i o własnym łóżku. Nie nadaję się na takie wyjazdy, to nie dla mnie. Zrobiłam to dla Natalii, która aktualnie skacze, pijana ledwo trzyma się na nogach. Swoją drogą wydaję mi się, że bardzo długo zapamięta ten wieczór pozytywnie. Przynajmniej ona... 
Przewróciłam głowę w drugą stronę i ujrzałam znajome buty. Uniosłam wysoko głowę. Nie dowierzałam. To sen? Widzę go. Jak długo mnie obserwuje? Czy tylko ja zauważam, że sytuacja znów się powtarza? Ja płaczę, on się zjawia. 
Usiadł obok mnie. Odgarnął włosy z oczu.
- Odejdź. -mówię cicho, łkającym głosem. Rozum podpowiadał mi abym tak mówiła, żeby Alan nie oglądał mnie w takim stanie. 
- Nie odejdę...
-  Alan.
-  Proszę spójrz na mnie... - złapał mnie za ręce. Mówił do mnie szeptem delikatnym, drgającym głosem.
- Nie...
- Nubii...
- Znikaj. 
- Nie płacz, proszę cię...
 Łez spływało ze mnie coraz więcej. Miałam zamknięte oczy, bałam się spojrzeć na niego. Czułam jak jego ręka dotyka mojego policzka. Nie mogłam temu zapobiec. Nie mogłam, nie chciałam.
- Przepraszam cię, słyszysz? Przepraszam, nie chciałem cię zranić...tak bardzo nie chciałem, Nubii. 
- Przestań...
- Otwórz oczy, spójrz na mnie, błagam. Nie chcę cię stracić. Jesteś dla mnie bardzo ważna.
Ostatnie słowa sprawiły, że równocześnie miałam ochotę ryczeć i się uśmiechnąć. Odważyłam się. Zobaczyłam jego smutną twarz, jego świecące oczy. On cierpiał. Nie wiem co myślał spoglądając na mnie... Nie zdążyłam tego rozważyć.
Szybko przyciągnął mnie do siebie. Poczułam tylko jego oddech na swoim ciele i dotyk jego warg na moich. Serce przezwyciężyło rozum. Wszystko zniknęło, każda zła myśl. Teraz był tylko on. Alan. Straciłam kontrolę nad swoim ciałem, czułam się lekka jak piórko. Chciałam by ta chwila się nie kończyła. Sama nie wierzyłam w to co się działo.  Nie pragnęłam już nic innego, jak czuć smak jego ust. 

                                                     **************************

 Po całym "zajściu" wróciliśmy do znajomych. Nie mam pojęcia ile siedzieliśmy na tym balkonie, ale w pokoju zrobiło się pusto. Zostali nieliczni.  Gdy chciałam wrócić do siebie okazało się, że moje łóżko i Karoliny zajmowało trzech dryblasów, kolejne zajęły nasze współlokatorki, a na ostatnim spała Nata i (uwaga!) obok niej Bartek.
- O to Ci dopiero Bartosz! Jutro sobie z nim porozmawiam! - zaśmiał się nieco głośniej Alan. 
Nie pozostało mi nic innego jak kawałek miejsca u mojego bruneta. Hm...może to i dobrze, że tak się stało? Byłam nieco skrępowana, ale niesamowitym uczuciem było obudzić się obok niego. Kąciki ust wciąż podniesione do góry. Prawdopodobnie nawet podczas snu cień uśmiechu nie znikał z mojej twarzy. 
To co się działo jest nie do opisania. Jeden z lepszych dni w moich życiu. Nie sądziłam, że to jest możliwe. Co będzie po powrocie do rzeczywistości? Znów się rozstaniemy? Nie przeżyję tego... 
Wciąż przypominałam sobie tą scenę. Noc, Alan, Ja, balkon, spojrzenia, pocałunek... Jakby mi się to śniło. A co jeśli to naprawdę sen? Jeśli zaraz się obudzę i go nie będzie? 
-Dzień Dobry.
Usłyszałam cichy, ciepły głos i zostałam "poczęstowana" buziakiem w czółko. I jak tu nie być szczęśliwym? 
Wtuliłam się w niego, nie odpowiadając. W zasadzie chciałam już się odezwać, ale nagle usłyszeliśmy głos z korytarza.
- Halo! Co tutaj się dzieje?! Dlaczego wszyscy śpią? To są kpiny? Pobudka, macie 15 minut! 
To był Pan Furman. Zerwaliśmy się szybko z łóżka. Wczorajszego bałaganu nikt nie ogarnął. Butelki walały się po ziemi, opakowania po słodyczach, po papierosach - totalna masakra. Pomijając to wszystko... prawie nikt nie spał w swoim pokoju. Przesadziliśmy...
Alan przeszedł przez taras obudzić Bartka, a ja szybko zaczęłam zgarniać wszystkie śmieci pod łóżka i do szafek. Chłopcy skakali z balkonu na balkon pukając w okna. Muszę przyznać, że komicznie to wyglądało, ale to nie był czas na śmiechy i żarty. 

                                                         ****************************

- A wy co wszyscy tacy przygnębieni? To jest wycieczka, trzeba się troszkę odprężyć!- powiedziała do nas z nutką optymizmu w głosie pani Kasia.
Odpowiedzi brak od kogokolwiek. Staliśmy własnie przed schroniskiem. Udało nam się, dziwnym trafem, ale się udało. Skacowane, zaspane twarze to raczej nie jest to, co chciałam widzieć, ale cóż... 
- To jak ruszamy w drogę? - spytał pan Furman. 
- Mhhhhhm. - odpowiedzieliśmy chórem. 
   Droga się ciągnęła i ciągnęła, jakby nie miała końca. Nasz wychowawca totalnie oszalał. Stwierdził, że "umili" nam poranek "przyjemnym", długim spacerem. Szłam obok Alana, Naty, Bartka  i kilku innych osób. Praktycznie się nie odzywaliśmy, ale nic dziwnego, każdy ledwo żył. Chciałam przeprosić Bartosza, za sytuację z wczorajszego dnia, ale nie miałam nawet kiedy. 
- Kochana, totalnie cię przepraszam. Nie wiem co mi odbiło z tym alkoholem, bleee na samą myśl mam obrzydzenie. Już chyba nigdy nie tknę tego....tego czegoś. - z obrzydzeniem zaczęła Natalka.
- No, bynajmniej masz nauczkę. Możesz mi powiedzieć jak to się stało, że spałaś na jednym łóżku z naszym kolegą? - zapytałam, szturchając ją lekko w ramię.
- Nubii! Własnie! Wiesz co jest najlepsze? Nie pamiętam jak to się stało...to znaczy... pamiętam tylko tyle...
- Najlepsze?!
- pfu, najgorsze!
- No własnie...
- ...pamiętam tylko jak mówił do mnie, że muszę się położyć, bo już ledwo stoję na nogach. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale powiedziałam mu, żeby został, bo nie zasnę.
- A to ciekawe, przecież ty lubisz sama spać hihi
- Tak wiem, naprawdę nie wiem co mi strzeliło do głowy. Ale o dziwo został ze mną. Nie wiesz jakie to mega uczucie spać u czyjegoś boku, u boku osoby o której się marzy i...
- Oj wiem, bardzo dobrze wiem...

                                                    ********************************
Opowiedziałam swojej przyjaciółce wszystko ze szczegółami, bo przecież nie wytrzymałaby gdyby nie wiedziała najdrobniejszych nawet szczegółów. Była równie szczęśliwa jak i ja. Oby dwie miałyśmy tak dobre humory, pomimo, że ja byłam zmęczona, a Natkę bolała (ciekawe dlaczego) głowa. 
  Po dwugodzinnej wyprawie po górach zeszliśmy do miasta.

- Dobra dzieciaki, macie teraz pół godziny i wracamy z powrotem do ośrodka. - zakomunikował nasz wychowawca.
- Pół godziny?! Nie zdążymy nawet zamówić nic do jedzenia, nic obejrzeć... 
- Prosimy, chociaż dwie godziny. - klasa zaczęła protestować i marudzić.
- Oszaleliście? Mamy jeszcze duzo do zobaczenia, patrzcie na plan.
- Oh panie Furman proszę ich zrozumieć. To wycieczka, są wykończeni, a przecież mieli odpoczywać. Po za tym nam też przyda się jakaś kawa i ciastko. 
I tak nasza kochana chemiczka przekonała nauczyciela do zostania. Coś za szybko jej uległ... 

-Coś czuję, że wyjdzie z tego niezły romansik! - zaśmiał się Adaś z naszej paczki.
- Kto wie, może i tak...Ludzie co robimy? Gdzie idziemy? Powiem wam szczerze, że jestem cholernie głodna. -pytała nas, łapiąc się za brzuch Karolina.
- Hot-Dogi czy Pizza?
- Pizza! 
Krzyknęłam równocześnie z Alanem. Natalia popatrzyła się na nas jakby miała zaraz eksplodować ze szczęścia. Znaliśmy tą jej minę, spojrzeliśmy na siebie. Miałam ochotę go uściskać i wcale nie musiałam długo czekać.
- To jak idziemy? - objął mnie mocno w talii i stuknął głową w moje czoło. Czułam, że to będzie kolejny piękny dzień...





I tak właśnie... ciekawe co będzie się dalej działo na wycieczce?:> 
Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, pisałam do późna w nocy
Piszcie w komentarzach jak się podobało, bardzo mi zależy na waszej opinii!