poniedziałek, 15 lipca 2013

rozdział II

   Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu. 



                                                                                  II.

  Nie mogłam spać w nocy. Cały czas rozmyślałam o wczorajszym dniu, o tym co mi się przydarzyło i czego mogę spodziewać się kolejnego dnia w szkole.Ciągle obawiałam się, że ludzie nie będą potrafili mnie zaakceptować. Co jest we mnie nie tak? Ogrom niskiej samooceny ? Brak wiary w siebie? A może ja naprawdę jestem beznadziejna i nie powinnam komukolwiek się pokazywać?
Kiedy w końcu postanowiłam zamknąć powieki stwierdziłam, że to nie ma sensu skoro za trzydzieści minut miał dzwonić budzik. Spojrzałam przez okno. Słońce zaczęło wychodzić, pierwsze promienie przebijały się przez liście drzew aż do mojego pokoju. Najchętniej leżałabym tak jeszcze przez dłuższy czas, ale nie mogłam. Musiałam wziąć się w garść.
  Tym razem pojechałam autobusem. Po drodze przypomniało mi się, że wieczorem przychodzą do nas sąsiedzi. Kompletnie wypadło mi to z głowy. Wcale nie miałam ochoty na ich wizytę, ale obiecałam mamie, że będę.
 Po dziesięciu minutach byłam na miejscu. Lekcje zaczynałam od języka polskiego, więc nie najgorzej.
- Hej Nubi! - przywitał się ze mną Alan.
- Cześć.
- Chciałabyś usiąść ze mną na Polskim?
- A co z twoją koleżanką?
- Nie będzie jej dzisiaj, musiała jechać na jakieś badania...
 Nie dość, że zostałam przywitana ciepłym uśmiechem, to jeszcze chciał ze mną usiąść w jednej ławce. Wiem. Dla was to normalne, ale dla mnie to było coś...innego. Sądziłam, że po wczorajszej akcji w ogóle nie będzie już nigdy ze mną rozmawiał. A jednak się myliłam.
-Więc...?- ciągnął.
-Ok. Bardzo chętnie!
-No to super.
- Uważaj żebyś czasami jej nie dotknął, jeszcze Cię czymś zarazi hihi!
Zza pleców Alana odezwał się głos. Ten śmiech chyba znal już każdy. To była Barbie, która dogryzała mi wczoraj. Wiedziałam, że ktoś popsuje mi humor.Przeglądając wczoraj internet dowiedziałam się, że tak naprawdę ma na imię Diana, ale dla mnie i tak będzie pustą lalką.
-Idziemy. - spojrzał na mnie brunet i powiedział spokojnym głosem. Jakby nie przyjął do siebie tego co powiedziała.
Do klasy weszła nieco przy kości, czarno włosa kobieta. Wyglądała strasznie, naprawdę! Była ubrana w ciemną bluzkę i długą spódnicę. Zauważyłam duży pierścień na jej palcu i pieprzyk pod okiem. Usta byłby pomalowane bordową szminką, a oczy błyszczały się i mierzyły wszystkich znajdujących się w sali. Jej powaga na twarzy mówiła wszystko. Nie było mowy o żadnych żartach. Zrobiło mi się słabo.
- Spokojnie Nubi, ona tak tylko wygląda. Nie jest aż taka zła... choć wymagająca. Ma na nazwisko Pulańska, dlatego wołamy na nią Pulpet, no nie tylko dlatego...- powiedział szeptem do mnie Alan. Popatrzyłam się na niego uśmiechnięta i przytaknęłam głową. Starałam zapamiętywać wszystko co mówi. Swoją drogą jego słowa docierały do mnie bardzo szybko. Miał przyjemny głos. Lubiłam go słuchać.
- Proszę Pani! Przez Nubię nie mogę się skupić na lekcji. Czy mogłaby Pani zwrócić jej uwagę? - wyrwała się Diana.
- Oh, Nubia co to za gadanie na lekcji?! Proszę wstać natychmiast!
Zamurowało mnie totalnie. Przecież to nie ja. Wszyscy dobrze o tym wiedzieli! Coraz bardziej nie lubiłam Diany. Co ja jej takiego zrobiłam?!
- No proszę mi się wytłumaczyć! - podniosła głos.
- Ja...ja...przepraszam bardzo. - czułam jak łzy napływają mi do oczu.
- Tylko mi tu nie becz. Nie jesteśmy w przedszkolu! Siadaj. Na razie to tylko ostrzeżenie.
Matko co za wstyd. Gdyby to nie była Pulańska tylko jakiś inny nauczyciel to jestem pewna, że wszyscy by się ze mnie teraz nabijali.  Cudowny początek roku. Grabię sobie u nauczycieli, potem sobie nie dam rady z niczym. Byłam totalnie roztrzęsiona i wściekła na Alana. Dlaczego nie stanął w mojej obronie? Nic nie powiedział? Nie drgnęłam aż do końca lekcji.
Postanowiłam do domu pójść pieszo. Już sama nie wiem która opcja była gorsza. Jazda autobusem czy spacer. To nie jest miłe. Może jestem zbyt wrażliwa, ale sposób w jaki patrzyli na mnie ludzie doprowadzał mnie do łez. Gdy szłam przez park spoglądali na mnie jak na kogoś z innej planety. A przecież praktycznie w ogóle się od nich nie różniłam. Rodzice zawsze mi to mówili i wmawiali, że nie jestem gorsza od innych. Pomału zaczynałam w to wątpić.
  Dokładnie o 19:15 pojawili się u nas sąsiedzi. Mama dopilnowała żeby wszystko było idealnie. Stół nakryty białym obrusem, sztućce idealnie ułożone i na samym środku bukiet kwiatów. Wyglądało to naprawdę pięknie. Sama wystroiła się jak na jakieś święto. Ja też ubrałam się dosyć schludnie. Nie chciałam się wyróżniać, choć to było ciężkie w moim przypadku. Eh... nie ważne. Jedynie tato zachowywał się tak jak zawsze. Wszystko obracał w żart i był bardzo wyluzowany. Chyba własnie za to pokochała go mama, a przecież są totalnym przeciwieństwem.
Kiedy tato zaprosił gości do środka o niemal  nie pisnęłam z zaskoczenia. W salonie pojawiła się para ludzi w wieku moich rodziców ze swoim synkiem i uwaga! Z czerwonowłosą dziewczyną z mojej klasy.
-Cześć. Nie zdążyłam się jeszcze przedstawić. Jestem Natalia. - podeszła do mnie i wyciągnęła rękę w moją stronę. Mówiła bardzo cicho i spokojnie. Nie spodziewałabym się tego.
-Hej...-uścisnęłam jej dłoń.
- Nubi zaproś koleżankę na górę. Zawołam was jak kurczak będzie gotowy. - wtrąciła się mama.
- Dobrze, chodź Natalia.
  Gdy weszłyśmy do mojego pokoju Czerwonowłosa otworzyła buzię ze zdziwienia. Co prawda nie urządziłam pokoju do końca, ale ścianę ze zdjęciami skończyłam wczoraj wieczorem. Uwielbiałam fotografię. Nie robiłam tego zawodowo, ale kochałam uchwycić dany moment i zachować go na pamiątkę. Kiedy spoglądałam na zdjęcia od razu robiło mi się przyjemniej. Np. Gdy patrzę na zdjęcie z wyjazdu nad morze, albo z imprezy z przyjaciółkami. Powracały wtedy wszystkie wspomnienia.
- Wow! Ale czad! Też chcę taką ścianę! - powiedziała głośno Natalia.
- To nic trudnego. Trzeba tylko odrobinę chęci i czasu. - uśmiechnęłam się.
- Więc...Jak podoba ci się w naszej szkole?
Eh, to nie był dobry pomysł na temat do rozmowy. Musiałam nieco skłamać.
- Powiem szczerze, że nie jest źle. Nauczyciele są całkiem spoko, no prócz Pani Pulańskiej...
- Ah! Słyszałam, że Diana nieźle cię wkopała. Nienawidzę jej. Odkąd ją znam lubiła mi robić nazłość.
-Tak..Było mi potwornie głupio. Grabię sobie na początku roku, a Diana ciągle mi dogryza...Zaraz zaraz. Słyszałaś o tym? Od kogo?
-Od Alana.
 Serce mi mocniej zabiło. Czy to był dobry moment żeby się jej spytać czy...
-Nie, nie jesteśmy razem. Przyjaźnimy się już wiele lat. - dopowiedziała. Jakby czytała mi w myślach!
- Naprawdę? Czasami wyglądacie jak para...Co dokładniej ci mówił? - dopytywałam.
- Cóż...Wiele osób tak uważa. Opowiedział mi o całej tej akcji. W sumie to on nie ma dobrych relacji z Pulpetem. Groziła mu jedynka w tamtym roku i teraz jest dla niego okrutna. Powiedziała, że jak nie będzie się starał to zostawi go na jeden rok. Wyobrażasz sobie? No nie ważne. Masz jeszcze jakieś zdjęcia? Pokazałabyś mi?
-Jasne.
Już rozumiałam dlaczego nic nie powiedział na lekcji. Nawet nie może się jej sprzeciwić. Nie wiadomo jakby to się skończyło dla niego.
To był świetny wieczór. Czas mijał strasznie szybko. Złapałyśmy z Natalią świetny kontakt. Rozmawiałyśmy o wszystkim np. o Dianie. Okazało się ze oby dwie jej nie trawiłyśmy. Opowiadała mi o szkole, o swoich zainteresowaniach. Dyskutowałyśmy na różne tematy. Czułam, że mogę jej ufać. Cieszyłam się strasznie, że poznałam kogoś takiego jak ona. Wymieniłyśmy się numerami telefonów i zaproponowała żebyśmy  jutro po szkole pojechały na zakupy. Strasznie było mi miło, nie mogłam się doczekać.
  Kolejny dzień zaczął się znacznie lepiej. Uprzedziłam mamę, że będę później w domu. Powiedziałam jej o zakupach z Natalią. Spodobał jej się ten pomysł i nawet dorzuciła mi parę groszy żebym miała na nowe spodnie. Od razu po zajęciach wsiadłyśmy w pierwszy lepszy autobus i pojechałyśmy do centrum. Dawno nie widziałam tyle sklepów i tyle ludzi! Ah! Było pięknie! Czas strasznie szybko leciał. Biegałyśmy z jednego sklepu do drugiego, przymierzałyśmy wiele ciuchów. Fakt, nie mogłam sobie pozwolić żeby kupić je wszystkie, ale jasne rurki na gumce i biała bluzka z lwem trafiła do mojego plecaka. Natalia zaś kupiła kremową sukienkę i do tego czarny kapelusz. Wszystko było idealnie, no do czasu...
- Witam witam moje koleżanki! Wybierać się na zakupy w takim stanie? Oj oj.
Gr! Czy ja zawsze muszę na nią trafić? Tak, Diana w gotowości wraz ze swoimi koleżankami. O dziwo ma jakieś...Dali byście wiarę?
- Spadaj Diana. Zabierasz nam tlen. To twoje perfumy czy znowu w coś wdepnęłaś?
Sądziłam, że zaraz zostaniemy zmieszane z błotem, ale Natalia nie dawała za wygraną! Podziwiam ją. Nie bała się jej postawić.
-Chodź Nubi, idziemy napić się czegoś zimnego. - dodała na koniec, a Barbie stanęła wryta w ziemię.
   Usiadłyśmy w kawiarni przy oknie. Zamówiłyśmy dwa koktajle waniliowe. W końcu mogłyśmy choć na chwilę odsapnąć.
- Ona jest wszędzie! Mogłaby chociaż raz odpuścić, ale nie bo po co?! Nawet taki fajny dzień potrafi zepsuć...- zaczęłyśmy dyskutować na temat Diany.
- Rzeczywiście jest strasznie denerwująca, od początku roku ciągle mnie drażni. - odpowiedziałam żaląc się.
- Wszystkich drażni. Jest okrutna...
-Eh, i jak? Smakuje Ci? - Wolałam skończyć ten temat. Po co psuć sobie humor?
- Tak jest pyszny, będziemy musiały ...
Natalia przerwała zdanie. Zapatrzyła się w jeden punkt. Na przeciwko nas stał Alan ze swoim kolegą.
-...O mamo! To Bartek! Podoba mi się juz od jakiegoś czasu. Kumpluje się z Alanem, więc są szanse, że może mnie z nim umówi!- powiedziała z radością.
- Mmm to świetnie!
- Chodź przywitamy się z nimi!
- Natalia nie jestem pewna czy powinnam ...
Nie zdążyłam nawet dokończyć.
- Alan, Bartek siemka! - krzyknęła.
- Hej Nata! - uścisnęli się na powitanie.
Stałam przy śmietniku. Jej, jak bardzo wstydziłam się tam podejść!
- Co tu robicie? - zapytała chłopaków.
- A przyszliśmy się rozejrzeć za nowymi butami i oczywiście naturlanie musimy coś zjeść. A ty?
- Właściwie to przyszłam na zakupy. Z Nubią. - pokazała na mnie palcem. Nie było odwrotu, musiałam zbliżyć się do nich.
Alan był zaskoczony. Zauważyłam jak ręce zaczęły mu lekko drżeć. Z resztą mi też.
- Cześć wam. - powiedziałam cicho.
- Hej. To jest Bartek mój najlepszy kumpel, a to jest Nubia. Pamiętasz? Mówiłem Ci...
Podaliśmy sobie dłoń na przywitanie. Ciężko było mi rozgryźć Alana. Co mu o mnie mówił? Zachowywał się normalnie, jakby wszystko było w porządku, a z drugiej strony widziałam jego zmieszaną minę i drżące ręce.
- Więc... Jak zakupy? Skończone?
- Właściwie to tak. Prawda Nubi? - zapytała mnie Natalia, a ja pokiwałam głową.
- Może zechciałybyście coś zjeść z nami? Będzie nam miło, co nie Bartek?
- Jasne! - potwierdził.
Natalia popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem. Wiedziałam, że marzyło jej się pójście z nimi. Jednak ja nie potrafiłam.
- Wiecie co właściwie to ja już muszę iść, ale spoko Nata idź.
- Na pewno poradzisz sobie?
- Tak.
Pożegnałyśmy się, pomachałam chłopakom na do widzenia i pierwszy raz od tych kilku minut spojrzałam w oczy Alana. Ciężko było mi się do niego uśmiechnąć po ostatnich wydarzeniach, ale nie umiałam w tej sytuacji zachować kamiennej twarzy. Nie rozumiem co w nim takiego było? Czemu tak strasznie pragnęłam jego obecności? Odwzajemnił uśmiech i znów ujrzałam jego czarujące dołeczki.
Siedząc w autobusie oparłam głowę o szybę i analizowałam cały dzień. Polepszanie kontaktu z Natą, nowe ciuchy, spotkanie z Dianą, dobry koktajl, nowy znajomy- Bartek, Alan...Alan. Już sama nie wiedziałam co o nim myśleć.
- O kochanie! Martwiłam się, długo cię nie było.
- Przepraszam mamo. Autobus miał opóźnienie. No wiesz, korki...
-Ah, no tak. Znam to. Jak tam zakupy? Pokażesz mi co kupiłaś?
Pochwaliłam się swoimi nowymi rzeczami, z których byłam mega zadowolona. Opowiedziałam jej troszkę o pobycie w centrum. Oczywiście pomijając szczegóły.
- No proszę! To super spędzony dzień.
Uśmiechnęłam się do niej blado i skierowałam się w stronę schodów.
- Wszystko w porządku Nubi?
- Tak mamo, wszystko dobrze...













wtorek, 9 lipca 2013

rozdział I

   Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu. 

I.
   Otworzyłam i przetarłam oczy. Poczułam rażące promienie słońca na swoich policzkach. Tak bardzo chciałam żeby to był sen. Nie widziałam już wiszących światełek, zdjęć na ścianie, kolorowej firanki na oknie...Wyciągając nogi z łóżka nie czułam już pod sobą miękkiego, zielonego dywanu. Na około walały się kartony z rzeczami, ściany świeżo malowane, wszystko pokryte warstwą  kurzu. Mama odkąd pamiętam marzyła o przytulnym domu z wielkim podwórkiem i ogrodem, gdzie mogłaby sadzić i pielęgnować kwiaty. Swoją drogą ma bzika na tym punkcie. Raz kiedy pojechaliśmy do ogrodu botanicznego była tak zachwycona, że razem z tatą musieliśmy wytrzymać tam aż cztery godziny. Wyobrażacie sobie oglądanie roślin przez tyle czasu? No, ale nie ważne. Od tygodnia  mieszkamy już w przytulnym domku. W takim jakim zawsze chciała. Do ideału to mu jeszcze daleko. Mama dopiero dziś miała zamiar jechać po drzewka, nasiona i kwiaty, a tato miał zamiar kontynuować remont łazienki. Wszyscy byli zadowoleni a ja? Jakoś nie bardzo. Musiałam zostawić wszystko. Szkołę, przyjaciółki, znajomych i w dodatku swój pokój, który tak bardzo kochałam. Ciężko było się z tym pogodzić, ale nie miałam wyjścia. A może jednak mogłabym to jakoś zatrzymać? Sama nie wiem...
Nubi pośpiesz! Dziś twój pierwszy dzień w szkole! - Z zamyśleń wyrwała mnie mama, która wleciała jak szalona do mojego "pokoju".
- Tak wiem wiem. Już wstaje. 
- Kochanie, nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Na pewno ciepło przyjmą cię w klasie, poznasz koleżanki, umówicie się gdzieś, a nauczyciele cię polubią. Nie ma czym się przejmować.
Nie była mną, nie wiedziała jak się czuję i co muszę przeżywać wychodząc na ulicę. Dla niej wszystko było tak cholernie łatwe. Czasami chciałabym być taka jak ona. Może życie byłoby o wiele prostsze? 
   Spoglądałam w lustro i starannie rozczesywałam włosy. Chciałam wyglądać jak najlepiej. To nie tak, że zależy mi na opinii innych. Po prostu czułam, że będę postrzegana zupełnie inaczej niż moje rówieśniczki. Ubrałam błękitną sukienkę, podkreśliłam swoje rzęsy ciemnym tuszem i założyłam swoją ulubioną bransoletkę. Po trzydziestu minutach byłam gotowa do wyjścia. Zarzuciłam torbę na ramię, zamknęłam za sobą furtkę i wyszłam na prostą drogę. Do szkoły miałam dość spory kawałek, ale to nic. Miałam ochotę się przejść. Wzdłuż ulicy po obu stronach ciągnęły się szeregi domków. Każdy był inny, każdy wyjątkowy. Stwierdziłam, że miejscowość w której się znajduje jest naprawdę piękna. Widziałam dzieci jadące na rowerach (pewnie zmierzały tam gdzie ja), parę staruszków spacerujących po parku, zakochane pary i wiele innych ludzi. Nagle poczułam obcy wzrok skierowany na mnie. W sumie nie jeden, a kilka... "Przyzwyczają się, będzie dobrze. Nie bądź tchórzem Nubia!" powtarzałam sobie w myślach. Przyśpieszyłam nieco kroku i po dziesięciu minutach byłam na miejscu. Chyba nie muszę pisać, że w szkole było podobnie, a nawet gorzej. Gapili się na mnie jakbym była nie wiadomo kim. Czułam się potwornie. 
  -Dzień dobry dzieci! - Mój wychowawca wszedł właśnie do klasy.
 -Dzień-do-bry!
Usiadłam na samym końcu żeby nie rzucać się w oczy. Ręce mi się trzęsły, robiło mi się niedobrze.
-Dzieci. To już nasz ostatni wspólny rok w tym gimnazjum. Czeka was dużo pracy i nauki, testy a na koniec bal.
- Wszyscy o tym wiemy Panie Furman...- Odezwał się jeden znudzony chłopak. Siedział pod oknem z jakąś czerwonowłosą dziewczyną . Był dosyć przystojny. Bardzo chudy, wysoki brunet o ładnym uśmiechu. Szczerze mówiąc w mojej klasie zauważyłam wielu interesujących chłopaków, choć wyglądali na bardzo roztrzepanych.
- Ah racja Alan, racja! Cóż...Zapewne zauważyliście ze mamy w klasie nową twarzyczkę. Nubia zapraszam na środek klasy. No śmiało!
Tak bardzo tego nie chciałam. Tak bardzo chciałam wracać do domu. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, nie mogłam się skupić, robiło mi się coraz bardziej duszno.
- No kochanieńka opowiedz nam coś o sobie. 
- Nazywam się Nubia, mówią na mnie Nub lub Nubi... - Czułam jakby jakaś kula stanęła mi w gardle. Mówiłam bardzo cicho i byłam tego świadoma. Spuściłam więc wzrok i gapiłam się w parkiet. Pewnie wyglądałam jak jakiś skazaniec, ale było mi już wszystko jedno. 
- Ej księżniczko! Ubrudziłaś się na twarzy, hihihi! - Krzyknęła z końca jakaś dziewczyna. Wyglądała jak  lalka Barbie. Krótka różowa sukienka, długie blond włosy i duże niebieskie oczy. Cała klasa zaczęła się śmiać. Moje poliki robiły się coraz bardziej czerwone. Już chyba nic gorszego nie mogło mnie spotkać jak zostać upokorzoną przez  "plastik". Usłyszałam dźwięk dzwonka i poczułam ulgę. 
- Zaczekaj Nubi, jeśli mogę tak na Ciebie mówić. - powiedział spokojnie Pan Furman. 
- Oczywiście proszę Pana. 
- Musisz wiedzieć ze początki są trudne. W końcu się przyzwyczają. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale są w tej klasie również normalne osoby. Dasz radę, a w razie jakiejś potrzeby zawsze możesz zwrócić się do mnie.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam i odwróciłam się w stronę drzwi. Była pięcio minutowa przerwa, dlatego wolałam się pośpieszyć. Korytarz był dosyć śliski a ja miałam balerinki. Nagle nawet nie zauważyłam kiedy straciłam równowagę i wpadłam na bruneta otwierającego puszkę z Colą. Upadliśmy oby dwoje na ziemię. Napój wylądował i na mnie i na jego niebieską koszulę. Ludzie zaczęli się śmiać, a ja czułam się jak totalna idiotka. Podniosłam głowę i spojrzałam w górę. Ujrzałam brązowe oczy. Był to Alan z mojej klasy. 
- Bardzo Cię przepraszam! Tak bardzo mi przykro, nie chciałam! Odkupię ci napój, przepraszam...ja...
- Spokojnie Nubi. Nic się nie stało, wszystko w porządku!- podniósł się z ziemi i podał mi rękę. 
- Nic ci się nie stało? Boże... co ja narobiłam.
- Uspokój się. Jest OK! Tak po pierwsze to jestem Alan, nie żaden bóg. Po drugie napój odkupisz mi kiedyś przy okazji, a po trzecie swoją drogą to niezłe powitanie!
Zaczęliśmy się nieco śmiać i atmosfera zrobiła się o wiele lepsza. Miał naprawdę piękny uśmiech. Zdążyłam zauważyć dwa dołeczki. Nigdzie jeszcze takich nie widziałam.
- To co idziemy na zajęcia? - zarzucił szturchając mnie w ramię. Uśmiechnęłam się do niego i poszliśmy w stronę sali od Muzyki. 
Kolejne lekcje mijały bardzo szybko. Może to dlatego, że był to pierwszy dzień.Wstydziłam się do kogokolwiek podejść, Alan siedział z czerwonowłosą dziewczyną więc siedziałam  w ostatniej ławce. Po za tym na pewno nie miałby ochoty na moje towarzystwo...Uważnie przyglądałam się  nauczycielom. Jak na razie do gustu przypadł mi najbardziej bardzo miły Pan z historii, Pani z geografii i oczywiście mój wychowawca Pan Furman. Po zajęciach czekała mnie długa droga do domu...
    Co za gorący dzień. Wróciłam cała zmęczona i mokra. Od razu wzięłam zimny prysznic i położyłam się na łóżku. Po cichu do pokoju weszła mama.
- No i jak było Nubi? - Zapytała z nutką zaciekawienia.
- Hm...w porządku. 
-Na pewno? A coś więcej?
Nie mamo. Było potwornie, nie chce więcej tam wracać...Dlaczego właśnie tak nie potrafię jej odpowiedzieć?
- Poznałam jednego kolegę. Nauczyciele są całkiem spoko. 
- To świetnie! Widzisz mówiłam, że będzie dobrze! Przyszłam Ci powiedzieć, że poznałam naszych sąsiadów. Są bardzo mili, dlatego zaprosiłam ich jutro na kolację.
- Muszę w tym uczestniczyć? - Spytałam załamanym głosem. 
- Ależ oczywiście! Spokojnie. Mają córkę w Twoim wieku. Może poznasz nową koleżankę.
W sumie mama miała rację. Była to szansa dla mnie. Może choć jedna osoba mnie polubi nie zwracając uwagi na wygląd. Ten dzień to totalna porażka. Dużo wrażeń jak na kilka godzin. Pierwsze poznanie okolicy, pierwsze wejście do szkoły, pierwsza wizyta w klasie i ...Alan. Ciekawa jestem czy naprawdę się nie gniewał za tą Colę. Jak zobaczę przed oczyma roześmianą Barbie wraz z koleżankami to robi mi się gorąco. Co za wredne dziewczę!
 Postanowiłam zebrać swoje myśli i opisać wszystko w swoim pamiętniku. Pomału wyciągałam swoje rzeczy z kartonów. Cóż... w końcu musiało to nastąpić. Wolałam stworzyć coś nowego, niż gapić się na te puste ściany. Następnie weszłam na internet sprawdzić Facebooka. Przyszła mi wiadomość od Kasi. "Bardzo za Tobą tęsknie. Mam nadzieję, że dajesz sobie tam radę i nigdy o mnie nie zapomnij!" Natychmiast jej odpisałam. W końcu byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Nie chciałam jej zamartwiać, dlatego nie opisałam swojego pierwszego dnia w szkole. Otrzymałam również kilka zaproszeń. Jedno było od nowo poznanego bruneta, a reszta od kilku innych ludzi z klasy. Zrobiło mi się miło. Spojrzałam na zdjęcie profilowe Alana na którym szeroko się uśmiechał. Wieczór stał się o wiele wiele lepszy... 
Mam nadzieję, że I rozdział nieco was zaciekawił i będziecie czytać dalej:))!
Wypowiedzcie się na ten temat w komentarzu - będzie mi bardzo milo :* 
W następnym rozdziale przedstawię wam kolacje u Nubi i coś jeszcze!
Trzymajcie się :*