Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu.
IV.
Noc. Siedzę na ławce w parku. Nie wiem dlaczego, jestem smutna. Robi mi się zimno, tak bardzo bardzo zimno...Słyszę czyjeś kroki, ktoś idzie w moją stronę. Natychmiast wstaję i kieruję się do wyjścia. Postać cały czas zbliża się do mnie, nie wiem co się dzieję. Przestraszona biegnę przed siebie... szukając Ciebie.
- Nubi wstawaj! Już prawie 10, ileż można spać...
Usłyszałam głos mamy, przetarłam oczy. Miałam naprawdę dziwny i niepokojący sen. A to wszystko z nerwów przed spotkaniem. Spojrzałam na komórkę i odczytałam sms od Naty: " Powodzenia gwiazdeczko! Trzymam kciuki :)"
Zeszłam na dół na śniadanie. Tato jak zwykle pił poranną kawę i czytał nową gazetę.
- Dzień dobry Słoneczko. - Powitał mnie ciepło.
- Cześć Tatku.
- Co chcesz? Grzanki czy jajecznicę? Nie wiem czego zrobić więcej. - Wtrąciła mama.
- Hm...Nie wiem sama, nie jestem zbyt głodna.
- Dobrze wiesz, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia kochanie.
- Tak, wiem...
- Więc?
Zapach ciepłych grzanek z dodatkiem owoców lub dżemu uszczęśliwiał mnie niemiłosiernie, ale nie dziś. Czułam gulę w gardle, dlaczego tak się denerwowałam? W co się ubrać? Jak uczesać? O czym rozmawiać? Co ja zrobię?!
- Nubia! Mówię co Ciebie.
-Tak? Słucham? Zamyśliłam się... Zjem dwie grzanki z dżemem.
- Wszystko w porządku? Zachowujesz się jakoś dziwnie? - Zauważyła mama.
- Jasne, jest okej. Dziś wychodzę o 16.
- Z kim? - Tata zerknął spod okularów na mnie, aż drgnęłam.
- Z kolegą.
No i się zaczęło, mamcia rozkręciła się na dobre... Aż wypadł jej widelec z ręki.
- Kto to? Znam go? Ile ma lat? Myślisz, że to bezpieczne? Adam nasza córka dorasta! Jak ten czas szybko leci!
- Mamo, uspokój się. To tylko kolega, nic więcej jej...
- Tak się tylko mówi, dziecko ja już was dobrze znam.
- Daj spokój. Dziękuję za śniadanie, idę do siebie.
- Ale ja jeszcze nie skończyłam.
- Aniu, daj jej żyć. To tylko jedno spotkanie, niech się bawi. - Bronił mnie tatko.
- Dziękuje! - Uśmiechnęłam się do niego zza drzwi.
********************************
Ileż wspaniałych fotografów i ludzi poznajemy w sieci np. Photoblog. Przejrzałam ok 40/50 profili. Tyle niesamowitych zdjęć, aż wzroku nie mogłam oderwać. Siedząc na internecie czasami naprawdę tracimy rachubę czasu. Zostały dwie godziny do spotkania, a ja leżałam z laptopem rozwalona na łóżku. Musiałam zacząć się zbierać.
Spojrzałam przez okno. Wydawało się być w miarę ciepło. Otworzyłam szafkę z bluzkami i drugą ze spodniami.
Jasne rurki na gumce i szara bluzka z kieszonką w panterkę. Mój ulubiony zestaw. Wzięłam ciuchy ze sobą i skierowałam się do łazienki. Kąpiel zajęła mi zbyt dużo czasu. Zegar wskazywał godzinę 15:20, a ja nadal w proszku. Ubrałam się, wysuszyłam szybko włosy i podkręciłam lekko końcówki lokówką. Tusz i kreski jako podstawa i lekki złoty cień. "Pożyczyłam" trochę perfumy od mamy, włożyłam telefon do kieszeni i ubrałam trampki. No i wygląda na to, że byłam gotowa. Miałam jeszcze 30 minut, ale wolałam wyjść nieco wcześniej, żeby mama nie zaczęła przesłuchania, po za tym nie chciałam się spóźnić.
- Uważaj na siebie, będę dzwonił. - Poinformował tatko.
- Oczywiście, na razie, pa!
Idąc w umówione miejsce robiło mi się słabo. Byłam podekscytowana, a z drugiej strony strasznie zestresowana. Ręce zaczęły mi się pocić. Ciekawa byłam czy Alan również tak reagował. Wydaję mi się, że nie. Pewnie przeżył masę randek w swoim życiu. Nie ma co się dziwić. Był naprawdę strasznie przystojny i uroczy. Zaczęłam się zastanawiać co będziemy robić, w sumie nic nie zaplanowaliśmy.
W końcu dotarłam do parku. Alana jeszcze nie było, usiadłam więc na ławce i cierpliwie czekałam. Minuty mijały, a on nadal się nie pojawiał. I tak minęło 40 minut, po czym otrząsnęłam się. No tak...bo niby komu ja, Nubia, czarnoskóra dziewczyna mogłabym się spodobać? Załamałam się. Zrobiło mi się cholernie gorąco. Nie chciałam już dłużej czekać, najwidoczniej nie było mi to pisane. Postanowiłam wrócić do domu. Szłam strasznie nieogarnięta i zła. Zależało mi naprawdę, nie rozumiem dlaczego jest tak a nie inaczej. Rozumiem gdybym była jakimś strasznym potworem czy...
- Nubi! Nubi, poczekaj!
Wyglądał lepiej niż zwykle. Krótkie czarne spodenki, biała bokserka, tenisówki i czarne okulary przeciwsłoneczne.
- Tak bardzo cię przepraszam, przepraszam nie mogłem...- niepewnie przytulił mnie na powitanie. Bardzo ładnie pachniał.
- Daj spokój nic się nie stało. Co robiłeś? - haha dacie wiarę, że tak łatwo złagodniałam?
- Mam brata, ma 6 lat i nie mogłem go zostawić samego, a nikogo nie było w domu.
- Rozumiem. To co, gdzie idziemy?
- Hm... Jak na razie proponuję lody i spacer po mieście?
- Pasuję mi. - przytaknęłam.
- I w ogóle bardzo ładnie wyglądasz.
Odwzajemniłam uśmiech, choć nigdy nie będzie tak samo słodki jak jego.
*************************************
Bawiłam się świetnie. Na początku poszliśmy do lodziarni, gdzie zamówiliśmy sobie lody w trzech smakach i polewą czekoladową. Smakowały mi tak bardzo, nawet nie zauważyłam, że jestem cała brudna. Było mi naprawdę głupio, ale Alan uznał, że to urocze, wytarł mój nos i kąciki ust serwetką.
Nie sądziłam, że mamy tyle wspólnego. Naszą wspólną cechą na pewno było to, że lubiliśmy się wygłupiać. Poszliśmy koło fontanny gdzie zaczęliśmy udawać mimów. Ludzie patrzyli się na nas jak na idiotów, ale cóż...
Oczywiście wspólne zdjęcia też musiały być, bo chyba bym nie wytrzymała bez zrobienia chociaż jednego. Poszliśmy również na targ (nawet nie wiedziałam, że coś takiego jest w tej miejscowości) gdzie znajdowało się masę świetnych rzeczy np. przezabawne okulary. Chyba nie muszę pisać, że przymierzaliśmy je wszystkie, a potem facet ze stoiska po prostu nas przegonił...Wiele kolorowych lizaków o różnych wielkościach, oraz coś co zachwyciłoby moją mamę. Masę kwiatów. Doniczkowe, ogrodowe, bukiety. Alan kupił mi jedną czerwoną różę i muszę przyznać, że zaskoczył mnie tym totalnie.
- Nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił. - powiedziałam nieco ciszej.
- Nie? To niemożliwe.
- Naprawdę - mój uśmiech nie znikał z twarzy.
Czułam się przy nim tak dobrze, nie chciałam wracać. Pomału zaczęło zachodzić słońce.
- Chodź, chcę Cię gdzieś porwać. - oznajmił krótko.
Gdziekolwiek szliśmy, nie bałam się. Przystanął na chwilkę i stanął za moimi plecami.
- Alan powiedz mi co Ty robisz?
- Muszę zakryć Ci oczy na chwilkę. Tylko na chwilę.
- Ale, ale...
- Zaufaj mi.
No to się zamknęłam. Prowadził mnie tak kawałek, aż przestałam słyszeć jeżdżące auta obok mnie.
- Daleko jeszcze? - zapytałam.
- Nie, właściwie to już...teraz tylko przekręć się delikatnie w prawo i...o już.
Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. To miejsce, ten widok był tak piękny, że aż nie da się tego opisać za bardzo słowami. Znalazłam się po drugiej stronie, gdzie mogłam obserwować wszystko i wszystkich z daleka. Nas i miasto rozdzielała duża rzeka. Słońce odbijało się w wodzie i mogłam podziwiać jeden z piękniejszych zachodów jaki widziałam. Usiedliśmy na zielonej trawie.
- Wow...Alan, tu jest...tu jest przepięknie.- Nie mogłam wykrztusić z siebie słowa.
- Podoba Ci się? Przychodzę tutaj czasami gdy chcę sobie wszystko przemyśleć, lub odpocząć od tego co znajduje się po drugiej stronie. Wiesz, nigdy z nikim tutaj nie byłem, ale sądzę, że zasługujesz na to...no.
- Dziękuję Ci. To jeden z lepszych dni w moim życiu.
- A nie najlepszy? - zażartował, robiąc smutną minkę.
- No dobra. Najlepszy.
Rozmawialiśmy na różne tematy np. O Natalii i Bartku. Mieliśmy nadzieje, że uda im się umówić na randkę, ale oby dwoje są bardzo wstydliwi i zakręceni. W końcu Alan kolejny raz mnie zaskoczył.
- Wiesz w co tobie lubię Nubi?
- Co takiego?
- To, że nie udajesz nikogo. Jesteś sobą. Mało jest takich ludzi. - Przybliżył się i pogłaskał moją rękę. A ja poczułam wypieki na swojej twarzy.
- Bezsensu jest udawać kogoś kim się nie jest.
- Tak właśnie...
Patrzył mi się prosto w oczy, a ja nie wiedziałam jak się zachować. Czyżby to miał być ten moment? Ten pierwszy pocałunek?
Odgarnął delikatnie moje włosy za ucho, zamknęłam oczy i...
- Muszę już iść, robi się ciemno. - wywaliłam z siebie. Co ja zrobiłam?! Dlaczego?! Przecież własnie tego chciałam...Co mnie do tego skłoniło?
- Em, jasne. Odprowadzę Cię.
- Nie, poradzę sobie naprawdę. - Wstałam szybko z ziemi i otrzepałam spodnie.
- Nie ma mowy! Idziemy.
Wracaliśmy w milczeniu. W sumie nie dziwię się, czułam się skrępowana, a co dopiero Alan. Tak jak mówił odprowadził mnie pod sam dom.
- Dziękuję za miło spędzony dzień. - powiedziałam na pożegnanie.
- To ja powinienem dziękować.
- Przestań...było super.To idę.
- Nubi, jeśli zrobiłem coś źle to przepraszam, nie chciałem.
Pocałowałam go w polik na pożegnanie.
- Alan, wszystko w porządku...
******************************
hihi oj ta Nubi, jak mogła odmówić pocałunku :D Jeśli chcecie dowiedzieć się co dalej, zapraszam do obserwowania bloga, gdzie za jakiś czas pojawi się kolejny rozdział :D
czwartek, 29 sierpnia 2013
piątek, 2 sierpnia 2013
rozdział III
Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu.
III.
III.
Pan Furman ogłosił wyjazd trzy dniowy w góry. Nie chciałam tam jechać. Natalia strasznie nalegała i prosiła żebym uczestniczyła w wycieczce. Tak naprawdę prócz niej (pomijając rodziców) nie mam nikogo. Doceniam to, że akceptuje mnie taką jaką jestem. Nie pyta mnie o moją przeszłość. Zaraża mnie swoim optymizmem i w sumie jestem jej bardzo wdzięczna za wszystko. Nie przekonałam się jeszcze do mojej klasy, ale postanowiłam pojechać dla niej. Dni leciały i praktycznie codziennie działo się to samo, do pewnego czasu....
- Miłego dnia w szkole kochanie! –
krzyknęła mama z kuchni na pożegnanie. A mnie kręciło się w głowie na samą
myśl, że znowu spędzę tam przynajmniej siedem godzin. Odkąd zaczęłam chodzić do tego gimnazjum moje życie totalnie się zmieniło. Zamyślona szłam przed siebie, nie zdążyłam nawet dobrze zmęczyć się
drogą a już czekały na mnie. Nie mogłam znieść widoku tych dziewczyn. Diana i ta jej cała paczka... Chciałabym żeby dała mi w końcu spokój, ale z dnia na dzień, między mną a nią było coraz gorzej. Nazywałam je
Fałszywcami z powodu zakłamanych twarzy i szyderczych uśmiechów. Przecież
nigdy nic im nie zrobiłam. Dlaczego takie dla mnie są? Dlaczego tak mnie
traktują?
- Ej, Nubi! Chodź tu szybko, nie przywitasz się z nami?! – Tak, to mnie wołała.
-Czego chcesz Diana? – Powiedziałam cicho, przerażonym głosem. Próbowałam się uspokoić, ale nie mogłam. A przecież powinnam się już do tego przyzwyczaić.
-Czego chcesz Diana? – Powiedziałam cicho, przerażonym głosem. Próbowałam się uspokoić, ale nie mogłam. A przecież powinnam się już do tego przyzwyczaić.
- Gdzie zgubiłaś mamusię? Nie boi się, że coś „przypadkowo” może
ci się stać? Jak ty w ogóle dzisiaj wyglądasz?! Lepsze ciuchy widuję u
bezdomnych niż u Ciebie!
- Mnie się podoba taki styl. Tobie wcale nie musi. –
odpowiedziałam spokojnie. Tak strasznie się bałam, że zaraz coś mi zrobi.
- Ha ha! Ty to nazywasz stylem? Spójrz w lustro Nubia. Każdy się z ciebie śmieje. Wystarczy popatrzeć na ciebie i twoją twarz- jesteś czarna. Bachor, rodzice przygarnęli cię z domu dziecka! Jak to w ogóle możliwe, że
akurat Ciebie? Jesteś taka niezdarna, na niczym się nie znasz, nie dbasz o
siebie, wyglądasz okropnie!
Łzy napływały mi do oczu. Po części Diana miała rację. "Moi rodzice" adoptowali mnie gdy miałam osiem lat. Tylko skąd ona o tym wiedziała? Przecież mówiłam tylko Natalii... Odróżniam się od
innych dziewczyn. Nie mam białej skóry, wcale nie wyglądam tak jak one. Wmawianie sobie, że jestem taka jak reszta jest bez sensu. Ale co z tego? Żyję jak każda inna przecięta nastolatka, jak każdy człowiek. Tak trudno podejść, poznać mnie a potem ocenić jaka naprawdę jestem?
Nie dawałam sobie już rady sama ze sobą. Pomału oswajałam się
z myślą, że nigdy mnie nie zaakceptują. Nagle zobaczyłam jak Diana odkręca
butelkę z wodą. Nie zdążyłam nawet się odwrócić a cała zawartość z jej butelki
wylądowała na mnie. Reszta fałszywców zaczęła się śmiać, a ja czułam jak krople łez spływały mi po policzkach. Chciałam coś powiedzieć, cokolwiek. Nie potrafiłam.
-Ups... - pisnęła.
- Dajcie jej spokój! Co ona wam zrobiła?!
Odwróciłam się i zobaczyłam go...
- Halo Romeo! Spokojnie przecież nic jej nie jest...
- Nie ważne. Oceniając kogoś najpierw spójrz na siebie!
- Próbujesz mnie porównać do tej murzynki? Haha, błagam Cię! - Zirytowana Diana udawała, że ją to nie rusza, ale ja swoje widziałam. Widziałam jak robi jej się głupio przy Alanie. Robiła się cała czerwona.
- Lubisz sprawiać ból innym ludziom prawda? Tak cie to ...
Nie słyszałam co było dalej. Spostrzegłam jak patrzy się kątem oka na mnie. Nie chciałam żeby widział mnie w takim stanie. Uciekłam.
*************************************
Nie mogłam wrócić do domu, przecież powinnam być na lekcjach. Pobiegłam więc do parku i usiadłam na ławce. Zawsze mijałam go w drodze do szkoły, a nigdy nie miałam okazji do niego wejść. Lekki powiew wiatru, latające na de mną ptaki, pluskająca się woda w fontannie. Brak jakichkolwiek duszy, brak krzyków, brak hałasu... Spokój, totalny spokój. Zamknęłam oczy. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego brunet stanął w mojej obronie? Może wcale nie jest aż taki zły... Nagle wszystko wróciło, cała sytuacja z przed kilku minut. Dotarło do mnie, że jestem sama. Wybuchnęłam płaczem. Nie miałam pojęcia co mam ze sobą zrobić. Nawet nie miałam do kogo pójść. Natalia okazała się zupełnie inną osobą. Przecież to ona wygadała wszystkim ze jestem z domu dziecka, a ja jej zaufałam. Pewnie specjalnie się ze mną zaprzyjaźniła żeby dowiedzieć się czegoś więcej, a potem wykorzystać to przeciwko mnie. Czułam się jakby ktoś mi wbił nóż w plecy. Skuliłam się i opuściłam głowę.
-Mała, przestań już płakać, proszę przestań...
Wróciłam na ziemię. Ile czasu spędziłam siedząc tak w parku?! Sama nie wiem.
Wydawało mi się, że głos który słyszałam znałam bardzo dobrze. Ciepła dłoń dotykała mojego kolana. Podniosłam głowę...Duże, brązowe oczy parzyły się na mnie. Oniemiałam. Alan? Co on tutaj robił? Skąd wiedział, że tutaj jestem? Chciałam się go o to zapytać, ale nawet nie wiem kiedy siedziałam w niego wtulona. Koszulka którą miał na sobie musiała być świeżo wyprana, a uwielbiam zapach nowo wypranych ubrań. Poczułam również bardzo delikatną, ale męską perfumę. Zapomniałam o wszystkim. Czułam tylko jego. Cały czas głaskał mnie po włosach i powtarzał "już dobrze Nubi, już dobrze..." Wiedziałam, że jestem bezpieczna. Dlaczego nie mogłam przestać płakać?
Odsunął się lekko i zaczął przejeżdżać palcem po lecących z oczu łzach. Moje poliki robiły się gorące. Po chwili przestał i zapytał:
- Lepiej?
-Tak. Broniłeś mnie, dziękuję...
- To co robi Diana nie jest w porządku. Lubi być niedobra dla innych, ale to była przesada.
- Przecież ma rację, jestem inna.
- Przestań, ja nie widzę żadnej różnicy...
Zrobiło mi się miło.
- Ona już taka jest. Dowiaduje się czegoś,a potem wykorzystuje przeciwko tobie. - dodał szybko.
- Mówiłam o tym tylko Natalii. - wywaliłam z siebie.
- Myślisz, że by się wygadała? Nawet ja się dowiedziałem przypadkiem...
- Jak to?
- We wtorek poszedłem ogłaszać zbiórkę pieniężną dla potrzebujących, pamiętasz? Wtedy usłyszałem jak Pan Furman rozmawiał z dyrektorem, a że pech chciał to Diana wyskoczyła z WC i o wszystkim się dowiedziała. Domyśliłem się, że długo nie zatrzyma tej informacji dla siebie.
Zrobiło mi się totalnie głupio. Jak ja mogłam pomyśleć tak źle o Natalii? Gdyby słyszała moje myśli nie wybaczyłaby mi.
- Wiem, że boisz się ufać ludziom Nubi. Ale Nata to najlepsza przyjaciółka pod słońcem, no i masz też mnie...
- Dziękuję Ci za wszystko. - Uśmiechnęłam się do niego, bo nawet poczułam się lepiej.
- Nie ma za co, przecież w końcu byłem Ci to winien. - szturchnął mnie lekko.
-Tak?
- Tak. Za tą pierwszą lekcję z Pulpetem. Słyszałem, że już wiesz jaką mam sytuację w szkole, dlatego sama rozumiesz... Przepraszam i przepraszam, że dopiero teraz się na to zebrałem.
- Daj spokój, zapomnijmy o tym.
- Naprawdę?
- Pewnie, było minęło.
- Wiesz chyba lepiej jak wrócę na lekcję...
- Ano w twoim wypadku tak będzie najlepiej.
- Dasz sobie radę sama?
- Jasne, zaraz pójdę do domu.
- Trzymaj się. - powiedział nieco ciszej i przejechał palcem po moim poliku, a ja dostałam gęsiej skórki.
- Dzięki, cześć.
Wstał, odwrócił się i skierował się w stronę wyjścia z parku. Zrobił kilka kroków naprzód i nagle zatrzymał się.
-Nubi...
- Tak? - zapytałam z zaciekawieniem.
- Bo wiesz...ja... zastanawiałem się czy...czy może nie chciałabyś pójść...ze mną jutro gdzieś... no wiesz. Eh, umówiłabyś się ze mną?
Serce zaczęło mi bić tak cholernie mocno, że nie mogłam się uspokoić. Randka z Alanem? Że niby on chce się ze mną umówić? Nie do wiary! Musiałam wziąć głęboki wdech żeby mu odpowiedzieć.
- Ja...ja chętnie.
Przeniósł wzrok z ziemi na mnie i się uśmiechnął szeroko. Chyba nigdy nie przestanę podziwiać jego dołeczków.
- To świetnie. Napiszę do Ciebie wieczorem, chyba masz podany numer na facebooku?
- Tak jest. - przytaknęłam.
- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Sama nie mogłam uwierzyć w to co się własnie stało. Ja, Nubia umówiona na jutro z Alanem. Z najprzystojniejszym brunetem jakiego kiedykolwiek poznałam.
******************************************
Od razu polepszył mi się humor. Postanowiłam wrócić na lekcję, ponieważ musiałam opowiedzieć wszystko Natalii. Starałam nie zwracać uwagi na Fałszyców.
Na języku polskim musiałam siedzieć sama, ale wcale to mi nie przeszkadzało. Mogłam patrzeć się na mojego bruneta praktycznie cały czas. Spoglądał czasem na mnie i uśmiechał się.
- AAAAA! Nie wierze ! Randka?! Ty i Alan? Ale odjazd!!! - krzyknęła podczas rozmowy na przerwie.
- Ciszej, proszę! - zaśmiałam się.
- Co za wredota, nawet nic mi nie powiedział, kiedy Cię nie było...Właśnie, gdzie byłaś przez te dwie godziny?
Stwierdziłam, że nie będę okłamywać swojej przyjaciółki. Opowiedziałam jej co działo się rano, choć nie było łatwo o tym mówić.
- Tym razem ta szmata naprawdę przesadziła. Jak ona mogła?! Mam ochotę coś jej zrobić.
- Przestań...
- Nie Nubia. Nie podaruję jej!
Tak jak powiedziała to i zrobiła. Nadeszła pora obiadowa i większość osób zebrało się na stołówce. Kazała mi iść na koniec kolejki i poczekać na nią. Nie wiedziałam co knuję, ale zaczęłam się niepokoić. Wzięłam obiad i poszłam za nią. Kierowałyśmy się w stronę Diany, mdliło mnie na jej widok.
Nagle Nata przechyliła talerz ze swoim Spaghetti prosto nad jej głową!
- Upsik... - dodała irytującym głosem.
Diana warknęła ze złości, podniosła się z krzesła.
- Ty idiotko! Widzisz co narobiłaś?!
- Zapamiętaj sobie raz na zawsze, że nie zadziera się z moimi przyjaciółmi!
- Nazywasz tą dzikuskę przyjaciółką?! Hahahaha jakaś ty zabawna!
- Teraz to przesadziłaś!
No i się zaczęło. Rzuciły się na siebie niczym hieny. Wszyscy przyglądali się całej sytuacji i dopingowali raz Dianę, a raz Natalię. Stałam blada jak ściana i po raz kolejny nie wiedziałam co robić. Wołać kogoś? Próbować je rozdzielić? Wciskałam się między nie krzycząc "dosyć, proszę!", ale nic tym nie osiągnełam.
Na szczęście w odpowiednim momencie na salę wpadł Alan z Bartkiem i innymi kolegami. Bartosz złapał Natalię, jakiś nieznajomy mi chłopak Dianę, a Alan stanął za mną.
- Jeszcze do tego wrócimy! Pożałujesz tego! - groziła Barbie.
- Uspokójcie się natychmiast! - Na salę wszedł sam Dyrektor.
- Diana, Nubia, Natalia za 2 minuty widzę was w moim gabinecie. Reszta proszę się rozejść! Gdybyście nie usłyszeli, dziesięć minut temu był dzwonek na lekcje...
Brunet zniknął zza moich pleców, Barbie uciekła z Fałszywcami do łazienki, a więc miałam 2 minuty na rozmowę z Natą.
- Wszystko prze ze mnie, nie potrzebnie Ci mówiłam, teraz będziesz mieć kłopoty!
- Przestań. Wszystko będzie dobrze, okej? Nie martw się, coś wymyślę. Tylko proszę, nie mów nic gdy będziemy w środku, zrozumiano?
- Dobrze.
Ufałam jej. Ścisnęłyśmy sobie dłonie i weszłyśmy do gabinetu dyrektora. Diana była już w środku.
- Poznałem wersje Diany, a teraz chcę poznać waszą. Więc słucham?
- Chwileczkę. Jeśli ona rozmawiała na osobności w takim razie ja też mam do tego prawo. - powiedziała spokojnym głosem Natalia.
- Oczywiście. - spojrzał na Barbie, wyszła.
- Teraz lepiej?
- Tak proszę Pana.
- Słucham, co się stało. Dlaczego zaatakowałaś koleżankę z klasy?
Nata dokładnie wszystko wytłumaczyła. Nie kłamała. Powiedziała, że zrobiła to specjalnie, że chciała się odegrać. Ale wspomniała również o tym, że Diana się na mnie uwzięła i nie daje mi spokoju, obraża mnie publicznie i wyśmiewa się ze mnie. Rozmowa trwała dość długo. Siedziałam cały czas cicho tak jak prosiła mnie przyjaciółka i słuchałam dyskusji. Udało się. Dyrektor uwierzył nam i obiecał porozmawiać z Barbie. Powiedział również, że nie zadzwoni do rodziców.
Wyszłyśmy na korytarz i mogłyśmy w końcu odetchnąć z ulgą. Przytuliłyśmy się ze szczęścia. Po przerwie miałyśmy WF. Obok drzwi czekał na nas Alan razem z Bartkiem.
- I jak? Wszystko dobrze? Co to w ogóle było? - zaczął wypytywać Bartek. Była to szansa żeby Natalia porozmawiała z nim sam na sam, więc razem z brunetem odsunęliśmy się na bok.
- Wszystko gra? - zapytał Alan.
- Tak, chyba tak.
- Fajnie, że wróciłaś do szkoły, martwiłem się...
- Fajnie? Własnie prze ze mnie nasza przyjaciółka wylądowała u dyrektora.
- To nie twoja wina...Po za tym należała się Dianie porcja tego Spaghetti na głowię, choć mi by było szkoda i osobiście wolałbym je zjeść.
- Zauważyłam że lubisz jedzenie, prawda?
- Żeby tylko...Znam każdą restaurację w tym miasteczku. Ha ha
- Uuuu brzmi ciekawie.
Niesamowicie dobrze mi się z nim rozmawiało, nie chciałam kończyć, ale zadzwonił dzwonek.
- Nubi, nasze jutrzejsze spotkanie nadal aktualne?
- Oczywiście.
Uśmiechnęłam się do niego, wzięłam pod rękę Natalię i skierowałyśmy się do szatni na WF.
- Widziałaś? Rozmawiałam z nim sam na sam, ale numer!
Piszczała radośnie. Widać było, że zależy jej na Bartku. Cieszyłam się razem z nią.
To był bardzo ciężki dzień. Na szczęście był to piątek. Pomimo koszmarnego poranka wróciłam do domu w dość dobrym humorze. Mama jak zwykle ganiała ze szpadlem w ogrodzie i sadziła kolejne rośliny. Nasz dom pomału stawał się coraz piękniejszy.
Wieczorem, kiedy położyłam się do łóżka, przyszedł mi SMS od nieznanego numeru.
" Będę na Ciebie czekał jutro o 16:30 przy wejściu do parku. Śpij dobrze Nubi :) Alan"
Ścisnęło mi żołądek z radości. Odpisałam, owinęłam się kołdrą i mogłam spokojnie zasnąć.
******************************************
Od razu polepszył mi się humor. Postanowiłam wrócić na lekcję, ponieważ musiałam opowiedzieć wszystko Natalii. Starałam nie zwracać uwagi na Fałszyców.
Na języku polskim musiałam siedzieć sama, ale wcale to mi nie przeszkadzało. Mogłam patrzeć się na mojego bruneta praktycznie cały czas. Spoglądał czasem na mnie i uśmiechał się.
- AAAAA! Nie wierze ! Randka?! Ty i Alan? Ale odjazd!!! - krzyknęła podczas rozmowy na przerwie.
- Ciszej, proszę! - zaśmiałam się.
- Co za wredota, nawet nic mi nie powiedział, kiedy Cię nie było...Właśnie, gdzie byłaś przez te dwie godziny?
Stwierdziłam, że nie będę okłamywać swojej przyjaciółki. Opowiedziałam jej co działo się rano, choć nie było łatwo o tym mówić.
- Tym razem ta szmata naprawdę przesadziła. Jak ona mogła?! Mam ochotę coś jej zrobić.
- Przestań...
- Nie Nubia. Nie podaruję jej!
Tak jak powiedziała to i zrobiła. Nadeszła pora obiadowa i większość osób zebrało się na stołówce. Kazała mi iść na koniec kolejki i poczekać na nią. Nie wiedziałam co knuję, ale zaczęłam się niepokoić. Wzięłam obiad i poszłam za nią. Kierowałyśmy się w stronę Diany, mdliło mnie na jej widok.
Nagle Nata przechyliła talerz ze swoim Spaghetti prosto nad jej głową!
- Upsik... - dodała irytującym głosem.
Diana warknęła ze złości, podniosła się z krzesła.
- Ty idiotko! Widzisz co narobiłaś?!
- Zapamiętaj sobie raz na zawsze, że nie zadziera się z moimi przyjaciółmi!
- Nazywasz tą dzikuskę przyjaciółką?! Hahahaha jakaś ty zabawna!
- Teraz to przesadziłaś!
No i się zaczęło. Rzuciły się na siebie niczym hieny. Wszyscy przyglądali się całej sytuacji i dopingowali raz Dianę, a raz Natalię. Stałam blada jak ściana i po raz kolejny nie wiedziałam co robić. Wołać kogoś? Próbować je rozdzielić? Wciskałam się między nie krzycząc "dosyć, proszę!", ale nic tym nie osiągnełam.
Na szczęście w odpowiednim momencie na salę wpadł Alan z Bartkiem i innymi kolegami. Bartosz złapał Natalię, jakiś nieznajomy mi chłopak Dianę, a Alan stanął za mną.
- Jeszcze do tego wrócimy! Pożałujesz tego! - groziła Barbie.
- Uspokójcie się natychmiast! - Na salę wszedł sam Dyrektor.
- Diana, Nubia, Natalia za 2 minuty widzę was w moim gabinecie. Reszta proszę się rozejść! Gdybyście nie usłyszeli, dziesięć minut temu był dzwonek na lekcje...
Brunet zniknął zza moich pleców, Barbie uciekła z Fałszywcami do łazienki, a więc miałam 2 minuty na rozmowę z Natą.
- Wszystko prze ze mnie, nie potrzebnie Ci mówiłam, teraz będziesz mieć kłopoty!
- Przestań. Wszystko będzie dobrze, okej? Nie martw się, coś wymyślę. Tylko proszę, nie mów nic gdy będziemy w środku, zrozumiano?
- Dobrze.
Ufałam jej. Ścisnęłyśmy sobie dłonie i weszłyśmy do gabinetu dyrektora. Diana była już w środku.
- Poznałem wersje Diany, a teraz chcę poznać waszą. Więc słucham?
- Chwileczkę. Jeśli ona rozmawiała na osobności w takim razie ja też mam do tego prawo. - powiedziała spokojnym głosem Natalia.
- Oczywiście. - spojrzał na Barbie, wyszła.
- Teraz lepiej?
- Tak proszę Pana.
- Słucham, co się stało. Dlaczego zaatakowałaś koleżankę z klasy?
Nata dokładnie wszystko wytłumaczyła. Nie kłamała. Powiedziała, że zrobiła to specjalnie, że chciała się odegrać. Ale wspomniała również o tym, że Diana się na mnie uwzięła i nie daje mi spokoju, obraża mnie publicznie i wyśmiewa się ze mnie. Rozmowa trwała dość długo. Siedziałam cały czas cicho tak jak prosiła mnie przyjaciółka i słuchałam dyskusji. Udało się. Dyrektor uwierzył nam i obiecał porozmawiać z Barbie. Powiedział również, że nie zadzwoni do rodziców.
Wyszłyśmy na korytarz i mogłyśmy w końcu odetchnąć z ulgą. Przytuliłyśmy się ze szczęścia. Po przerwie miałyśmy WF. Obok drzwi czekał na nas Alan razem z Bartkiem.
- I jak? Wszystko dobrze? Co to w ogóle było? - zaczął wypytywać Bartek. Była to szansa żeby Natalia porozmawiała z nim sam na sam, więc razem z brunetem odsunęliśmy się na bok.
- Wszystko gra? - zapytał Alan.
- Tak, chyba tak.
- Fajnie, że wróciłaś do szkoły, martwiłem się...
- Fajnie? Własnie prze ze mnie nasza przyjaciółka wylądowała u dyrektora.
- To nie twoja wina...Po za tym należała się Dianie porcja tego Spaghetti na głowię, choć mi by było szkoda i osobiście wolałbym je zjeść.
- Zauważyłam że lubisz jedzenie, prawda?
- Żeby tylko...Znam każdą restaurację w tym miasteczku. Ha ha
- Uuuu brzmi ciekawie.
Niesamowicie dobrze mi się z nim rozmawiało, nie chciałam kończyć, ale zadzwonił dzwonek.
- Nubi, nasze jutrzejsze spotkanie nadal aktualne?
- Oczywiście.
Uśmiechnęłam się do niego, wzięłam pod rękę Natalię i skierowałyśmy się do szatni na WF.
- Widziałaś? Rozmawiałam z nim sam na sam, ale numer!
Piszczała radośnie. Widać było, że zależy jej na Bartku. Cieszyłam się razem z nią.
To był bardzo ciężki dzień. Na szczęście był to piątek. Pomimo koszmarnego poranka wróciłam do domu w dość dobrym humorze. Mama jak zwykle ganiała ze szpadlem w ogrodzie i sadziła kolejne rośliny. Nasz dom pomału stawał się coraz piękniejszy.
Wieczorem, kiedy położyłam się do łóżka, przyszedł mi SMS od nieznanego numeru.
" Będę na Ciebie czekał jutro o 16:30 przy wejściu do parku. Śpij dobrze Nubi :) Alan"
Ścisnęło mi żołądek z radości. Odpisałam, owinęłam się kołdrą i mogłam spokojnie zasnąć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)