czwartek, 26 grudnia 2013

rozdział VIII

  Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu. 

                                                            VIII.

-Kochanie, pośpiesz się mamy mało czasu! - Prosiła mnie łagodnie mama, poganiając mnie z łazienki.
- Mamo, chwilkę. 
- Ja też muszę się naszykować. A za czterdzieści minut będzie ciocia z wujkiem.
Poprawiłam ostatni raz włosy i wyszłam. Z okazji tego, że dzisiaj Boże Narodzenie postanowiłam się wystroić. Z resztą... i babcia i ciocia zwracaly na to bardzo uwagę, więc nie dziwię się, że mama również chciała dobrze wypaść.
 Oh gdzie moje maniery! Tak w ogóle to przepraszam, że tak długo nie pisałam. Wiem...dość sporo czasu, ale zwyczajnie w świecie nie miałam czasu i chęci na zaglądanie do tego starego, zakurzonego dziennika. Nie martwcie się, wszystko Wam opowiem...w małym skrócie oczywiście!
Od tej całej wycieczki w góry moje życie odwróciło się do góry nogami. Zmieniło się dosłownie wszystko.
Zacznijmy od tego, że My, czyli ja i Alan tworzymy bardzo udaną parę. Nie sądziłam, że to w ogóle możliwe. Właściwie to nadal nie mogę uwierzyć! Oficjalnie rozpoczęliśmy związek w październiku. Trzeba przyznać, że było cięzko. Nie obeszło się bez wulgarnych komentarzy w moją stronę czy pojazdów. Starałam się tym nie przejmować. Alan twierdził, że to czysta zazdrość i żebym nie zwracała na to uwagi. Jednak bolalo mnie to. Moja inność byla pokazywana  teraz wśród otoczenia bardzo bardzo wyraźnie. Oczywiście połowę nieszczęść mogę zawdzięczać Dianie. To chyba jedyna osoba która do tej pory nie może się pogodzić z tym, że jesteśmy razem. W pewnym momencie chciałam się wycofać. Źle mi bylo z tym wszystkim. Alan także zostawał w jakiś sposób wyśmiewany. W końcu chodzi z czarną dziewczyną. Fakt, trzeba przyznać, że tolerancji w tym mieście totalny brak. Generalnie teraz wszystko sie normuje. Ludzie zaczynają to jakoś akceptować. A ja po prostu jestem cholernie szczęśliwa u jego boku. Wydaję mi się, że to jest własnie ten mój ideał którym zawsze marzyłam. Nie wspomnialam nigdy, że mają razem z chłopakami zespół, który ostatnio rozwinął swoje skrzydła. Idzie im co raz lepiej. Alan gra na perkusji, za co kocham go jeszcze mocniej! Nie mogę doczekać się ich pierwszego koncertu. Co prawda ma się on odbyć w szkole, ale to nie wazne. Ważne ze jest.
Nadal przyjaźnię się  z Natką i mój chłopak też! Mówię wam, jaka to jest genialna kobieta. Nie wyobrażam sobie życ bez niej. To jest mój dodatkowy mózg haha I co najlepsze! Udało jej się z Bartoszem. Chodzą ze sobą już 2 miesiące. I tak uważamy z brunetem, że dość długo szło nam to swatanie ich. Oni oby dwoje to bardzo wstydliwi ludzie, więc były komplikacje. Śmiejemy się z Natalią, że możemy chodzic na podwójne randki jak w komediach romantycznych. Ani jej ani mi to się nie śniło.. a jednak. Marzenia się spełniają. Co lepsze nasi rodzice zżyli się okropnie! Traktują się jak członków rodziny. Kto by pomyślał, że zwykłe sąsiedztwo przerodzi się w coś takiego?
A co u rodziców? Właściwie to po staremu. Mamcia jest załamana zimą. Z całego serca jej nienawidzi, zwłaszcza, że nie ma roślin w ogrodzie. A tatko ma się znakomicie. Ostatnimi czasy wzięło go na romantyzmy. Przynosi mamie kwiaty, pomaga jej częściej, robi śniadanie do łóżka. Ona sama stała się piękniejsza. Może to przez to, że częściej się uśmiecha?
Co u mnie? Jestem najszczęśliwsza na swiecie. Nie chciałam tutaj mieszkać, a teraz za nic w swiecie bym stąd nie wyjechała. Nawet rodzice w pełni akceptują mojego bruneta. A wręcz są nim zachwyceni, zwłaszcza mamcia!
I tak oto mamy 24 grudnia. Ostatnie moje dni wyglądały ciągle tak samo.Nauczyciele naprawdę wiele od nas wymagają.  Szkoła, dom, nauka, spacer z Alanem i spanie.Przerwa świąteczna bardzo się przydała. Mogę choć na chwilę się zatrzymać. Nacisnąć klatkę "stop", spędzić czas z bliskimi i znaleźć chociażby odrobinkę czasu dla samej siebie. Już nawet nie pamiętam kiedy czytałam jakąś nową książkę no i do was pisałam! Nadrabiam więc zaległości!
                                                                    ***********************
Co jak co, ale nasz salon wygląda obłędnie. Choinka stoi w rogu przy oknie, a pod nią czekały już prezenty.  Ubieraliśmy ją wszyscy wspólnie. Ja, Mama, Tato, Natka i Alan. Świeci się niesamowicie, a na samej górze znalazła się skromna gwiazdka. Nad kominkiem pozawieszane zostaly czerwono-złote ozdoby, a przy wejściu do pokoju jemioła.. Wszystko to dodawalo klimatu, pięknemu stołowi wigilijnemu. Co jak co mama znała się na tym doskonale. Jak zwykle. Wszystko dopięte na ostatni guzik. 
- Wyglądasz pięknie córeczko. - pogłaskał mnie po głowie tata.
- No... ty dziś też niczego sobie! 
- Uwazaj, bo jeszcze zmienię zdanie. - Dokuczaliśmy sobie z tatką. Do salonu wpadła mama. Wyglądała cudownie. Założyła ciemno bordową sukienkę z dekoltem, do tego naszyjnik i kolczyki od taty. Upięła włosy i zrobiła sobie idealnie pasujący makijaż. Nie mogłam przestać się na nią patrzeć. Mój tato naprawdę miał cenny skarb tuż obok siebie.
Kiedy rodzice zaczęli sobie słodzić, ja szybko zabrałam się do pokoju żeby spakować prezent dla Alana. Miałam spotkać się z nim po kolacji choć na chwilkę. Kupiłam mu nowe pałeczki do perkusji i napisałam na nich nasze ulubione cytaty z piosenek, do tego szalik i coś słodkiego. Wydawało mi się, że się ucieszy. 

  Do stołu zasiedliśmy około 18, kiedy wszyscy goście zjawili się u nas w domu. Łącznie było  10 osób. Ja, Nata, jej rodzice, moi rodzice, mój ciocia i wujek oraz dziadkowie. I ciocia i mama Natki czy babcia wyglądały pieknie, jednak mamy nikt nie przebił! Widziałam, że dobrze sie z tym czuła,  zasługiwała na to. 
Uwielbiam święta.
 Złożyliśmy wspólnie modlitwę a następnie wszyscy podzielili się opłatkiem. Generalnie babcia ledwo co zlożyla mi życzenia, tak jakby bała się do mnie podejsć? Nie ważne. Nie będę nad tym rozmyślała, bo robi mi się przykro. Potem jedliśmy, śmialiśmy się, dyskutowaliśmy. Pierogi dziadków smakowały niesamowicie, z resztą...jak co roku. Nie sądziłam, że Boże Narodzenie bedzie takie wspaniałe. Z początku mama była strasznie zestresowana, ale gdy zobaczyła gości w tak dobrych humorach, sama zaczęła  uśmiechać się od ucha do ucha. Kochałam ją właśnie taką. 
Czas był otworzyć prezenty. Papiery darły się, opakowania zostawały rozpakowywane. Każdy dostał przynajmniej po 3. Jejciu, cięzko mi nawet opisać to to...to wszystko. Tą atmosferę. Zero smutku, zmartwień. Taki stan powinien trwać wiecznie. 
Dostałam zestaw do mycia z balsamem, żelem etc., nowy zegarek, cudowną złotą bransoletkę i masę słodyczy.
- Nubi! Dziękuje Ci bardzo za ten sweterek jest przeuroczy, bede  nosiła go cały czas, obiecuje!
- Oh! Przestań, to nic wielkiego. 
Tak myślalam, że jej się spodoba. Uwielbiała delikatne rzeczy. W sumie polubiła je, od czasu gdy została obdarowana słodkimi upominkami przez Bartosza hihi. Bransoletkę dostałam od niej. Chyba będę ją nosiła już calutkie życie.
                                                         ******************************************

Podeszłam pod nasz park. Ciemno i zimno. Śnieg prószył delikatnie. Alan się spóźniał. Przypomniała mi się chwila, kiedy przyszłam na nasze pierwsze spotkanie. Nigdy tego nie zapomnę. Serce łomotało mi dziś równie mocno. To chyba dlatego, że bałam się czy spodoba mu się prezent. 
Otuliłam się mocniej swoim bordowym szalem. 
- Kochanie. - Objął mnie niespodziewanie, delikatnie i pocałował w zimy polik.
- O ty! Znowu spóźnienie, nie ładnie! Proszę, to dla Ciebie. 
Podałam mu prezent do rąk. Był troszkę zszokowany, że mam coś dla niego. Nie mogłam się doczekać kiedy zobaczy co dostał. 
- Nubi, nie trzeba było...Ja nic dla Ciebie nie mam. Jest mi cholernie głupio, nie spodziewałem się.
- Daj spokój, nic nie szkodzi.
- Obiecuje, że mikołaj nadrobi straty.
- Nie otworzysz? - Zmieniłam temat.
Nie odpowiadając, rozdarł zielony papier. Zobaczyć jego szeroki uśmiech na twarzy to własnie to, co chciałam osiągnąć. Uścisnął mnie mocno i powtarzał jak bardzo dziękuje. 
- No już puść, bo mnie udusisz! 
- Taki cenny skarb? Nigdy!
Śmialiśmy się głośno, obrzucaliśmy śniegiem, kręciliśmy w kółko. Zupełnie jak dwa malutkie dzieciaczki. 
Następnie usiedliśmy na naszej ulubionej ławce. Położyłam głowę na jego ramieniu, trzymając go cały czas za rękę. Opowiedziałam mu jak przebiegła u mnie dzisiejsza kolacja, przekazałam pozdrowienia od Natki (zaraz po tym dostał od niej sms'a z życzeniami) i czekałam co tym razem on mi opowie.
- Wiesz muszę Ci coś powiedzieć...
-Tak? - zarzuciłam lekko zszokowana.
- Bo... u mnie święta nie wyglądają tak jak u Ciebie. U mnie jest zupełnie inaczej.
- Ale jak to? 
- Nie rozdajemy sobie prezentów. Dlatego byłem tak zaskoczony gdy otrzymałem coś od Ciebie i jest mi równie głupio, że nie mam nic dla mojego skarba.
- No przestań...
- Nie, naprawdę. U mnie jest zwykły jeden posiłek, praktycznie nikt się nie odzywa. Rozmawiam tylko z mamą, a ostatnio z jej zdrowiem nie najlepiej. Tato wpadł tylko na chwilkę, wyszedł. Sam nawet nie wiem gdzie. 
- A rodzina? Nie przyjeżdża do was?
- Nie. Nie mają kontaktów.
- Przykro mi...
- Wiesz troszkę Ci zazdroszczę. Ale tak cholernie się cieszę, że jesteś szczęśliwa. To jest najważniejsze.
- Ja nie wiem co powiedzieć.
- Nic nie mów. Obiecuje, że mikołaj odwiedzi cię już jutro.
- Naprawdę nie potrzebuję tego. Moją największą niespodzianką jest to, że mogę siedzieć tutaj razem z Tobą. Że jesteś mój.
Przybliżył się, czułam jego ciepło. Przyciągnął mój podbródek do siebie. Kocham gdy to robi, kiedy czuje jego smak jego ust. 
- Wesołych Świąt kochanie. - wyszeptał cicho.
- Wesołych. 


Ho-ho-ho wesolych Świąt ludzie :* 
Przepraszam za opóźnienia. Ostatnio udziela mi się jakiś brak weny, no i lenistwo! 
Piszcie w komentarzach jak się podobało!