Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu.
VIII.
-Kochanie, pośpiesz się mamy mało czasu! - Prosiła mnie łagodnie mama, poganiając mnie z łazienki.
- Mamo, chwilkę.
- Ja też muszę się naszykować. A za czterdzieści minut będzie ciocia z wujkiem.
Poprawiłam ostatni raz włosy i wyszłam. Z okazji tego, że dzisiaj Boże Narodzenie postanowiłam się wystroić. Z resztą... i babcia i ciocia zwracaly na to bardzo uwagę, więc nie dziwię się, że mama również chciała dobrze wypaść.
Oh gdzie moje maniery! Tak w ogóle to przepraszam, że tak długo nie pisałam. Wiem...dość sporo czasu, ale zwyczajnie w świecie nie miałam czasu i chęci na zaglądanie do tego starego, zakurzonego dziennika. Nie martwcie się, wszystko Wam opowiem...w małym skrócie oczywiście!
Od tej całej wycieczki w góry moje życie odwróciło się do góry nogami. Zmieniło się dosłownie wszystko.
Zacznijmy od tego, że My, czyli ja i Alan tworzymy bardzo udaną parę. Nie sądziłam, że to w ogóle możliwe. Właściwie to nadal nie mogę uwierzyć! Oficjalnie rozpoczęliśmy związek w październiku. Trzeba przyznać, że było cięzko. Nie obeszło się bez wulgarnych komentarzy w moją stronę czy pojazdów. Starałam się tym nie przejmować. Alan twierdził, że to czysta zazdrość i żebym nie zwracała na to uwagi. Jednak bolalo mnie to. Moja inność byla pokazywana teraz wśród otoczenia bardzo bardzo wyraźnie. Oczywiście połowę nieszczęść mogę zawdzięczać Dianie. To chyba jedyna osoba która do tej pory nie może się pogodzić z tym, że jesteśmy razem. W pewnym momencie chciałam się wycofać. Źle mi bylo z tym wszystkim. Alan także zostawał w jakiś sposób wyśmiewany. W końcu chodzi z czarną dziewczyną. Fakt, trzeba przyznać, że tolerancji w tym mieście totalny brak. Generalnie teraz wszystko sie normuje. Ludzie zaczynają to jakoś akceptować. A ja po prostu jestem cholernie szczęśliwa u jego boku. Wydaję mi się, że to jest własnie ten mój ideał którym zawsze marzyłam. Nie wspomnialam nigdy, że mają razem z chłopakami zespół, który ostatnio rozwinął swoje skrzydła. Idzie im co raz lepiej. Alan gra na perkusji, za co kocham go jeszcze mocniej! Nie mogę doczekać się ich pierwszego koncertu. Co prawda ma się on odbyć w szkole, ale to nie wazne. Ważne ze jest.
Nadal przyjaźnię się z Natką i mój chłopak też! Mówię wam, jaka to jest genialna kobieta. Nie wyobrażam sobie życ bez niej. To jest mój dodatkowy mózg haha I co najlepsze! Udało jej się z Bartoszem. Chodzą ze sobą już 2 miesiące. I tak uważamy z brunetem, że dość długo szło nam to swatanie ich. Oni oby dwoje to bardzo wstydliwi ludzie, więc były komplikacje. Śmiejemy się z Natalią, że możemy chodzic na podwójne randki jak w komediach romantycznych. Ani jej ani mi to się nie śniło.. a jednak. Marzenia się spełniają. Co lepsze nasi rodzice zżyli się okropnie! Traktują się jak członków rodziny. Kto by pomyślał, że zwykłe sąsiedztwo przerodzi się w coś takiego?
A co u rodziców? Właściwie to po staremu. Mamcia jest załamana zimą. Z całego serca jej nienawidzi, zwłaszcza, że nie ma roślin w ogrodzie. A tatko ma się znakomicie. Ostatnimi czasy wzięło go na romantyzmy. Przynosi mamie kwiaty, pomaga jej częściej, robi śniadanie do łóżka. Ona sama stała się piękniejsza. Może to przez to, że częściej się uśmiecha?
Co u mnie? Jestem najszczęśliwsza na swiecie. Nie chciałam tutaj mieszkać, a teraz za nic w swiecie bym stąd nie wyjechała. Nawet rodzice w pełni akceptują mojego bruneta. A wręcz są nim zachwyceni, zwłaszcza mamcia!
I tak oto mamy 24 grudnia. Ostatnie moje dni wyglądały ciągle tak samo.Nauczyciele naprawdę wiele od nas wymagają. Szkoła, dom, nauka, spacer z Alanem i spanie.Przerwa świąteczna bardzo się przydała. Mogę choć na chwilę się zatrzymać. Nacisnąć klatkę "stop", spędzić czas z bliskimi i znaleźć chociażby odrobinkę czasu dla samej siebie. Już nawet nie pamiętam kiedy czytałam jakąś nową książkę no i do was pisałam! Nadrabiam więc zaległości!
***********************
Co jak co, ale nasz salon wygląda obłędnie. Choinka stoi w rogu przy oknie, a pod nią czekały już prezenty. Ubieraliśmy ją wszyscy wspólnie. Ja, Mama, Tato, Natka i Alan. Świeci się niesamowicie, a na samej górze znalazła się skromna gwiazdka. Nad kominkiem pozawieszane zostaly czerwono-złote ozdoby, a przy wejściu do pokoju jemioła.. Wszystko to dodawalo klimatu, pięknemu stołowi wigilijnemu. Co jak co mama znała się na tym doskonale. Jak zwykle. Wszystko dopięte na ostatni guzik.
- Wyglądasz pięknie córeczko. - pogłaskał mnie po głowie tata.
- No... ty dziś też niczego sobie!
- Uwazaj, bo jeszcze zmienię zdanie. - Dokuczaliśmy sobie z tatką. Do salonu wpadła mama. Wyglądała cudownie. Założyła ciemno bordową sukienkę z dekoltem, do tego naszyjnik i kolczyki od taty. Upięła włosy i zrobiła sobie idealnie pasujący makijaż. Nie mogłam przestać się na nią patrzeć. Mój tato naprawdę miał cenny skarb tuż obok siebie.
Kiedy rodzice zaczęli sobie słodzić, ja szybko zabrałam się do pokoju żeby spakować prezent dla Alana. Miałam spotkać się z nim po kolacji choć na chwilkę. Kupiłam mu nowe pałeczki do perkusji i napisałam na nich nasze ulubione cytaty z piosenek, do tego szalik i coś słodkiego. Wydawało mi się, że się ucieszy.
Do stołu zasiedliśmy około 18, kiedy wszyscy goście zjawili się u nas w domu. Łącznie było 10 osób. Ja, Nata, jej rodzice, moi rodzice, mój ciocia i wujek oraz dziadkowie. I ciocia i mama Natki czy babcia wyglądały pieknie, jednak mamy nikt nie przebił! Widziałam, że dobrze sie z tym czuła, zasługiwała na to.
Uwielbiam święta.
Złożyliśmy wspólnie modlitwę a następnie wszyscy podzielili się opłatkiem. Generalnie babcia ledwo co zlożyla mi życzenia, tak jakby bała się do mnie podejsć? Nie ważne. Nie będę nad tym rozmyślała, bo robi mi się przykro. Potem jedliśmy, śmialiśmy się, dyskutowaliśmy. Pierogi dziadków smakowały niesamowicie, z resztą...jak co roku. Nie sądziłam, że Boże Narodzenie bedzie takie wspaniałe. Z początku mama była strasznie zestresowana, ale gdy zobaczyła gości w tak dobrych humorach, sama zaczęła uśmiechać się od ucha do ucha. Kochałam ją właśnie taką.
Czas był otworzyć prezenty. Papiery darły się, opakowania zostawały rozpakowywane. Każdy dostał przynajmniej po 3. Jejciu, cięzko mi nawet opisać to to...to wszystko. Tą atmosferę. Zero smutku, zmartwień. Taki stan powinien trwać wiecznie.
Dostałam zestaw do mycia z balsamem, żelem etc., nowy zegarek, cudowną złotą bransoletkę i masę słodyczy.
- Nubi! Dziękuje Ci bardzo za ten sweterek jest przeuroczy, bede nosiła go cały czas, obiecuje!
- Oh! Przestań, to nic wielkiego.
Tak myślalam, że jej się spodoba. Uwielbiała delikatne rzeczy. W sumie polubiła je, od czasu gdy została obdarowana słodkimi upominkami przez Bartosza hihi. Bransoletkę dostałam od niej. Chyba będę ją nosiła już calutkie życie.
******************************************
Podeszłam pod nasz park. Ciemno i zimno. Śnieg prószył delikatnie. Alan się spóźniał. Przypomniała mi się chwila, kiedy przyszłam na nasze pierwsze spotkanie. Nigdy tego nie zapomnę. Serce łomotało mi dziś równie mocno. To chyba dlatego, że bałam się czy spodoba mu się prezent.
Otuliłam się mocniej swoim bordowym szalem.
- Kochanie. - Objął mnie niespodziewanie, delikatnie i pocałował w zimy polik.
- O ty! Znowu spóźnienie, nie ładnie! Proszę, to dla Ciebie.
Podałam mu prezent do rąk. Był troszkę zszokowany, że mam coś dla niego. Nie mogłam się doczekać kiedy zobaczy co dostał.
- Nubi, nie trzeba było...Ja nic dla Ciebie nie mam. Jest mi cholernie głupio, nie spodziewałem się.
- Daj spokój, nic nie szkodzi.
- Obiecuje, że mikołaj nadrobi straty.
- Nie otworzysz? - Zmieniłam temat.
Nie odpowiadając, rozdarł zielony papier. Zobaczyć jego szeroki uśmiech na twarzy to własnie to, co chciałam osiągnąć. Uścisnął mnie mocno i powtarzał jak bardzo dziękuje.
- No już puść, bo mnie udusisz!
- Taki cenny skarb? Nigdy!
Śmialiśmy się głośno, obrzucaliśmy śniegiem, kręciliśmy w kółko. Zupełnie jak dwa malutkie dzieciaczki.
Następnie usiedliśmy na naszej ulubionej ławce. Położyłam głowę na jego ramieniu, trzymając go cały czas za rękę. Opowiedziałam mu jak przebiegła u mnie dzisiejsza kolacja, przekazałam pozdrowienia od Natki (zaraz po tym dostał od niej sms'a z życzeniami) i czekałam co tym razem on mi opowie.
- Wiesz muszę Ci coś powiedzieć...
-Tak? - zarzuciłam lekko zszokowana.
- Bo... u mnie święta nie wyglądają tak jak u Ciebie. U mnie jest zupełnie inaczej.
- Ale jak to?
- Nie rozdajemy sobie prezentów. Dlatego byłem tak zaskoczony gdy otrzymałem coś od Ciebie i jest mi równie głupio, że nie mam nic dla mojego skarba.
- No przestań...
- Nie, naprawdę. U mnie jest zwykły jeden posiłek, praktycznie nikt się nie odzywa. Rozmawiam tylko z mamą, a ostatnio z jej zdrowiem nie najlepiej. Tato wpadł tylko na chwilkę, wyszedł. Sam nawet nie wiem gdzie.
- A rodzina? Nie przyjeżdża do was?
- Nie. Nie mają kontaktów.
- Przykro mi...
- Wiesz troszkę Ci zazdroszczę. Ale tak cholernie się cieszę, że jesteś szczęśliwa. To jest najważniejsze.
- Ja nie wiem co powiedzieć.
- Nic nie mów. Obiecuje, że mikołaj odwiedzi cię już jutro.
- Naprawdę nie potrzebuję tego. Moją największą niespodzianką jest to, że mogę siedzieć tutaj razem z Tobą. Że jesteś mój.
Przybliżył się, czułam jego ciepło. Przyciągnął mój podbródek do siebie. Kocham gdy to robi, kiedy czuje jego smak jego ust.
- Wesołych Świąt kochanie. - wyszeptał cicho.
- Wesołych.
Ho-ho-ho wesolych Świąt ludzie :*
Przepraszam za opóźnienia. Ostatnio udziela mi się jakiś brak weny, no i lenistwo!
Piszcie w komentarzach jak się podobało!
czwartek, 26 grudnia 2013
sobota, 9 listopada 2013
rozdział VII
Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu.
VII.
A gdy nie będę mieć już siły, kiedy stracę wszelkie nadzieje na szczęście, gdy wszystko straci barwy i zamieni się w szarość...wstanę. Dla Ciebie.
Serce zaczęło bić mi mocniej niż zwykle. Czuję czyjś wzrok na sobie. Nienawidzę tego, a przecież dobrze znam to uczucie. Wiem kto za mną stoi i wy też. Odwrócić się, czy zamknąć oczy? Drgnąć, czy stać bez ruchu? Decyduję się na opcję pierwszą i...
- Bartek?! Co ty tutaj robisz? Po co tutaj wszedłeś?!
- Spokojnie, nie chciałem cię nastraszyć...
- Przepraszam, ja tylko...
- Nic, wychodzę.
Łza spłynęła po moim zimnym poliku. Wybuchnęłam. Taka złość mnie ogarnęła gdy nie zobaczyłam oczu, w których się zakochałam. Wiem. Bartek nie jest niczemu winien. To tylko jego przyjaciel powoduje u mnie brak jakichkolwiek innych myśli niż imię "Alan". Przesadziłam, ale nie miałam już siły...
Usiadłam na chłodne kafle, podkulając nogi. Czułam się jak w jakimś filmie romantycznym, kiedy główna aktorka ma ochotę skoczyć z piętra. Pomyślałam o rodzicach, o swoim małym, ale przytulnym pokoiku i o własnym łóżku. Nie nadaję się na takie wyjazdy, to nie dla mnie. Zrobiłam to dla Natalii, która aktualnie skacze, pijana ledwo trzyma się na nogach. Swoją drogą wydaję mi się, że bardzo długo zapamięta ten wieczór pozytywnie. Przynajmniej ona...
Przewróciłam głowę w drugą stronę i ujrzałam znajome buty. Uniosłam wysoko głowę. Nie dowierzałam. To sen? Widzę go. Jak długo mnie obserwuje? Czy tylko ja zauważam, że sytuacja znów się powtarza? Ja płaczę, on się zjawia.
Usiadł obok mnie. Odgarnął włosy z oczu.
- Odejdź. -mówię cicho, łkającym głosem. Rozum podpowiadał mi abym tak mówiła, żeby Alan nie oglądał mnie w takim stanie.
- Nie odejdę...
- Alan.
- Proszę spójrz na mnie... - złapał mnie za ręce. Mówił do mnie szeptem delikatnym, drgającym głosem.
- Nie...
- Nubii...
- Znikaj.
- Nie płacz, proszę cię...
Łez spływało ze mnie coraz więcej. Miałam zamknięte oczy, bałam się spojrzeć na niego. Czułam jak jego ręka dotyka mojego policzka. Nie mogłam temu zapobiec. Nie mogłam, nie chciałam.
- Przepraszam cię, słyszysz? Przepraszam, nie chciałem cię zranić...tak bardzo nie chciałem, Nubii.
- Przestań...
- Otwórz oczy, spójrz na mnie, błagam. Nie chcę cię stracić. Jesteś dla mnie bardzo ważna.
Ostatnie słowa sprawiły, że równocześnie miałam ochotę ryczeć i się uśmiechnąć. Odważyłam się. Zobaczyłam jego smutną twarz, jego świecące oczy. On cierpiał. Nie wiem co myślał spoglądając na mnie... Nie zdążyłam tego rozważyć.
Szybko przyciągnął mnie do siebie. Poczułam tylko jego oddech na swoim ciele i dotyk jego warg na moich. Serce przezwyciężyło rozum. Wszystko zniknęło, każda zła myśl. Teraz był tylko on. Alan. Straciłam kontrolę nad swoim ciałem, czułam się lekka jak piórko. Chciałam by ta chwila się nie kończyła. Sama nie wierzyłam w to co się działo. Nie pragnęłam już nic innego, jak czuć smak jego ust.
**************************
Po całym "zajściu" wróciliśmy do znajomych. Nie mam pojęcia ile siedzieliśmy na tym balkonie, ale w pokoju zrobiło się pusto. Zostali nieliczni. Gdy chciałam wrócić do siebie okazało się, że moje łóżko i Karoliny zajmowało trzech dryblasów, kolejne zajęły nasze współlokatorki, a na ostatnim spała Nata i (uwaga!) obok niej Bartek.
- O to Ci dopiero Bartosz! Jutro sobie z nim porozmawiam! - zaśmiał się nieco głośniej Alan.
Nie pozostało mi nic innego jak kawałek miejsca u mojego bruneta. Hm...może to i dobrze, że tak się stało? Byłam nieco skrępowana, ale niesamowitym uczuciem było obudzić się obok niego. Kąciki ust wciąż podniesione do góry. Prawdopodobnie nawet podczas snu cień uśmiechu nie znikał z mojej twarzy.
To co się działo jest nie do opisania. Jeden z lepszych dni w moich życiu. Nie sądziłam, że to jest możliwe. Co będzie po powrocie do rzeczywistości? Znów się rozstaniemy? Nie przeżyję tego...
Wciąż przypominałam sobie tą scenę. Noc, Alan, Ja, balkon, spojrzenia, pocałunek... Jakby mi się to śniło. A co jeśli to naprawdę sen? Jeśli zaraz się obudzę i go nie będzie?
-Dzień Dobry.
Usłyszałam cichy, ciepły głos i zostałam "poczęstowana" buziakiem w czółko. I jak tu nie być szczęśliwym?
Wtuliłam się w niego, nie odpowiadając. W zasadzie chciałam już się odezwać, ale nagle usłyszeliśmy głos z korytarza.
- Halo! Co tutaj się dzieje?! Dlaczego wszyscy śpią? To są kpiny? Pobudka, macie 15 minut!
To był Pan Furman. Zerwaliśmy się szybko z łóżka. Wczorajszego bałaganu nikt nie ogarnął. Butelki walały się po ziemi, opakowania po słodyczach, po papierosach - totalna masakra. Pomijając to wszystko... prawie nikt nie spał w swoim pokoju. Przesadziliśmy...
Alan przeszedł przez taras obudzić Bartka, a ja szybko zaczęłam zgarniać wszystkie śmieci pod łóżka i do szafek. Chłopcy skakali z balkonu na balkon pukając w okna. Muszę przyznać, że komicznie to wyglądało, ale to nie był czas na śmiechy i żarty.
****************************
- A wy co wszyscy tacy przygnębieni? To jest wycieczka, trzeba się troszkę odprężyć!- powiedziała do nas z nutką optymizmu w głosie pani Kasia.
Odpowiedzi brak od kogokolwiek. Staliśmy własnie przed schroniskiem. Udało nam się, dziwnym trafem, ale się udało. Skacowane, zaspane twarze to raczej nie jest to, co chciałam widzieć, ale cóż...
- To jak ruszamy w drogę? - spytał pan Furman.
- Mhhhhhm. - odpowiedzieliśmy chórem.
Droga się ciągnęła i ciągnęła, jakby nie miała końca. Nasz wychowawca totalnie oszalał. Stwierdził, że "umili" nam poranek "przyjemnym", długim spacerem. Szłam obok Alana, Naty, Bartka i kilku innych osób. Praktycznie się nie odzywaliśmy, ale nic dziwnego, każdy ledwo żył. Chciałam przeprosić Bartosza, za sytuację z wczorajszego dnia, ale nie miałam nawet kiedy.
- Kochana, totalnie cię przepraszam. Nie wiem co mi odbiło z tym alkoholem, bleee na samą myśl mam obrzydzenie. Już chyba nigdy nie tknę tego....tego czegoś. - z obrzydzeniem zaczęła Natalka.
- No, bynajmniej masz nauczkę. Możesz mi powiedzieć jak to się stało, że spałaś na jednym łóżku z naszym kolegą? - zapytałam, szturchając ją lekko w ramię.
- Nubii! Własnie! Wiesz co jest najlepsze? Nie pamiętam jak to się stało...to znaczy... pamiętam tylko tyle...
- Najlepsze?!
- pfu, najgorsze!
- No własnie...
- ...pamiętam tylko jak mówił do mnie, że muszę się położyć, bo już ledwo stoję na nogach. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale powiedziałam mu, żeby został, bo nie zasnę.
- A to ciekawe, przecież ty lubisz sama spać hihi
- Tak wiem, naprawdę nie wiem co mi strzeliło do głowy. Ale o dziwo został ze mną. Nie wiesz jakie to mega uczucie spać u czyjegoś boku, u boku osoby o której się marzy i...
- Oj wiem, bardzo dobrze wiem...
********************************
Opowiedziałam swojej przyjaciółce wszystko ze szczegółami, bo przecież nie wytrzymałaby gdyby nie wiedziała najdrobniejszych nawet szczegółów. Była równie szczęśliwa jak i ja. Oby dwie miałyśmy tak dobre humory, pomimo, że ja byłam zmęczona, a Natkę bolała (ciekawe dlaczego) głowa.
Po dwugodzinnej wyprawie po górach zeszliśmy do miasta.
- Dobra dzieciaki, macie teraz pół godziny i wracamy z powrotem do ośrodka. - zakomunikował nasz wychowawca.
- Pół godziny?! Nie zdążymy nawet zamówić nic do jedzenia, nic obejrzeć...
- Prosimy, chociaż dwie godziny. - klasa zaczęła protestować i marudzić.
- Oszaleliście? Mamy jeszcze duzo do zobaczenia, patrzcie na plan.
- Oh panie Furman proszę ich zrozumieć. To wycieczka, są wykończeni, a przecież mieli odpoczywać. Po za tym nam też przyda się jakaś kawa i ciastko.
I tak nasza kochana chemiczka przekonała nauczyciela do zostania. Coś za szybko jej uległ...
-Coś czuję, że wyjdzie z tego niezły romansik! - zaśmiał się Adaś z naszej paczki.
- Kto wie, może i tak...Ludzie co robimy? Gdzie idziemy? Powiem wam szczerze, że jestem cholernie głodna. -pytała nas, łapiąc się za brzuch Karolina.
- Hot-Dogi czy Pizza?
- Pizza!
Krzyknęłam równocześnie z Alanem. Natalia popatrzyła się na nas jakby miała zaraz eksplodować ze szczęścia. Znaliśmy tą jej minę, spojrzeliśmy na siebie. Miałam ochotę go uściskać i wcale nie musiałam długo czekać.
- To jak idziemy? - objął mnie mocno w talii i stuknął głową w moje czoło. Czułam, że to będzie kolejny piękny dzień...
I tak właśnie... ciekawe co będzie się dalej działo na wycieczce?:>
Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, pisałam do późna w nocy
Piszcie w komentarzach jak się podobało, bardzo mi zależy na waszej opinii!
VII.
A gdy nie będę mieć już siły, kiedy stracę wszelkie nadzieje na szczęście, gdy wszystko straci barwy i zamieni się w szarość...wstanę. Dla Ciebie.
Serce zaczęło bić mi mocniej niż zwykle. Czuję czyjś wzrok na sobie. Nienawidzę tego, a przecież dobrze znam to uczucie. Wiem kto za mną stoi i wy też. Odwrócić się, czy zamknąć oczy? Drgnąć, czy stać bez ruchu? Decyduję się na opcję pierwszą i...
- Bartek?! Co ty tutaj robisz? Po co tutaj wszedłeś?!
- Spokojnie, nie chciałem cię nastraszyć...
- Przepraszam, ja tylko...
- Nic, wychodzę.
Łza spłynęła po moim zimnym poliku. Wybuchnęłam. Taka złość mnie ogarnęła gdy nie zobaczyłam oczu, w których się zakochałam. Wiem. Bartek nie jest niczemu winien. To tylko jego przyjaciel powoduje u mnie brak jakichkolwiek innych myśli niż imię "Alan". Przesadziłam, ale nie miałam już siły...
Usiadłam na chłodne kafle, podkulając nogi. Czułam się jak w jakimś filmie romantycznym, kiedy główna aktorka ma ochotę skoczyć z piętra. Pomyślałam o rodzicach, o swoim małym, ale przytulnym pokoiku i o własnym łóżku. Nie nadaję się na takie wyjazdy, to nie dla mnie. Zrobiłam to dla Natalii, która aktualnie skacze, pijana ledwo trzyma się na nogach. Swoją drogą wydaję mi się, że bardzo długo zapamięta ten wieczór pozytywnie. Przynajmniej ona...
Przewróciłam głowę w drugą stronę i ujrzałam znajome buty. Uniosłam wysoko głowę. Nie dowierzałam. To sen? Widzę go. Jak długo mnie obserwuje? Czy tylko ja zauważam, że sytuacja znów się powtarza? Ja płaczę, on się zjawia.
Usiadł obok mnie. Odgarnął włosy z oczu.
- Odejdź. -mówię cicho, łkającym głosem. Rozum podpowiadał mi abym tak mówiła, żeby Alan nie oglądał mnie w takim stanie.
- Nie odejdę...
- Alan.
- Proszę spójrz na mnie... - złapał mnie za ręce. Mówił do mnie szeptem delikatnym, drgającym głosem.
- Nie...
- Nubii...
- Znikaj.
- Nie płacz, proszę cię...
Łez spływało ze mnie coraz więcej. Miałam zamknięte oczy, bałam się spojrzeć na niego. Czułam jak jego ręka dotyka mojego policzka. Nie mogłam temu zapobiec. Nie mogłam, nie chciałam.
- Przepraszam cię, słyszysz? Przepraszam, nie chciałem cię zranić...tak bardzo nie chciałem, Nubii.
- Przestań...
- Otwórz oczy, spójrz na mnie, błagam. Nie chcę cię stracić. Jesteś dla mnie bardzo ważna.
Ostatnie słowa sprawiły, że równocześnie miałam ochotę ryczeć i się uśmiechnąć. Odważyłam się. Zobaczyłam jego smutną twarz, jego świecące oczy. On cierpiał. Nie wiem co myślał spoglądając na mnie... Nie zdążyłam tego rozważyć.
Szybko przyciągnął mnie do siebie. Poczułam tylko jego oddech na swoim ciele i dotyk jego warg na moich. Serce przezwyciężyło rozum. Wszystko zniknęło, każda zła myśl. Teraz był tylko on. Alan. Straciłam kontrolę nad swoim ciałem, czułam się lekka jak piórko. Chciałam by ta chwila się nie kończyła. Sama nie wierzyłam w to co się działo. Nie pragnęłam już nic innego, jak czuć smak jego ust.
**************************
Po całym "zajściu" wróciliśmy do znajomych. Nie mam pojęcia ile siedzieliśmy na tym balkonie, ale w pokoju zrobiło się pusto. Zostali nieliczni. Gdy chciałam wrócić do siebie okazało się, że moje łóżko i Karoliny zajmowało trzech dryblasów, kolejne zajęły nasze współlokatorki, a na ostatnim spała Nata i (uwaga!) obok niej Bartek.
- O to Ci dopiero Bartosz! Jutro sobie z nim porozmawiam! - zaśmiał się nieco głośniej Alan.
Nie pozostało mi nic innego jak kawałek miejsca u mojego bruneta. Hm...może to i dobrze, że tak się stało? Byłam nieco skrępowana, ale niesamowitym uczuciem było obudzić się obok niego. Kąciki ust wciąż podniesione do góry. Prawdopodobnie nawet podczas snu cień uśmiechu nie znikał z mojej twarzy.
To co się działo jest nie do opisania. Jeden z lepszych dni w moich życiu. Nie sądziłam, że to jest możliwe. Co będzie po powrocie do rzeczywistości? Znów się rozstaniemy? Nie przeżyję tego...
Wciąż przypominałam sobie tą scenę. Noc, Alan, Ja, balkon, spojrzenia, pocałunek... Jakby mi się to śniło. A co jeśli to naprawdę sen? Jeśli zaraz się obudzę i go nie będzie?
-Dzień Dobry.
Usłyszałam cichy, ciepły głos i zostałam "poczęstowana" buziakiem w czółko. I jak tu nie być szczęśliwym?
Wtuliłam się w niego, nie odpowiadając. W zasadzie chciałam już się odezwać, ale nagle usłyszeliśmy głos z korytarza.
- Halo! Co tutaj się dzieje?! Dlaczego wszyscy śpią? To są kpiny? Pobudka, macie 15 minut!
To był Pan Furman. Zerwaliśmy się szybko z łóżka. Wczorajszego bałaganu nikt nie ogarnął. Butelki walały się po ziemi, opakowania po słodyczach, po papierosach - totalna masakra. Pomijając to wszystko... prawie nikt nie spał w swoim pokoju. Przesadziliśmy...
Alan przeszedł przez taras obudzić Bartka, a ja szybko zaczęłam zgarniać wszystkie śmieci pod łóżka i do szafek. Chłopcy skakali z balkonu na balkon pukając w okna. Muszę przyznać, że komicznie to wyglądało, ale to nie był czas na śmiechy i żarty.
****************************
- A wy co wszyscy tacy przygnębieni? To jest wycieczka, trzeba się troszkę odprężyć!- powiedziała do nas z nutką optymizmu w głosie pani Kasia.
Odpowiedzi brak od kogokolwiek. Staliśmy własnie przed schroniskiem. Udało nam się, dziwnym trafem, ale się udało. Skacowane, zaspane twarze to raczej nie jest to, co chciałam widzieć, ale cóż...
- To jak ruszamy w drogę? - spytał pan Furman.
- Mhhhhhm. - odpowiedzieliśmy chórem.
Droga się ciągnęła i ciągnęła, jakby nie miała końca. Nasz wychowawca totalnie oszalał. Stwierdził, że "umili" nam poranek "przyjemnym", długim spacerem. Szłam obok Alana, Naty, Bartka i kilku innych osób. Praktycznie się nie odzywaliśmy, ale nic dziwnego, każdy ledwo żył. Chciałam przeprosić Bartosza, za sytuację z wczorajszego dnia, ale nie miałam nawet kiedy.
- Kochana, totalnie cię przepraszam. Nie wiem co mi odbiło z tym alkoholem, bleee na samą myśl mam obrzydzenie. Już chyba nigdy nie tknę tego....tego czegoś. - z obrzydzeniem zaczęła Natalka.
- No, bynajmniej masz nauczkę. Możesz mi powiedzieć jak to się stało, że spałaś na jednym łóżku z naszym kolegą? - zapytałam, szturchając ją lekko w ramię.
- Nubii! Własnie! Wiesz co jest najlepsze? Nie pamiętam jak to się stało...to znaczy... pamiętam tylko tyle...
- Najlepsze?!
- pfu, najgorsze!
- No własnie...
- ...pamiętam tylko jak mówił do mnie, że muszę się położyć, bo już ledwo stoję na nogach. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale powiedziałam mu, żeby został, bo nie zasnę.
- A to ciekawe, przecież ty lubisz sama spać hihi
- Tak wiem, naprawdę nie wiem co mi strzeliło do głowy. Ale o dziwo został ze mną. Nie wiesz jakie to mega uczucie spać u czyjegoś boku, u boku osoby o której się marzy i...
- Oj wiem, bardzo dobrze wiem...
********************************
Opowiedziałam swojej przyjaciółce wszystko ze szczegółami, bo przecież nie wytrzymałaby gdyby nie wiedziała najdrobniejszych nawet szczegółów. Była równie szczęśliwa jak i ja. Oby dwie miałyśmy tak dobre humory, pomimo, że ja byłam zmęczona, a Natkę bolała (ciekawe dlaczego) głowa.
Po dwugodzinnej wyprawie po górach zeszliśmy do miasta.
- Dobra dzieciaki, macie teraz pół godziny i wracamy z powrotem do ośrodka. - zakomunikował nasz wychowawca.
- Pół godziny?! Nie zdążymy nawet zamówić nic do jedzenia, nic obejrzeć...
- Prosimy, chociaż dwie godziny. - klasa zaczęła protestować i marudzić.
- Oszaleliście? Mamy jeszcze duzo do zobaczenia, patrzcie na plan.
- Oh panie Furman proszę ich zrozumieć. To wycieczka, są wykończeni, a przecież mieli odpoczywać. Po za tym nam też przyda się jakaś kawa i ciastko.
I tak nasza kochana chemiczka przekonała nauczyciela do zostania. Coś za szybko jej uległ...
-Coś czuję, że wyjdzie z tego niezły romansik! - zaśmiał się Adaś z naszej paczki.
- Kto wie, może i tak...Ludzie co robimy? Gdzie idziemy? Powiem wam szczerze, że jestem cholernie głodna. -pytała nas, łapiąc się za brzuch Karolina.
- Hot-Dogi czy Pizza?
- Pizza!
Krzyknęłam równocześnie z Alanem. Natalia popatrzyła się na nas jakby miała zaraz eksplodować ze szczęścia. Znaliśmy tą jej minę, spojrzeliśmy na siebie. Miałam ochotę go uściskać i wcale nie musiałam długo czekać.
- To jak idziemy? - objął mnie mocno w talii i stuknął głową w moje czoło. Czułam, że to będzie kolejny piękny dzień...
I tak właśnie... ciekawe co będzie się dalej działo na wycieczce?:>
Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, pisałam do późna w nocy
Piszcie w komentarzach jak się podobało, bardzo mi zależy na waszej opinii!
czwartek, 24 października 2013
rozdział VI
Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu.
VI.
Jeśli znasz go krótko, a nie potrafisz bez niego normalnie funkcjonować, skupić się na najłatwiejszej nawet czynności? Gdy chcesz choć na chwilkę oderwać się od niego, ale nie potrafisz? Chcesz być jak najbliżej, czuć go, dotykać...nie możesz. Jest za daleko, a może on wcale tego nie chce, może nie chce Ciebie? A co jeśli on to wszystko?
- Dzieciaki pomału, na spokojnie, nie pchajcie się tak! - Ze śmiechem wołał do nas pan Furman.
Tak. Właśnie nadszedł dzień wyjazdu do Karpacza. Alana nie było w szkole przez jakiś tydzień. Nie odzywał się do mnie, nie dzwonił, nie pisał. Martwiłam się, a równocześnie byłam wściekła. Może po prostu stwierdził, że nie jestem dla niego odpowiednia...
W ogóle!
To co działo się przed odjazdem to chyba jakiś żart. Zero porządku, zero.
Wszyscy pchali się na tył autokaru, jakby to było najważniejsze. Rzucali między siebie torby, obrzucali się jedzeniem, wrzeszczeli, piszczeli...W sumie to Barbie piszczała, bo zapomniała wziąć lokówki. Fakt, przecież nie przeżyła by bez tego. Pan Furman wziął dodatkowo jako opiekuna Panią Kasie Fadek(chemiczka), ale nawet z nią nie dawał rady uspokoić "gimbazjalistów".
- Nubii, będzie fajnie, zobaczysz. - Przekonywała mnie Nata. Usiadłyśmy razem jakoś na środku autobusu, ja pod oknem. Zawsze lubiłam zaglądać podczas podróży przez okno.
Swoją drogą przez te dni nie mogłyśmy się dogadać. Przyjaźni się z Alanem i rozumiem ze chce być wobec niego uczciwa, ale skoro wie, że się martwię, to dlaczego nie powie mi co się z nim dzieje? To był powód żeby się mocno posprzeczać, ale musiałam przyjąć do wiadomości, że nic od niej nie wyciągnę.
- Alan, człowieku zlituj się! O mały włos i pojechalibyśmy bez ciebie...
- Przepraszam, a widzi pan juz jestem i mozemy jechać, wiec w drogę!
Zaczął szukać miejsca. Bartek kiwnął ręką na znak, że znajdzie wolne siedzenie obok niego. Idąc w jego stronę zauważyłam jak uśmiechnął się do Natalii, a potem popatrzył na mnie. Znów spojrzałam w jego cudowne oczy i zrobiło mi się smutno. Spuściłam głowę, on poszedł dalej. Wszystko wróciło. Niesamowity spędzony dzień z nim, ten moment kiedy mieliśmy się pocałować. Co się dzieje?
Założyłam słuchawki, oparłam głowę na ramieniu przyjaciółki i zamknęłam oczy. Niech ten dzień już się skończy...
***********************
Dojechaliśmy jakoś po 2 godzinach. Przespałam całą drogę, co bardzo mnie ucieszyło. Nie wiem co się działo, czy przegapiłam coś ciekawego. W zasadzie mało mnie to interesowało.
- Dobra. Słuchajcie mnie uważnie. Nie chcę was dzisiaj męczyć, dlatego rozdzielicie się teraz do przydzielonych pokoi, rozpakujecie, a potem macie cały wolny dzień dla siebie. Niedaleko są stoiska z pamiątkami i club z karaoke, zabawcie się, bo jutro czeka was ciężka praca. -Oznajmił wychowawca.
- Hurraaa! - Ucieszyliśmy się. Cały wolny dzień dla siebie....
- Halo halo! "Zabawcie się" nie oznacza balowanie całą noc. 22... okej, 23 macie być najpóźniej w SWOICH (podkreśliła dokładnie Pani Kasia) łóżkach i nie ma mowy o żadnym więcej wychodzeniu. Nie ma mowy też o żadnym alkoholu czy papierosach. Jeśli ktoś złamie zasady, będę dzwonić do rodziców.
Wszyscy wysłuchaliśmy dokładnie panią Fadek. Byla to piękna, sympatyczna kobietka, z którą nie chcielibyśmy mieć jakiś problemów.
Dzieliłam pokój z Natą, Weroniką i Karoliną. Weronika i Karolina to chyba jedne z normalniejszych dziewczyn z naszej klasy. Potrafiłyśmy się dogadać, pośmiać, więc powinno być ok. Miałyśmy pokój na samej górze i w sumie ucieszyłam się. Widoki z balkonu były nieziemskie. Zamówiłam więc sobie łóżko obok okna, rozpakowałam rzeczy do szafki i położyłam się. W końcu uśmiechnęłam się szczerze z nadzieją, że ta wycieczka okażę się świetną przygodą.
- Dziewczyny słyszałyście? Chłopaki kombinują coś dzisiaj na wieczór, będzie odlot! -Zasapana, do pokoju wlazła Karolina.
- Co dokładnie? - podpytywała Natalia.
- Ponoć w walizce Szpaka więcej butelek niż ciuchów. Może być ciekawie. - wtrąciła Weronika.
- Właśnie, idziemy do nich dziś co nie? - spytała nas Karolina.
- A co z karaoke? Z chęcią bym sobie pośpiewała...Wiecie jakąś wolną, romantyczną piosenkę albo coś mega szalonego... no i potańczyła też! - Poinformowała Nata.
-Daj spokój, szkoda by było przegapić takiego wieczoru z chłopakami. A ty Nubii jak uważasz?
- Może zrobimy tak, że pójdziemy ok 19 na karaoke a o 21 wrócimy do chłopaków?
- Super!
I tak też się stało. O 17 zaczęły się przygotowania do wyjścia. Dziewczyny założyły obcisłe kiecki, dobrały dodatki i delikatne makijaże. Ja założyłam zaś leginsy i tunikę. Chyba czasami fajnie odrożniac się od innych, choć w moim wypadku wyróżniałam się aż nadmiar.
Nogi same rwały się już do tańca odkąd weszłyśmy do clubu. Było dosyć sporo młodzieży. Jedni mieszkańcy, drudzy turyści i ludzie z naszej klasy. Powoli zaczęłyśmy ruszać biodrami w rytm piosenki i robiło się coraz bardziej ciepło. Szalałyśmy jak nigdy. Serio, nigdy się tak dobrze nie bawiłam. Zapomniałam o wszystkim i wsłuchiwałam się coraz bardziej w muzykę. Nie chciałam schodzić z parkietu. Straciłam kontrolę nad swoim ciałem, to ono robiło ze mną co chciało.
- Kto to jest?
- Co to za dziewczyna?
- Ulala!
Otrząsnęłam się. Dlaczego ludzie się na mnie gapią?!
Zaczęto bić mi brawo, a mi zrobiło się dosyć słabo. Dziewczyny podbiegały z pytaniami, gdzie uczyłam się tańczyć, czy je nauczę ... Co miałam odpowiedzieć? Przecież sama nie wiem jak to się stało. Było mi tak bardzo miło. Pierwszy raz od bardzo dawna poczułam się taka jak inne dziewczyny. Równa im. A nie ciemną Nubią...
Zachciało nam się pić, więc poszłyśmy wszystkie w 4 usiąść przy barze.
- Nubii! Nigdy nam się nie chwaliłaś! - z zachwytem piszczała Nata.
- Ale czym?
- No nie żartuj. Tak świetnie się poruszasz, to niesamowite!
- Dziękuje, ale to mój pierwszy raz na takim dużym parkiecie.
- Żartujesz sobie z nas? Pewnie nauczyłaś się kilku kroków i terasz szpanujesz. Żałosne...
No tak. Kto mógł zepsuć nam wieczór? Nie kto inny jak Diana. Była totalnie pijana, ledwo stała na nogach.
- Nikt cię nie pytał o zdanie. - wtrąciła Weronika.
- Zamknij pysk! - zaatakowała Diana.
- Lepiej stąd zmiataj, bo inaczej z tobą porozmawiam!
Spoglądnęłyśmy z Natalią na siebie wzajemnie i stwierdziłyśmy ze lepiej sie wycofać tego wieczoru.
- Weronika, spokojnie. Chodźcie, niech siedzi tutaj sama, a my pójdziemy się bawić gdzie indziej. - Powiedziała spokojnym głosem moja przyjaciółka. Nie spodziewałabym się tego po niej. Ona? Taka łagodna? Cóż... widocznie musiała mieć jakieś powody.
***************************
- Kuba tylko nie na mnie!
- Blee! To obleśne, weźcie go z mojego łóżka!
- Haha, będzie pamiątka na całe życie.
- Kurde powaliło was?! Gdzie moja butelka z piwem?
Otworzyłyśmy drzwi to pokoju chłopców. Chciałam zawrócić, ale niestety...
- Siemka! Jesteśmy. - Powitała ciepło wszystkich Natka.
- Hej, wchodźcie śmiało śmiało - Zapraszał Bartek.
W sumie mogłam się domyśleć, że moja kumpela przyszła tutaj tylko dla niego. Zupełnie o tym zapomniałam przez ostatnie zdarzenia...
Usiadłam w rogu łóżka chcąc zostać niezauważoną. Obserwowałam wszystkich. Niektórzy nieźle zabalowali, a to miał być dopiero początek. Kilku kolegów spało już na jednym łóżku, inni śmiali się, wygłupiali, pili nadal i jedli. Ciekawe co by było, gdyby Pan Furman to widział. Pewnie totalnie by się nami rozczarował.
Mijał czas a ja tylko gapiłam się na innych. Na wszystkich oprócz Alana. Tak bardzo uciekałam wzrokiem...
Ktoś zaproponował grę w butelkę. Nie wszyscy brali udział (ja również zostałam na swoim miejscu), ale większość usiadła w kółku (mój brunet także). Butelka kręciła się i kręciła...W końcu stało się coś, czego nikt nie chciał. Wskazała moją przyjaciółkę i Radka, wysokiego blondyna. Zbliżyli się do siebie i...
- Ej! To miały być tylko krótkie buziaki! - warknął Alan, gdy inni klaskali.
Bartek się zagotował. Popchał Radka, a potem wyszedł z pokoju. Brunet próbował go zatrzymać, ale na marne...
- Dość Natalia, chodź. - zaczęłam jej matkować. Musiałam coś zrobić.
- Puść mnie, jest świetnie.
Nie była świadoma tego, co mówi. Ilość alkoholu jaką wchłonęła dziś była niepojęta...
- Lepiej będzie jak się położysz. -ciągnęłam.
- Nie, chce zostać i się bawić! Ludzie, bawimy się!!!
Nie miałam już sił. Chciałam wracać do swojego łózka, ale przecież nie zostawiłabym Natalii samej. Alan także był wściekły na przyjaciółkę, ale skoro chcę się bawić, to kto jej zabroni?
Wyszłam na balkon, musiałam ochłonąć.
Stwierdziłam, że robi się coraz zimniej, ale noc była piękna. Masa gwiazd na niebie, duży księżyc i te widoki... niesamowicie pięknie. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy. Tyle myśli przebiegających przez głowę, tyle zadawanych sobie pytań i brać odpowiedzi, dlaczego jest tak a nie inaczej?
Po chwili poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
- Nubii...
VI.
Jeśli znasz go krótko, a nie potrafisz bez niego normalnie funkcjonować, skupić się na najłatwiejszej nawet czynności? Gdy chcesz choć na chwilkę oderwać się od niego, ale nie potrafisz? Chcesz być jak najbliżej, czuć go, dotykać...nie możesz. Jest za daleko, a może on wcale tego nie chce, może nie chce Ciebie? A co jeśli on to wszystko?
- Dzieciaki pomału, na spokojnie, nie pchajcie się tak! - Ze śmiechem wołał do nas pan Furman.
Tak. Właśnie nadszedł dzień wyjazdu do Karpacza. Alana nie było w szkole przez jakiś tydzień. Nie odzywał się do mnie, nie dzwonił, nie pisał. Martwiłam się, a równocześnie byłam wściekła. Może po prostu stwierdził, że nie jestem dla niego odpowiednia...
W ogóle!
To co działo się przed odjazdem to chyba jakiś żart. Zero porządku, zero.
Wszyscy pchali się na tył autokaru, jakby to było najważniejsze. Rzucali między siebie torby, obrzucali się jedzeniem, wrzeszczeli, piszczeli...W sumie to Barbie piszczała, bo zapomniała wziąć lokówki. Fakt, przecież nie przeżyła by bez tego. Pan Furman wziął dodatkowo jako opiekuna Panią Kasie Fadek(chemiczka), ale nawet z nią nie dawał rady uspokoić "gimbazjalistów".
- Nubii, będzie fajnie, zobaczysz. - Przekonywała mnie Nata. Usiadłyśmy razem jakoś na środku autobusu, ja pod oknem. Zawsze lubiłam zaglądać podczas podróży przez okno.
Swoją drogą przez te dni nie mogłyśmy się dogadać. Przyjaźni się z Alanem i rozumiem ze chce być wobec niego uczciwa, ale skoro wie, że się martwię, to dlaczego nie powie mi co się z nim dzieje? To był powód żeby się mocno posprzeczać, ale musiałam przyjąć do wiadomości, że nic od niej nie wyciągnę.
- Alan, człowieku zlituj się! O mały włos i pojechalibyśmy bez ciebie...
- Przepraszam, a widzi pan juz jestem i mozemy jechać, wiec w drogę!
Zaczął szukać miejsca. Bartek kiwnął ręką na znak, że znajdzie wolne siedzenie obok niego. Idąc w jego stronę zauważyłam jak uśmiechnął się do Natalii, a potem popatrzył na mnie. Znów spojrzałam w jego cudowne oczy i zrobiło mi się smutno. Spuściłam głowę, on poszedł dalej. Wszystko wróciło. Niesamowity spędzony dzień z nim, ten moment kiedy mieliśmy się pocałować. Co się dzieje?
Założyłam słuchawki, oparłam głowę na ramieniu przyjaciółki i zamknęłam oczy. Niech ten dzień już się skończy...
***********************
Dojechaliśmy jakoś po 2 godzinach. Przespałam całą drogę, co bardzo mnie ucieszyło. Nie wiem co się działo, czy przegapiłam coś ciekawego. W zasadzie mało mnie to interesowało.
- Dobra. Słuchajcie mnie uważnie. Nie chcę was dzisiaj męczyć, dlatego rozdzielicie się teraz do przydzielonych pokoi, rozpakujecie, a potem macie cały wolny dzień dla siebie. Niedaleko są stoiska z pamiątkami i club z karaoke, zabawcie się, bo jutro czeka was ciężka praca. -Oznajmił wychowawca.
- Hurraaa! - Ucieszyliśmy się. Cały wolny dzień dla siebie....
- Halo halo! "Zabawcie się" nie oznacza balowanie całą noc. 22... okej, 23 macie być najpóźniej w SWOICH (podkreśliła dokładnie Pani Kasia) łóżkach i nie ma mowy o żadnym więcej wychodzeniu. Nie ma mowy też o żadnym alkoholu czy papierosach. Jeśli ktoś złamie zasady, będę dzwonić do rodziców.
Wszyscy wysłuchaliśmy dokładnie panią Fadek. Byla to piękna, sympatyczna kobietka, z którą nie chcielibyśmy mieć jakiś problemów.
Dzieliłam pokój z Natą, Weroniką i Karoliną. Weronika i Karolina to chyba jedne z normalniejszych dziewczyn z naszej klasy. Potrafiłyśmy się dogadać, pośmiać, więc powinno być ok. Miałyśmy pokój na samej górze i w sumie ucieszyłam się. Widoki z balkonu były nieziemskie. Zamówiłam więc sobie łóżko obok okna, rozpakowałam rzeczy do szafki i położyłam się. W końcu uśmiechnęłam się szczerze z nadzieją, że ta wycieczka okażę się świetną przygodą.
- Dziewczyny słyszałyście? Chłopaki kombinują coś dzisiaj na wieczór, będzie odlot! -Zasapana, do pokoju wlazła Karolina.
- Co dokładnie? - podpytywała Natalia.
- Ponoć w walizce Szpaka więcej butelek niż ciuchów. Może być ciekawie. - wtrąciła Weronika.
- Właśnie, idziemy do nich dziś co nie? - spytała nas Karolina.
- A co z karaoke? Z chęcią bym sobie pośpiewała...Wiecie jakąś wolną, romantyczną piosenkę albo coś mega szalonego... no i potańczyła też! - Poinformowała Nata.
-Daj spokój, szkoda by było przegapić takiego wieczoru z chłopakami. A ty Nubii jak uważasz?
- Może zrobimy tak, że pójdziemy ok 19 na karaoke a o 21 wrócimy do chłopaków?
- Super!
I tak też się stało. O 17 zaczęły się przygotowania do wyjścia. Dziewczyny założyły obcisłe kiecki, dobrały dodatki i delikatne makijaże. Ja założyłam zaś leginsy i tunikę. Chyba czasami fajnie odrożniac się od innych, choć w moim wypadku wyróżniałam się aż nadmiar.
Nogi same rwały się już do tańca odkąd weszłyśmy do clubu. Było dosyć sporo młodzieży. Jedni mieszkańcy, drudzy turyści i ludzie z naszej klasy. Powoli zaczęłyśmy ruszać biodrami w rytm piosenki i robiło się coraz bardziej ciepło. Szalałyśmy jak nigdy. Serio, nigdy się tak dobrze nie bawiłam. Zapomniałam o wszystkim i wsłuchiwałam się coraz bardziej w muzykę. Nie chciałam schodzić z parkietu. Straciłam kontrolę nad swoim ciałem, to ono robiło ze mną co chciało.
- Kto to jest?
- Co to za dziewczyna?
- Ulala!
Otrząsnęłam się. Dlaczego ludzie się na mnie gapią?!
Zaczęto bić mi brawo, a mi zrobiło się dosyć słabo. Dziewczyny podbiegały z pytaniami, gdzie uczyłam się tańczyć, czy je nauczę ... Co miałam odpowiedzieć? Przecież sama nie wiem jak to się stało. Było mi tak bardzo miło. Pierwszy raz od bardzo dawna poczułam się taka jak inne dziewczyny. Równa im. A nie ciemną Nubią...
Zachciało nam się pić, więc poszłyśmy wszystkie w 4 usiąść przy barze.
- Nubii! Nigdy nam się nie chwaliłaś! - z zachwytem piszczała Nata.
- Ale czym?
- No nie żartuj. Tak świetnie się poruszasz, to niesamowite!
- Dziękuje, ale to mój pierwszy raz na takim dużym parkiecie.
- Żartujesz sobie z nas? Pewnie nauczyłaś się kilku kroków i terasz szpanujesz. Żałosne...
No tak. Kto mógł zepsuć nam wieczór? Nie kto inny jak Diana. Była totalnie pijana, ledwo stała na nogach.
- Nikt cię nie pytał o zdanie. - wtrąciła Weronika.
- Zamknij pysk! - zaatakowała Diana.
- Lepiej stąd zmiataj, bo inaczej z tobą porozmawiam!
Spoglądnęłyśmy z Natalią na siebie wzajemnie i stwierdziłyśmy ze lepiej sie wycofać tego wieczoru.
- Weronika, spokojnie. Chodźcie, niech siedzi tutaj sama, a my pójdziemy się bawić gdzie indziej. - Powiedziała spokojnym głosem moja przyjaciółka. Nie spodziewałabym się tego po niej. Ona? Taka łagodna? Cóż... widocznie musiała mieć jakieś powody.
***************************
- Kuba tylko nie na mnie!
- Blee! To obleśne, weźcie go z mojego łóżka!
- Haha, będzie pamiątka na całe życie.
- Kurde powaliło was?! Gdzie moja butelka z piwem?
Otworzyłyśmy drzwi to pokoju chłopców. Chciałam zawrócić, ale niestety...
- Siemka! Jesteśmy. - Powitała ciepło wszystkich Natka.
- Hej, wchodźcie śmiało śmiało - Zapraszał Bartek.
W sumie mogłam się domyśleć, że moja kumpela przyszła tutaj tylko dla niego. Zupełnie o tym zapomniałam przez ostatnie zdarzenia...
Usiadłam w rogu łóżka chcąc zostać niezauważoną. Obserwowałam wszystkich. Niektórzy nieźle zabalowali, a to miał być dopiero początek. Kilku kolegów spało już na jednym łóżku, inni śmiali się, wygłupiali, pili nadal i jedli. Ciekawe co by było, gdyby Pan Furman to widział. Pewnie totalnie by się nami rozczarował.
Mijał czas a ja tylko gapiłam się na innych. Na wszystkich oprócz Alana. Tak bardzo uciekałam wzrokiem...
Ktoś zaproponował grę w butelkę. Nie wszyscy brali udział (ja również zostałam na swoim miejscu), ale większość usiadła w kółku (mój brunet także). Butelka kręciła się i kręciła...W końcu stało się coś, czego nikt nie chciał. Wskazała moją przyjaciółkę i Radka, wysokiego blondyna. Zbliżyli się do siebie i...
- Ej! To miały być tylko krótkie buziaki! - warknął Alan, gdy inni klaskali.
Bartek się zagotował. Popchał Radka, a potem wyszedł z pokoju. Brunet próbował go zatrzymać, ale na marne...
- Dość Natalia, chodź. - zaczęłam jej matkować. Musiałam coś zrobić.
- Puść mnie, jest świetnie.
Nie była świadoma tego, co mówi. Ilość alkoholu jaką wchłonęła dziś była niepojęta...
- Lepiej będzie jak się położysz. -ciągnęłam.
- Nie, chce zostać i się bawić! Ludzie, bawimy się!!!
Nie miałam już sił. Chciałam wracać do swojego łózka, ale przecież nie zostawiłabym Natalii samej. Alan także był wściekły na przyjaciółkę, ale skoro chcę się bawić, to kto jej zabroni?
Wyszłam na balkon, musiałam ochłonąć.
Stwierdziłam, że robi się coraz zimniej, ale noc była piękna. Masa gwiazd na niebie, duży księżyc i te widoki... niesamowicie pięknie. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy. Tyle myśli przebiegających przez głowę, tyle zadawanych sobie pytań i brać odpowiedzi, dlaczego jest tak a nie inaczej?
Po chwili poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
- Nubii...
środa, 18 września 2013
rozdział V
Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu.
V.
"Obudziłam się" około godziny 8 rano. W sumie to w ogóle nie spałam. Gapiłam się w komórkę przeglądając zdjęcia z soboty. Co ja najlepszego wczoraj zrobiłam? A raczej czego nie zrobiłam, a chciałam. Typowy impuls. Sama nie wiem dlaczego wyszło tak a nie inaczej...a wiem. Jestem skończoną idiotką. Najchętniej cofnęłabym czas i znów spędziłabym tak cudowne chwile z Alanem.
Niedziela, najnudniejszy dzień tygodnia. Wizyta dziadków. Nie byli jeszcze u nas. Nie było mowy o wykręceniu się, zwłaszcza, że nie miałam dokąd iść. Natalia miała się dziś spotkać z Alanem...
Mama chciała pokazać, że potrafi zająć się domem i wszystko sama zorganizować. W zasadzie wyszło jej to całkiem nieźle. Domek do którego nie byłam zupełnie przekonana, przemienił się w miejsce gdzie lubiłam przebywać. Zwłaszcza w swoim pokoju i ogrodzie.
Nie miałam wcale ochoty na ich odwiedziny, pomimo, że się za nimi stęskniłam. Emocje z wczoraj jeszcze nie opadły i byłam cholernie zmęczona. Założę się, że tatko również pospałby sobie dłużej, ale nie. Wszystko musiało być wymyte i wysprzątane na błysk.
- Nubi ubierzesz dziś coś ładniejszego ok?
- Sugerujesz, że mam brzydkie ciuchy? - oburzyłam się na mamę podczas porannej, krótkiej wymowie zdań.
- Nie. Sugeruje, że dziś ubierzesz się nieco inaczej. Wiesz jaka jest babcia...elegancja to podstawa eh. Dlatego jadę szybko do sklepu po nową bluzkę, potem biorę się za gotowanie. Wiesz co masz robić? Dacie sobie z ojcem radę?
- Tak tak mamo, nie martw się.
- To pa!
Rzeczywiście co jak co, ale znała się na szyku i elegancji. Bardzo zwracała na to uwagę i nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam dziadka w jakieś luźnej polówce czy dresach. Swoją drogą babcia Renia i dziadek Stefan to zupełne przeciwieństwa.Nie wiem jak to możliwe, że są razem. Ponoć się przeciągają...
***************************
- Słońca wy moje! Tak się za wami stęskniłem!
- Cześć dziadku.- przywitałam się ciepło,a zaraz po mnie mama.
- Jest i moja piękna teściowa...- wywalił tatko, próbując wprowadzić babcię w dobry humor.
Babcia spojrzała tylko spod byka na zięcia i weszła do środka.
Miała na sobie fioletową garsonkę i złote dodatki. Mama miała rację, dobrze, że włożyłam dzisiaj galową sukienkę, bo czułabym się głupio siedząc w przechodzonych rurkach.
Zaczęło się zwiedzanie domu. Przełknęliśmy z tatą ślinę, ponieważ moja rodzicielka nawet nie zdążyła sprawdzić jak wyszło nam sprzątanie. Najpierw skierowaliśmy się do naszej skromnej kuchni, która była bordowo-kremowa. Reni spodobały się najbardziej dębowe blaty oraz widok z okna na główną drogę.
Dziadek zaś zachwycał się sofą w salonie. Stwierdził, że mógłby siedzieć na niej cały czas, zwłaszcza, że ma przed sobą telewizor i barek z winami wszelkiego rodzaju. Na sam koniec odwiedziliśmy mamy królestwo, ogród. Wszystko coraz szybciej dojrzewało, aż miło było patrzeć. Masa, przeróżnych roślin, kwiatów i drzewek. Pewnie nawet nie znam nazw połowy z nich. Do tego drewniana altanka z narożnikiem i stołem w środku, pełno płotków i innych ozdób. Wszystko się pięknie zgrywało.
Mamcia naprawdę przeszła samą siebie. Wreszcie usiedliśmy do sześcioosobowego stołu, który był zakryty długim obrusem. Na środku znajdował się ładnie udekorowany kielich z kamyczkami i świeczkami. Po dwa talerze. Jeden większy i głębszy, drugi mniejszy, obok serwetka i sztućce. Przy zastawie starszych znajdował się jeszcze kieliszek do wina, a mnie uraczono zwykłą szklanką. Tak czy siak wszystko wyglądało cudownie. Żeby tylko wyglądało... Nadziewany kurczak i grecka sałatka smakowała obłędnie.
- Powiem Ci córeczko, że nieźle się urządziliście. - zasugerowała babcia Renia podczas spożywania posiłku.
- Tak...zdecydowanie spodziewałem się, że dom jeszcze w połowie będzie w rozsypce. A tutaj proszę! - dopowiedział dziadek.
- A widzisz, jednak nam się udało. - powiedział z dumą tatko.
Mama spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Byłam bardzo wyluzowana, a zaś po niej było widać stres i zmęczenie. Posprzątałam więc za nią, a potem podałyśmy na deser szarlotkę i zaparzyłyśmy kawę.
- Jak w nowej szkole Nubi? - zapytał mnie dziadek Stefan.
- A dobrze, nie narzekam. - odpowiedziałam grzecznie spoglądając przez okno. Robiło się coraz ciemniej, rany jak czas szybko zleciał.
- Podoba ci się? Jak dzieciaki i nauczyciele? Już się przyzwyczaili do mojej małej?
- Haha, w zasadzie to wydaje mi się, że tak. Mam przyjaciółkę, kolegów, a nauczyciele nie wyglądają jakby mnie jakoś nie trawili. - nieco kłamałam, bo nienawidziłam wchodzić do tego budynku, ani nawet o nim myśleć.
- Czyli jesteś akceptowana? Nikt ci nie dokucza? - wtrąciła Renia.
- A dlaczego miałaby nie być akceptowana? - tym razem wypowiedziała się mama.
- No przecież odróżnia się od innych, wiec...
Zapadła cisza. Babcia chyba zrozumiała, że to co powiedziała, nie było na miejscu. Co prawda różniłam się kolorem skóry, ale prócz tego nie było we mnie nic innego. I każdy dobrze o tym wiedział. Renia nigdy za mną nie przepadała. Wydaje mi się, że po prostu musi mnie tolerować, a gdyby nie musiała to by tego nie robiła. To dziadek zawsze dawał/daje mi kieszonkowe, wygłupiał się ze mną lub po prostu więcej rozmawiał.
- Słyszałem, że jedziesz za trzy dni na wycieczkę w Bieszczady? - zmienił szybko temat.
- Tak, jedziemy całą klasą i wychowawcą.
- Pan Furman to świetny człowiek. Znam go, wiele razy chodziliśmy kiedyś razem na ryby. Teraz niestety to już nie na moje siły.
- Rozumiem, mamo mogę wyjść na chwilkę z domu? Natalia do mnie napisała.
- Pewnie, tylko wróć zaraz.
Nie chciałam tam dłużej siedzieć. Musiałam się jakoś wykręcić. Renia bardzo mnie zdenerwowała tym co powiedziała. Widzi mnie już 16 lat, a nadal traktuje mnie jak odmieńca.
Poszłam więc przejść się niedaleko i postanowiłam myśleć o czymś innym. Sprawdzałam co jakiś czas komórkę. Oczekiwałam sms'a od Natki, albo Alana. Było mi jakoś smutno. Najbardziej dołowało mnie chyba to, że wczoraj nie dałam pocałować się brunetowi. A czasu już nie mogę cofnąć.
-Nubi? - ktoś powiedział donośnym głosem za moich pleców.
To był Bartek.
- Cześć! Co tutaj robisz?- zapytałam z ciekawością.
- Czasami człowiek musi odetchnąć od wszystkiego, wiesz jak to jest...
- Tak właśnie. Chcesz się do mnie przyłączyć? Co prawda muszę niedługo wracać, ale zawsze można chwilkę porozmawiać.
- Pewnie, czemu nie.
**********************
Poszliśmy się przejść w stronę parku. Cudowne gwiazdy świeciły na niebie tego wieczoru, aż nie chciało się wracać.Było chłodno, ale zaopatrzyłam się w bluzę. Po za tym tak dobrze mi się rozmawiało z Bartkiem, że nawet się tym nie przejmowałam. Nie chciałam mówić co mnie dręczy, choć on mi zaufał. Opowiedział mi o tym, o czym Natalia nawet mi nie wspomniała ani słowem. Raz traktuje go jak powietrze, a raz nie odstępuje go na krok i chłopak nie wie co robić. Obiecałam, że z nią porozmawiam.
- Dziękuje Nubi. Mam nadzieję, że uda ci się zrobić to tak żeby Nata nie ogarnęła, że ze sobą rozmawialiśmy o tym.
- Jasne, postaram się.
- No lepiej powiedz jak tam z Alanem?
- Przestań...Na pewno wszystko ci powiedział.
- Cóż, może nie wszystko, większość, ale chciałem znać twoje zdanie o ostatnim dniu.
- Było świetnie i z chęcią jeszcze bym to powtórzyła.
- To dlaczego...
- Nie pytaj, proszę.
- Okej rozumiem.
- Słuchaj...Czy Alan ci mówił, że jest na mnie zły?
- Zły? Chyba żartujesz! Co prawda był zmieszany całą sytuacją, ale wrócił bardzo zadowolony.
- Wydaje mi się, że był zawiedziony...
- Nie, po prostu chyba mu na tobie zależy.
- Tak myślisz?
- Mhm, dawno się tak nie angażował. Dla niego wyjście z dziewczyną na spacer to już coś, a co dopiero całodzienna randka.
- Muszę przyznać, że się postarał. Świetnie się czułam.
- Cieszę się. Zasługujesz na to.
- Zasługuję?
- Z tego co mi opowiadał Alan to jesteś świetną dziewczyną.
- Nie, nie jest tak...serio tak o mnie powiedział?
- No nic więcej już ci nie powiem, bo gdyby się dowiedział to by mnie zabił. Lubię Cię i fajnie gdyby wam się udało.
- A ja kibicuje tobie i mojej przyjaciółce. - Uśmiechnęłam się.
- Bartek, dlaczego on taki jest? Raz otwarty, a raz tak cichy?
- Znam go już dość długo, ale nie znam odpowiedzi na to pytanie. On już po prostu chyba taki jest eh.
Bartosz odprowadził mnie pod sam dom, pożegnaliśmy się po przyjacielsku i podziękowaliśmy za rozmowę. Naprawdę przydała się bardzo i mi i jemu. Zwłaszcza, że mogliśmy się pośmiać i pomóc sobie wzajemnie. Gdy wróciłam dziadkowie własnie się zbierali do domu.
- Dziecko! Miałaś wyjść tylko na chwilę. - Zaatakował mnie tatko.
- Tak, wiem. Przepraszam, przedłużyło się odrobinkę...
- Dajcie jej spokój, jest jeszcze młoda, niech nie marnuje sobie życia, marudzicie.- Mrugnął do mnie, kochany dziadek.
- Trzymajcie się, do zobaczenia!
No i pojechali. Babcia nawet nie spojrzała na mnie, może to i lepiej. Ja nadal byłam na nią zła. A nie tyle zła, co zawiedziona, że do tej pory nie potrafi mnie zaakceptować jako wnuczkę. Byłam wykończona dniem. Poszłam na górę.
"On już po prostu chyba taki jest..." - Po czym zamknęłam oczy i zasnęłam.
V.
"Obudziłam się" około godziny 8 rano. W sumie to w ogóle nie spałam. Gapiłam się w komórkę przeglądając zdjęcia z soboty. Co ja najlepszego wczoraj zrobiłam? A raczej czego nie zrobiłam, a chciałam. Typowy impuls. Sama nie wiem dlaczego wyszło tak a nie inaczej...a wiem. Jestem skończoną idiotką. Najchętniej cofnęłabym czas i znów spędziłabym tak cudowne chwile z Alanem.
Niedziela, najnudniejszy dzień tygodnia. Wizyta dziadków. Nie byli jeszcze u nas. Nie było mowy o wykręceniu się, zwłaszcza, że nie miałam dokąd iść. Natalia miała się dziś spotkać z Alanem...
Mama chciała pokazać, że potrafi zająć się domem i wszystko sama zorganizować. W zasadzie wyszło jej to całkiem nieźle. Domek do którego nie byłam zupełnie przekonana, przemienił się w miejsce gdzie lubiłam przebywać. Zwłaszcza w swoim pokoju i ogrodzie.
Nie miałam wcale ochoty na ich odwiedziny, pomimo, że się za nimi stęskniłam. Emocje z wczoraj jeszcze nie opadły i byłam cholernie zmęczona. Założę się, że tatko również pospałby sobie dłużej, ale nie. Wszystko musiało być wymyte i wysprzątane na błysk.
- Nubi ubierzesz dziś coś ładniejszego ok?
- Sugerujesz, że mam brzydkie ciuchy? - oburzyłam się na mamę podczas porannej, krótkiej wymowie zdań.
- Nie. Sugeruje, że dziś ubierzesz się nieco inaczej. Wiesz jaka jest babcia...elegancja to podstawa eh. Dlatego jadę szybko do sklepu po nową bluzkę, potem biorę się za gotowanie. Wiesz co masz robić? Dacie sobie z ojcem radę?
- Tak tak mamo, nie martw się.
- To pa!
Rzeczywiście co jak co, ale znała się na szyku i elegancji. Bardzo zwracała na to uwagę i nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam dziadka w jakieś luźnej polówce czy dresach. Swoją drogą babcia Renia i dziadek Stefan to zupełne przeciwieństwa.Nie wiem jak to możliwe, że są razem. Ponoć się przeciągają...
***************************
- Słońca wy moje! Tak się za wami stęskniłem!
- Cześć dziadku.- przywitałam się ciepło,a zaraz po mnie mama.
- Jest i moja piękna teściowa...- wywalił tatko, próbując wprowadzić babcię w dobry humor.
Babcia spojrzała tylko spod byka na zięcia i weszła do środka.
Miała na sobie fioletową garsonkę i złote dodatki. Mama miała rację, dobrze, że włożyłam dzisiaj galową sukienkę, bo czułabym się głupio siedząc w przechodzonych rurkach.
Zaczęło się zwiedzanie domu. Przełknęliśmy z tatą ślinę, ponieważ moja rodzicielka nawet nie zdążyła sprawdzić jak wyszło nam sprzątanie. Najpierw skierowaliśmy się do naszej skromnej kuchni, która była bordowo-kremowa. Reni spodobały się najbardziej dębowe blaty oraz widok z okna na główną drogę.
Dziadek zaś zachwycał się sofą w salonie. Stwierdził, że mógłby siedzieć na niej cały czas, zwłaszcza, że ma przed sobą telewizor i barek z winami wszelkiego rodzaju. Na sam koniec odwiedziliśmy mamy królestwo, ogród. Wszystko coraz szybciej dojrzewało, aż miło było patrzeć. Masa, przeróżnych roślin, kwiatów i drzewek. Pewnie nawet nie znam nazw połowy z nich. Do tego drewniana altanka z narożnikiem i stołem w środku, pełno płotków i innych ozdób. Wszystko się pięknie zgrywało.
Mamcia naprawdę przeszła samą siebie. Wreszcie usiedliśmy do sześcioosobowego stołu, który był zakryty długim obrusem. Na środku znajdował się ładnie udekorowany kielich z kamyczkami i świeczkami. Po dwa talerze. Jeden większy i głębszy, drugi mniejszy, obok serwetka i sztućce. Przy zastawie starszych znajdował się jeszcze kieliszek do wina, a mnie uraczono zwykłą szklanką. Tak czy siak wszystko wyglądało cudownie. Żeby tylko wyglądało... Nadziewany kurczak i grecka sałatka smakowała obłędnie.
- Powiem Ci córeczko, że nieźle się urządziliście. - zasugerowała babcia Renia podczas spożywania posiłku.
- Tak...zdecydowanie spodziewałem się, że dom jeszcze w połowie będzie w rozsypce. A tutaj proszę! - dopowiedział dziadek.
- A widzisz, jednak nam się udało. - powiedział z dumą tatko.
Mama spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Byłam bardzo wyluzowana, a zaś po niej było widać stres i zmęczenie. Posprzątałam więc za nią, a potem podałyśmy na deser szarlotkę i zaparzyłyśmy kawę.
- Jak w nowej szkole Nubi? - zapytał mnie dziadek Stefan.
- A dobrze, nie narzekam. - odpowiedziałam grzecznie spoglądając przez okno. Robiło się coraz ciemniej, rany jak czas szybko zleciał.
- Podoba ci się? Jak dzieciaki i nauczyciele? Już się przyzwyczaili do mojej małej?
- Haha, w zasadzie to wydaje mi się, że tak. Mam przyjaciółkę, kolegów, a nauczyciele nie wyglądają jakby mnie jakoś nie trawili. - nieco kłamałam, bo nienawidziłam wchodzić do tego budynku, ani nawet o nim myśleć.
- Czyli jesteś akceptowana? Nikt ci nie dokucza? - wtrąciła Renia.
- A dlaczego miałaby nie być akceptowana? - tym razem wypowiedziała się mama.
- No przecież odróżnia się od innych, wiec...
Zapadła cisza. Babcia chyba zrozumiała, że to co powiedziała, nie było na miejscu. Co prawda różniłam się kolorem skóry, ale prócz tego nie było we mnie nic innego. I każdy dobrze o tym wiedział. Renia nigdy za mną nie przepadała. Wydaje mi się, że po prostu musi mnie tolerować, a gdyby nie musiała to by tego nie robiła. To dziadek zawsze dawał/daje mi kieszonkowe, wygłupiał się ze mną lub po prostu więcej rozmawiał.
- Słyszałem, że jedziesz za trzy dni na wycieczkę w Bieszczady? - zmienił szybko temat.
- Tak, jedziemy całą klasą i wychowawcą.
- Pan Furman to świetny człowiek. Znam go, wiele razy chodziliśmy kiedyś razem na ryby. Teraz niestety to już nie na moje siły.
- Rozumiem, mamo mogę wyjść na chwilkę z domu? Natalia do mnie napisała.
- Pewnie, tylko wróć zaraz.
Nie chciałam tam dłużej siedzieć. Musiałam się jakoś wykręcić. Renia bardzo mnie zdenerwowała tym co powiedziała. Widzi mnie już 16 lat, a nadal traktuje mnie jak odmieńca.
Poszłam więc przejść się niedaleko i postanowiłam myśleć o czymś innym. Sprawdzałam co jakiś czas komórkę. Oczekiwałam sms'a od Natki, albo Alana. Było mi jakoś smutno. Najbardziej dołowało mnie chyba to, że wczoraj nie dałam pocałować się brunetowi. A czasu już nie mogę cofnąć.
-Nubi? - ktoś powiedział donośnym głosem za moich pleców.
To był Bartek.
- Cześć! Co tutaj robisz?- zapytałam z ciekawością.
- Czasami człowiek musi odetchnąć od wszystkiego, wiesz jak to jest...
- Tak właśnie. Chcesz się do mnie przyłączyć? Co prawda muszę niedługo wracać, ale zawsze można chwilkę porozmawiać.
- Pewnie, czemu nie.
**********************
Poszliśmy się przejść w stronę parku. Cudowne gwiazdy świeciły na niebie tego wieczoru, aż nie chciało się wracać.Było chłodno, ale zaopatrzyłam się w bluzę. Po za tym tak dobrze mi się rozmawiało z Bartkiem, że nawet się tym nie przejmowałam. Nie chciałam mówić co mnie dręczy, choć on mi zaufał. Opowiedział mi o tym, o czym Natalia nawet mi nie wspomniała ani słowem. Raz traktuje go jak powietrze, a raz nie odstępuje go na krok i chłopak nie wie co robić. Obiecałam, że z nią porozmawiam.
- Dziękuje Nubi. Mam nadzieję, że uda ci się zrobić to tak żeby Nata nie ogarnęła, że ze sobą rozmawialiśmy o tym.
- Jasne, postaram się.
- No lepiej powiedz jak tam z Alanem?
- Przestań...Na pewno wszystko ci powiedział.
- Cóż, może nie wszystko, większość, ale chciałem znać twoje zdanie o ostatnim dniu.
- Było świetnie i z chęcią jeszcze bym to powtórzyła.
- To dlaczego...
- Nie pytaj, proszę.
- Okej rozumiem.
- Słuchaj...Czy Alan ci mówił, że jest na mnie zły?
- Zły? Chyba żartujesz! Co prawda był zmieszany całą sytuacją, ale wrócił bardzo zadowolony.
- Wydaje mi się, że był zawiedziony...
- Nie, po prostu chyba mu na tobie zależy.
- Tak myślisz?
- Mhm, dawno się tak nie angażował. Dla niego wyjście z dziewczyną na spacer to już coś, a co dopiero całodzienna randka.
- Muszę przyznać, że się postarał. Świetnie się czułam.
- Cieszę się. Zasługujesz na to.
- Zasługuję?
- Z tego co mi opowiadał Alan to jesteś świetną dziewczyną.
- Nie, nie jest tak...serio tak o mnie powiedział?
- No nic więcej już ci nie powiem, bo gdyby się dowiedział to by mnie zabił. Lubię Cię i fajnie gdyby wam się udało.
- A ja kibicuje tobie i mojej przyjaciółce. - Uśmiechnęłam się.
- Bartek, dlaczego on taki jest? Raz otwarty, a raz tak cichy?
- Znam go już dość długo, ale nie znam odpowiedzi na to pytanie. On już po prostu chyba taki jest eh.
Bartosz odprowadził mnie pod sam dom, pożegnaliśmy się po przyjacielsku i podziękowaliśmy za rozmowę. Naprawdę przydała się bardzo i mi i jemu. Zwłaszcza, że mogliśmy się pośmiać i pomóc sobie wzajemnie. Gdy wróciłam dziadkowie własnie się zbierali do domu.
- Dziecko! Miałaś wyjść tylko na chwilę. - Zaatakował mnie tatko.
- Tak, wiem. Przepraszam, przedłużyło się odrobinkę...
- Dajcie jej spokój, jest jeszcze młoda, niech nie marnuje sobie życia, marudzicie.- Mrugnął do mnie, kochany dziadek.
- Trzymajcie się, do zobaczenia!
No i pojechali. Babcia nawet nie spojrzała na mnie, może to i lepiej. Ja nadal byłam na nią zła. A nie tyle zła, co zawiedziona, że do tej pory nie potrafi mnie zaakceptować jako wnuczkę. Byłam wykończona dniem. Poszłam na górę.
"On już po prostu chyba taki jest..." - Po czym zamknęłam oczy i zasnęłam.
czwartek, 29 sierpnia 2013
rozdział IV
Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu.
IV.
Noc. Siedzę na ławce w parku. Nie wiem dlaczego, jestem smutna. Robi mi się zimno, tak bardzo bardzo zimno...Słyszę czyjeś kroki, ktoś idzie w moją stronę. Natychmiast wstaję i kieruję się do wyjścia. Postać cały czas zbliża się do mnie, nie wiem co się dzieję. Przestraszona biegnę przed siebie... szukając Ciebie.
- Nubi wstawaj! Już prawie 10, ileż można spać...
Usłyszałam głos mamy, przetarłam oczy. Miałam naprawdę dziwny i niepokojący sen. A to wszystko z nerwów przed spotkaniem. Spojrzałam na komórkę i odczytałam sms od Naty: " Powodzenia gwiazdeczko! Trzymam kciuki :)"
Zeszłam na dół na śniadanie. Tato jak zwykle pił poranną kawę i czytał nową gazetę.
- Dzień dobry Słoneczko. - Powitał mnie ciepło.
- Cześć Tatku.
- Co chcesz? Grzanki czy jajecznicę? Nie wiem czego zrobić więcej. - Wtrąciła mama.
- Hm...Nie wiem sama, nie jestem zbyt głodna.
- Dobrze wiesz, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia kochanie.
- Tak, wiem...
- Więc?
Zapach ciepłych grzanek z dodatkiem owoców lub dżemu uszczęśliwiał mnie niemiłosiernie, ale nie dziś. Czułam gulę w gardle, dlaczego tak się denerwowałam? W co się ubrać? Jak uczesać? O czym rozmawiać? Co ja zrobię?!
- Nubia! Mówię co Ciebie.
-Tak? Słucham? Zamyśliłam się... Zjem dwie grzanki z dżemem.
- Wszystko w porządku? Zachowujesz się jakoś dziwnie? - Zauważyła mama.
- Jasne, jest okej. Dziś wychodzę o 16.
- Z kim? - Tata zerknął spod okularów na mnie, aż drgnęłam.
- Z kolegą.
No i się zaczęło, mamcia rozkręciła się na dobre... Aż wypadł jej widelec z ręki.
- Kto to? Znam go? Ile ma lat? Myślisz, że to bezpieczne? Adam nasza córka dorasta! Jak ten czas szybko leci!
- Mamo, uspokój się. To tylko kolega, nic więcej jej...
- Tak się tylko mówi, dziecko ja już was dobrze znam.
- Daj spokój. Dziękuję za śniadanie, idę do siebie.
- Ale ja jeszcze nie skończyłam.
- Aniu, daj jej żyć. To tylko jedno spotkanie, niech się bawi. - Bronił mnie tatko.
- Dziękuje! - Uśmiechnęłam się do niego zza drzwi.
********************************
Ileż wspaniałych fotografów i ludzi poznajemy w sieci np. Photoblog. Przejrzałam ok 40/50 profili. Tyle niesamowitych zdjęć, aż wzroku nie mogłam oderwać. Siedząc na internecie czasami naprawdę tracimy rachubę czasu. Zostały dwie godziny do spotkania, a ja leżałam z laptopem rozwalona na łóżku. Musiałam zacząć się zbierać.
Spojrzałam przez okno. Wydawało się być w miarę ciepło. Otworzyłam szafkę z bluzkami i drugą ze spodniami.
Jasne rurki na gumce i szara bluzka z kieszonką w panterkę. Mój ulubiony zestaw. Wzięłam ciuchy ze sobą i skierowałam się do łazienki. Kąpiel zajęła mi zbyt dużo czasu. Zegar wskazywał godzinę 15:20, a ja nadal w proszku. Ubrałam się, wysuszyłam szybko włosy i podkręciłam lekko końcówki lokówką. Tusz i kreski jako podstawa i lekki złoty cień. "Pożyczyłam" trochę perfumy od mamy, włożyłam telefon do kieszeni i ubrałam trampki. No i wygląda na to, że byłam gotowa. Miałam jeszcze 30 minut, ale wolałam wyjść nieco wcześniej, żeby mama nie zaczęła przesłuchania, po za tym nie chciałam się spóźnić.
- Uważaj na siebie, będę dzwonił. - Poinformował tatko.
- Oczywiście, na razie, pa!
Idąc w umówione miejsce robiło mi się słabo. Byłam podekscytowana, a z drugiej strony strasznie zestresowana. Ręce zaczęły mi się pocić. Ciekawa byłam czy Alan również tak reagował. Wydaję mi się, że nie. Pewnie przeżył masę randek w swoim życiu. Nie ma co się dziwić. Był naprawdę strasznie przystojny i uroczy. Zaczęłam się zastanawiać co będziemy robić, w sumie nic nie zaplanowaliśmy.
W końcu dotarłam do parku. Alana jeszcze nie było, usiadłam więc na ławce i cierpliwie czekałam. Minuty mijały, a on nadal się nie pojawiał. I tak minęło 40 minut, po czym otrząsnęłam się. No tak...bo niby komu ja, Nubia, czarnoskóra dziewczyna mogłabym się spodobać? Załamałam się. Zrobiło mi się cholernie gorąco. Nie chciałam już dłużej czekać, najwidoczniej nie było mi to pisane. Postanowiłam wrócić do domu. Szłam strasznie nieogarnięta i zła. Zależało mi naprawdę, nie rozumiem dlaczego jest tak a nie inaczej. Rozumiem gdybym była jakimś strasznym potworem czy...
- Nubi! Nubi, poczekaj!
Wyglądał lepiej niż zwykle. Krótkie czarne spodenki, biała bokserka, tenisówki i czarne okulary przeciwsłoneczne.
- Tak bardzo cię przepraszam, przepraszam nie mogłem...- niepewnie przytulił mnie na powitanie. Bardzo ładnie pachniał.
- Daj spokój nic się nie stało. Co robiłeś? - haha dacie wiarę, że tak łatwo złagodniałam?
- Mam brata, ma 6 lat i nie mogłem go zostawić samego, a nikogo nie było w domu.
- Rozumiem. To co, gdzie idziemy?
- Hm... Jak na razie proponuję lody i spacer po mieście?
- Pasuję mi. - przytaknęłam.
- I w ogóle bardzo ładnie wyglądasz.
Odwzajemniłam uśmiech, choć nigdy nie będzie tak samo słodki jak jego.
*************************************
Bawiłam się świetnie. Na początku poszliśmy do lodziarni, gdzie zamówiliśmy sobie lody w trzech smakach i polewą czekoladową. Smakowały mi tak bardzo, nawet nie zauważyłam, że jestem cała brudna. Było mi naprawdę głupio, ale Alan uznał, że to urocze, wytarł mój nos i kąciki ust serwetką.
Nie sądziłam, że mamy tyle wspólnego. Naszą wspólną cechą na pewno było to, że lubiliśmy się wygłupiać. Poszliśmy koło fontanny gdzie zaczęliśmy udawać mimów. Ludzie patrzyli się na nas jak na idiotów, ale cóż...
Oczywiście wspólne zdjęcia też musiały być, bo chyba bym nie wytrzymała bez zrobienia chociaż jednego. Poszliśmy również na targ (nawet nie wiedziałam, że coś takiego jest w tej miejscowości) gdzie znajdowało się masę świetnych rzeczy np. przezabawne okulary. Chyba nie muszę pisać, że przymierzaliśmy je wszystkie, a potem facet ze stoiska po prostu nas przegonił...Wiele kolorowych lizaków o różnych wielkościach, oraz coś co zachwyciłoby moją mamę. Masę kwiatów. Doniczkowe, ogrodowe, bukiety. Alan kupił mi jedną czerwoną różę i muszę przyznać, że zaskoczył mnie tym totalnie.
- Nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił. - powiedziałam nieco ciszej.
- Nie? To niemożliwe.
- Naprawdę - mój uśmiech nie znikał z twarzy.
Czułam się przy nim tak dobrze, nie chciałam wracać. Pomału zaczęło zachodzić słońce.
- Chodź, chcę Cię gdzieś porwać. - oznajmił krótko.
Gdziekolwiek szliśmy, nie bałam się. Przystanął na chwilkę i stanął za moimi plecami.
- Alan powiedz mi co Ty robisz?
- Muszę zakryć Ci oczy na chwilkę. Tylko na chwilę.
- Ale, ale...
- Zaufaj mi.
No to się zamknęłam. Prowadził mnie tak kawałek, aż przestałam słyszeć jeżdżące auta obok mnie.
- Daleko jeszcze? - zapytałam.
- Nie, właściwie to już...teraz tylko przekręć się delikatnie w prawo i...o już.
Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. To miejsce, ten widok był tak piękny, że aż nie da się tego opisać za bardzo słowami. Znalazłam się po drugiej stronie, gdzie mogłam obserwować wszystko i wszystkich z daleka. Nas i miasto rozdzielała duża rzeka. Słońce odbijało się w wodzie i mogłam podziwiać jeden z piękniejszych zachodów jaki widziałam. Usiedliśmy na zielonej trawie.
- Wow...Alan, tu jest...tu jest przepięknie.- Nie mogłam wykrztusić z siebie słowa.
- Podoba Ci się? Przychodzę tutaj czasami gdy chcę sobie wszystko przemyśleć, lub odpocząć od tego co znajduje się po drugiej stronie. Wiesz, nigdy z nikim tutaj nie byłem, ale sądzę, że zasługujesz na to...no.
- Dziękuję Ci. To jeden z lepszych dni w moim życiu.
- A nie najlepszy? - zażartował, robiąc smutną minkę.
- No dobra. Najlepszy.
Rozmawialiśmy na różne tematy np. O Natalii i Bartku. Mieliśmy nadzieje, że uda im się umówić na randkę, ale oby dwoje są bardzo wstydliwi i zakręceni. W końcu Alan kolejny raz mnie zaskoczył.
- Wiesz w co tobie lubię Nubi?
- Co takiego?
- To, że nie udajesz nikogo. Jesteś sobą. Mało jest takich ludzi. - Przybliżył się i pogłaskał moją rękę. A ja poczułam wypieki na swojej twarzy.
- Bezsensu jest udawać kogoś kim się nie jest.
- Tak właśnie...
Patrzył mi się prosto w oczy, a ja nie wiedziałam jak się zachować. Czyżby to miał być ten moment? Ten pierwszy pocałunek?
Odgarnął delikatnie moje włosy za ucho, zamknęłam oczy i...
- Muszę już iść, robi się ciemno. - wywaliłam z siebie. Co ja zrobiłam?! Dlaczego?! Przecież własnie tego chciałam...Co mnie do tego skłoniło?
- Em, jasne. Odprowadzę Cię.
- Nie, poradzę sobie naprawdę. - Wstałam szybko z ziemi i otrzepałam spodnie.
- Nie ma mowy! Idziemy.
Wracaliśmy w milczeniu. W sumie nie dziwię się, czułam się skrępowana, a co dopiero Alan. Tak jak mówił odprowadził mnie pod sam dom.
- Dziękuję za miło spędzony dzień. - powiedziałam na pożegnanie.
- To ja powinienem dziękować.
- Przestań...było super.To idę.
- Nubi, jeśli zrobiłem coś źle to przepraszam, nie chciałem.
Pocałowałam go w polik na pożegnanie.
- Alan, wszystko w porządku...
******************************
hihi oj ta Nubi, jak mogła odmówić pocałunku :D Jeśli chcecie dowiedzieć się co dalej, zapraszam do obserwowania bloga, gdzie za jakiś czas pojawi się kolejny rozdział :D
IV.
Noc. Siedzę na ławce w parku. Nie wiem dlaczego, jestem smutna. Robi mi się zimno, tak bardzo bardzo zimno...Słyszę czyjeś kroki, ktoś idzie w moją stronę. Natychmiast wstaję i kieruję się do wyjścia. Postać cały czas zbliża się do mnie, nie wiem co się dzieję. Przestraszona biegnę przed siebie... szukając Ciebie.
- Nubi wstawaj! Już prawie 10, ileż można spać...
Usłyszałam głos mamy, przetarłam oczy. Miałam naprawdę dziwny i niepokojący sen. A to wszystko z nerwów przed spotkaniem. Spojrzałam na komórkę i odczytałam sms od Naty: " Powodzenia gwiazdeczko! Trzymam kciuki :)"
Zeszłam na dół na śniadanie. Tato jak zwykle pił poranną kawę i czytał nową gazetę.
- Dzień dobry Słoneczko. - Powitał mnie ciepło.
- Cześć Tatku.
- Co chcesz? Grzanki czy jajecznicę? Nie wiem czego zrobić więcej. - Wtrąciła mama.
- Hm...Nie wiem sama, nie jestem zbyt głodna.
- Dobrze wiesz, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia kochanie.
- Tak, wiem...
- Więc?
Zapach ciepłych grzanek z dodatkiem owoców lub dżemu uszczęśliwiał mnie niemiłosiernie, ale nie dziś. Czułam gulę w gardle, dlaczego tak się denerwowałam? W co się ubrać? Jak uczesać? O czym rozmawiać? Co ja zrobię?!
- Nubia! Mówię co Ciebie.
-Tak? Słucham? Zamyśliłam się... Zjem dwie grzanki z dżemem.
- Wszystko w porządku? Zachowujesz się jakoś dziwnie? - Zauważyła mama.
- Jasne, jest okej. Dziś wychodzę o 16.
- Z kim? - Tata zerknął spod okularów na mnie, aż drgnęłam.
- Z kolegą.
No i się zaczęło, mamcia rozkręciła się na dobre... Aż wypadł jej widelec z ręki.
- Kto to? Znam go? Ile ma lat? Myślisz, że to bezpieczne? Adam nasza córka dorasta! Jak ten czas szybko leci!
- Mamo, uspokój się. To tylko kolega, nic więcej jej...
- Tak się tylko mówi, dziecko ja już was dobrze znam.
- Daj spokój. Dziękuję za śniadanie, idę do siebie.
- Ale ja jeszcze nie skończyłam.
- Aniu, daj jej żyć. To tylko jedno spotkanie, niech się bawi. - Bronił mnie tatko.
- Dziękuje! - Uśmiechnęłam się do niego zza drzwi.
********************************
Ileż wspaniałych fotografów i ludzi poznajemy w sieci np. Photoblog. Przejrzałam ok 40/50 profili. Tyle niesamowitych zdjęć, aż wzroku nie mogłam oderwać. Siedząc na internecie czasami naprawdę tracimy rachubę czasu. Zostały dwie godziny do spotkania, a ja leżałam z laptopem rozwalona na łóżku. Musiałam zacząć się zbierać.
Spojrzałam przez okno. Wydawało się być w miarę ciepło. Otworzyłam szafkę z bluzkami i drugą ze spodniami.
Jasne rurki na gumce i szara bluzka z kieszonką w panterkę. Mój ulubiony zestaw. Wzięłam ciuchy ze sobą i skierowałam się do łazienki. Kąpiel zajęła mi zbyt dużo czasu. Zegar wskazywał godzinę 15:20, a ja nadal w proszku. Ubrałam się, wysuszyłam szybko włosy i podkręciłam lekko końcówki lokówką. Tusz i kreski jako podstawa i lekki złoty cień. "Pożyczyłam" trochę perfumy od mamy, włożyłam telefon do kieszeni i ubrałam trampki. No i wygląda na to, że byłam gotowa. Miałam jeszcze 30 minut, ale wolałam wyjść nieco wcześniej, żeby mama nie zaczęła przesłuchania, po za tym nie chciałam się spóźnić.
- Uważaj na siebie, będę dzwonił. - Poinformował tatko.
- Oczywiście, na razie, pa!
Idąc w umówione miejsce robiło mi się słabo. Byłam podekscytowana, a z drugiej strony strasznie zestresowana. Ręce zaczęły mi się pocić. Ciekawa byłam czy Alan również tak reagował. Wydaję mi się, że nie. Pewnie przeżył masę randek w swoim życiu. Nie ma co się dziwić. Był naprawdę strasznie przystojny i uroczy. Zaczęłam się zastanawiać co będziemy robić, w sumie nic nie zaplanowaliśmy.
W końcu dotarłam do parku. Alana jeszcze nie było, usiadłam więc na ławce i cierpliwie czekałam. Minuty mijały, a on nadal się nie pojawiał. I tak minęło 40 minut, po czym otrząsnęłam się. No tak...bo niby komu ja, Nubia, czarnoskóra dziewczyna mogłabym się spodobać? Załamałam się. Zrobiło mi się cholernie gorąco. Nie chciałam już dłużej czekać, najwidoczniej nie było mi to pisane. Postanowiłam wrócić do domu. Szłam strasznie nieogarnięta i zła. Zależało mi naprawdę, nie rozumiem dlaczego jest tak a nie inaczej. Rozumiem gdybym była jakimś strasznym potworem czy...
- Nubi! Nubi, poczekaj!
Wyglądał lepiej niż zwykle. Krótkie czarne spodenki, biała bokserka, tenisówki i czarne okulary przeciwsłoneczne.
- Tak bardzo cię przepraszam, przepraszam nie mogłem...- niepewnie przytulił mnie na powitanie. Bardzo ładnie pachniał.
- Daj spokój nic się nie stało. Co robiłeś? - haha dacie wiarę, że tak łatwo złagodniałam?
- Mam brata, ma 6 lat i nie mogłem go zostawić samego, a nikogo nie było w domu.
- Rozumiem. To co, gdzie idziemy?
- Hm... Jak na razie proponuję lody i spacer po mieście?
- Pasuję mi. - przytaknęłam.
- I w ogóle bardzo ładnie wyglądasz.
Odwzajemniłam uśmiech, choć nigdy nie będzie tak samo słodki jak jego.
*************************************
Bawiłam się świetnie. Na początku poszliśmy do lodziarni, gdzie zamówiliśmy sobie lody w trzech smakach i polewą czekoladową. Smakowały mi tak bardzo, nawet nie zauważyłam, że jestem cała brudna. Było mi naprawdę głupio, ale Alan uznał, że to urocze, wytarł mój nos i kąciki ust serwetką.
Nie sądziłam, że mamy tyle wspólnego. Naszą wspólną cechą na pewno było to, że lubiliśmy się wygłupiać. Poszliśmy koło fontanny gdzie zaczęliśmy udawać mimów. Ludzie patrzyli się na nas jak na idiotów, ale cóż...
Oczywiście wspólne zdjęcia też musiały być, bo chyba bym nie wytrzymała bez zrobienia chociaż jednego. Poszliśmy również na targ (nawet nie wiedziałam, że coś takiego jest w tej miejscowości) gdzie znajdowało się masę świetnych rzeczy np. przezabawne okulary. Chyba nie muszę pisać, że przymierzaliśmy je wszystkie, a potem facet ze stoiska po prostu nas przegonił...Wiele kolorowych lizaków o różnych wielkościach, oraz coś co zachwyciłoby moją mamę. Masę kwiatów. Doniczkowe, ogrodowe, bukiety. Alan kupił mi jedną czerwoną różę i muszę przyznać, że zaskoczył mnie tym totalnie.
- Nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił. - powiedziałam nieco ciszej.
- Nie? To niemożliwe.
- Naprawdę - mój uśmiech nie znikał z twarzy.
Czułam się przy nim tak dobrze, nie chciałam wracać. Pomału zaczęło zachodzić słońce.
- Chodź, chcę Cię gdzieś porwać. - oznajmił krótko.
Gdziekolwiek szliśmy, nie bałam się. Przystanął na chwilkę i stanął za moimi plecami.
- Alan powiedz mi co Ty robisz?
- Muszę zakryć Ci oczy na chwilkę. Tylko na chwilę.
- Ale, ale...
- Zaufaj mi.
No to się zamknęłam. Prowadził mnie tak kawałek, aż przestałam słyszeć jeżdżące auta obok mnie.
- Daleko jeszcze? - zapytałam.
- Nie, właściwie to już...teraz tylko przekręć się delikatnie w prawo i...o już.
Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. To miejsce, ten widok był tak piękny, że aż nie da się tego opisać za bardzo słowami. Znalazłam się po drugiej stronie, gdzie mogłam obserwować wszystko i wszystkich z daleka. Nas i miasto rozdzielała duża rzeka. Słońce odbijało się w wodzie i mogłam podziwiać jeden z piękniejszych zachodów jaki widziałam. Usiedliśmy na zielonej trawie.
- Wow...Alan, tu jest...tu jest przepięknie.- Nie mogłam wykrztusić z siebie słowa.
- Podoba Ci się? Przychodzę tutaj czasami gdy chcę sobie wszystko przemyśleć, lub odpocząć od tego co znajduje się po drugiej stronie. Wiesz, nigdy z nikim tutaj nie byłem, ale sądzę, że zasługujesz na to...no.
- Dziękuję Ci. To jeden z lepszych dni w moim życiu.
- A nie najlepszy? - zażartował, robiąc smutną minkę.
- No dobra. Najlepszy.
Rozmawialiśmy na różne tematy np. O Natalii i Bartku. Mieliśmy nadzieje, że uda im się umówić na randkę, ale oby dwoje są bardzo wstydliwi i zakręceni. W końcu Alan kolejny raz mnie zaskoczył.
- Wiesz w co tobie lubię Nubi?
- Co takiego?
- To, że nie udajesz nikogo. Jesteś sobą. Mało jest takich ludzi. - Przybliżył się i pogłaskał moją rękę. A ja poczułam wypieki na swojej twarzy.
- Bezsensu jest udawać kogoś kim się nie jest.
- Tak właśnie...
Patrzył mi się prosto w oczy, a ja nie wiedziałam jak się zachować. Czyżby to miał być ten moment? Ten pierwszy pocałunek?
Odgarnął delikatnie moje włosy za ucho, zamknęłam oczy i...
- Muszę już iść, robi się ciemno. - wywaliłam z siebie. Co ja zrobiłam?! Dlaczego?! Przecież własnie tego chciałam...Co mnie do tego skłoniło?
- Em, jasne. Odprowadzę Cię.
- Nie, poradzę sobie naprawdę. - Wstałam szybko z ziemi i otrzepałam spodnie.
- Nie ma mowy! Idziemy.
Wracaliśmy w milczeniu. W sumie nie dziwię się, czułam się skrępowana, a co dopiero Alan. Tak jak mówił odprowadził mnie pod sam dom.
- Dziękuję za miło spędzony dzień. - powiedziałam na pożegnanie.
- To ja powinienem dziękować.
- Przestań...było super.To idę.
- Nubi, jeśli zrobiłem coś źle to przepraszam, nie chciałem.
Pocałowałam go w polik na pożegnanie.
- Alan, wszystko w porządku...
******************************
hihi oj ta Nubi, jak mogła odmówić pocałunku :D Jeśli chcecie dowiedzieć się co dalej, zapraszam do obserwowania bloga, gdzie za jakiś czas pojawi się kolejny rozdział :D
piątek, 2 sierpnia 2013
rozdział III
Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu.
III.
III.
Pan Furman ogłosił wyjazd trzy dniowy w góry. Nie chciałam tam jechać. Natalia strasznie nalegała i prosiła żebym uczestniczyła w wycieczce. Tak naprawdę prócz niej (pomijając rodziców) nie mam nikogo. Doceniam to, że akceptuje mnie taką jaką jestem. Nie pyta mnie o moją przeszłość. Zaraża mnie swoim optymizmem i w sumie jestem jej bardzo wdzięczna za wszystko. Nie przekonałam się jeszcze do mojej klasy, ale postanowiłam pojechać dla niej. Dni leciały i praktycznie codziennie działo się to samo, do pewnego czasu....
- Miłego dnia w szkole kochanie! –
krzyknęła mama z kuchni na pożegnanie. A mnie kręciło się w głowie na samą
myśl, że znowu spędzę tam przynajmniej siedem godzin. Odkąd zaczęłam chodzić do tego gimnazjum moje życie totalnie się zmieniło. Zamyślona szłam przed siebie, nie zdążyłam nawet dobrze zmęczyć się
drogą a już czekały na mnie. Nie mogłam znieść widoku tych dziewczyn. Diana i ta jej cała paczka... Chciałabym żeby dała mi w końcu spokój, ale z dnia na dzień, między mną a nią było coraz gorzej. Nazywałam je
Fałszywcami z powodu zakłamanych twarzy i szyderczych uśmiechów. Przecież
nigdy nic im nie zrobiłam. Dlaczego takie dla mnie są? Dlaczego tak mnie
traktują?
- Ej, Nubi! Chodź tu szybko, nie przywitasz się z nami?! – Tak, to mnie wołała.
-Czego chcesz Diana? – Powiedziałam cicho, przerażonym głosem. Próbowałam się uspokoić, ale nie mogłam. A przecież powinnam się już do tego przyzwyczaić.
-Czego chcesz Diana? – Powiedziałam cicho, przerażonym głosem. Próbowałam się uspokoić, ale nie mogłam. A przecież powinnam się już do tego przyzwyczaić.
- Gdzie zgubiłaś mamusię? Nie boi się, że coś „przypadkowo” może
ci się stać? Jak ty w ogóle dzisiaj wyglądasz?! Lepsze ciuchy widuję u
bezdomnych niż u Ciebie!
- Mnie się podoba taki styl. Tobie wcale nie musi. –
odpowiedziałam spokojnie. Tak strasznie się bałam, że zaraz coś mi zrobi.
- Ha ha! Ty to nazywasz stylem? Spójrz w lustro Nubia. Każdy się z ciebie śmieje. Wystarczy popatrzeć na ciebie i twoją twarz- jesteś czarna. Bachor, rodzice przygarnęli cię z domu dziecka! Jak to w ogóle możliwe, że
akurat Ciebie? Jesteś taka niezdarna, na niczym się nie znasz, nie dbasz o
siebie, wyglądasz okropnie!
Łzy napływały mi do oczu. Po części Diana miała rację. "Moi rodzice" adoptowali mnie gdy miałam osiem lat. Tylko skąd ona o tym wiedziała? Przecież mówiłam tylko Natalii... Odróżniam się od
innych dziewczyn. Nie mam białej skóry, wcale nie wyglądam tak jak one. Wmawianie sobie, że jestem taka jak reszta jest bez sensu. Ale co z tego? Żyję jak każda inna przecięta nastolatka, jak każdy człowiek. Tak trudno podejść, poznać mnie a potem ocenić jaka naprawdę jestem?
Nie dawałam sobie już rady sama ze sobą. Pomału oswajałam się
z myślą, że nigdy mnie nie zaakceptują. Nagle zobaczyłam jak Diana odkręca
butelkę z wodą. Nie zdążyłam nawet się odwrócić a cała zawartość z jej butelki
wylądowała na mnie. Reszta fałszywców zaczęła się śmiać, a ja czułam jak krople łez spływały mi po policzkach. Chciałam coś powiedzieć, cokolwiek. Nie potrafiłam.
-Ups... - pisnęła.
- Dajcie jej spokój! Co ona wam zrobiła?!
Odwróciłam się i zobaczyłam go...
- Halo Romeo! Spokojnie przecież nic jej nie jest...
- Nie ważne. Oceniając kogoś najpierw spójrz na siebie!
- Próbujesz mnie porównać do tej murzynki? Haha, błagam Cię! - Zirytowana Diana udawała, że ją to nie rusza, ale ja swoje widziałam. Widziałam jak robi jej się głupio przy Alanie. Robiła się cała czerwona.
- Lubisz sprawiać ból innym ludziom prawda? Tak cie to ...
Nie słyszałam co było dalej. Spostrzegłam jak patrzy się kątem oka na mnie. Nie chciałam żeby widział mnie w takim stanie. Uciekłam.
*************************************
Nie mogłam wrócić do domu, przecież powinnam być na lekcjach. Pobiegłam więc do parku i usiadłam na ławce. Zawsze mijałam go w drodze do szkoły, a nigdy nie miałam okazji do niego wejść. Lekki powiew wiatru, latające na de mną ptaki, pluskająca się woda w fontannie. Brak jakichkolwiek duszy, brak krzyków, brak hałasu... Spokój, totalny spokój. Zamknęłam oczy. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego brunet stanął w mojej obronie? Może wcale nie jest aż taki zły... Nagle wszystko wróciło, cała sytuacja z przed kilku minut. Dotarło do mnie, że jestem sama. Wybuchnęłam płaczem. Nie miałam pojęcia co mam ze sobą zrobić. Nawet nie miałam do kogo pójść. Natalia okazała się zupełnie inną osobą. Przecież to ona wygadała wszystkim ze jestem z domu dziecka, a ja jej zaufałam. Pewnie specjalnie się ze mną zaprzyjaźniła żeby dowiedzieć się czegoś więcej, a potem wykorzystać to przeciwko mnie. Czułam się jakby ktoś mi wbił nóż w plecy. Skuliłam się i opuściłam głowę.
-Mała, przestań już płakać, proszę przestań...
Wróciłam na ziemię. Ile czasu spędziłam siedząc tak w parku?! Sama nie wiem.
Wydawało mi się, że głos który słyszałam znałam bardzo dobrze. Ciepła dłoń dotykała mojego kolana. Podniosłam głowę...Duże, brązowe oczy parzyły się na mnie. Oniemiałam. Alan? Co on tutaj robił? Skąd wiedział, że tutaj jestem? Chciałam się go o to zapytać, ale nawet nie wiem kiedy siedziałam w niego wtulona. Koszulka którą miał na sobie musiała być świeżo wyprana, a uwielbiam zapach nowo wypranych ubrań. Poczułam również bardzo delikatną, ale męską perfumę. Zapomniałam o wszystkim. Czułam tylko jego. Cały czas głaskał mnie po włosach i powtarzał "już dobrze Nubi, już dobrze..." Wiedziałam, że jestem bezpieczna. Dlaczego nie mogłam przestać płakać?
Odsunął się lekko i zaczął przejeżdżać palcem po lecących z oczu łzach. Moje poliki robiły się gorące. Po chwili przestał i zapytał:
- Lepiej?
-Tak. Broniłeś mnie, dziękuję...
- To co robi Diana nie jest w porządku. Lubi być niedobra dla innych, ale to była przesada.
- Przecież ma rację, jestem inna.
- Przestań, ja nie widzę żadnej różnicy...
Zrobiło mi się miło.
- Ona już taka jest. Dowiaduje się czegoś,a potem wykorzystuje przeciwko tobie. - dodał szybko.
- Mówiłam o tym tylko Natalii. - wywaliłam z siebie.
- Myślisz, że by się wygadała? Nawet ja się dowiedziałem przypadkiem...
- Jak to?
- We wtorek poszedłem ogłaszać zbiórkę pieniężną dla potrzebujących, pamiętasz? Wtedy usłyszałem jak Pan Furman rozmawiał z dyrektorem, a że pech chciał to Diana wyskoczyła z WC i o wszystkim się dowiedziała. Domyśliłem się, że długo nie zatrzyma tej informacji dla siebie.
Zrobiło mi się totalnie głupio. Jak ja mogłam pomyśleć tak źle o Natalii? Gdyby słyszała moje myśli nie wybaczyłaby mi.
- Wiem, że boisz się ufać ludziom Nubi. Ale Nata to najlepsza przyjaciółka pod słońcem, no i masz też mnie...
- Dziękuję Ci za wszystko. - Uśmiechnęłam się do niego, bo nawet poczułam się lepiej.
- Nie ma za co, przecież w końcu byłem Ci to winien. - szturchnął mnie lekko.
-Tak?
- Tak. Za tą pierwszą lekcję z Pulpetem. Słyszałem, że już wiesz jaką mam sytuację w szkole, dlatego sama rozumiesz... Przepraszam i przepraszam, że dopiero teraz się na to zebrałem.
- Daj spokój, zapomnijmy o tym.
- Naprawdę?
- Pewnie, było minęło.
- Wiesz chyba lepiej jak wrócę na lekcję...
- Ano w twoim wypadku tak będzie najlepiej.
- Dasz sobie radę sama?
- Jasne, zaraz pójdę do domu.
- Trzymaj się. - powiedział nieco ciszej i przejechał palcem po moim poliku, a ja dostałam gęsiej skórki.
- Dzięki, cześć.
Wstał, odwrócił się i skierował się w stronę wyjścia z parku. Zrobił kilka kroków naprzód i nagle zatrzymał się.
-Nubi...
- Tak? - zapytałam z zaciekawieniem.
- Bo wiesz...ja... zastanawiałem się czy...czy może nie chciałabyś pójść...ze mną jutro gdzieś... no wiesz. Eh, umówiłabyś się ze mną?
Serce zaczęło mi bić tak cholernie mocno, że nie mogłam się uspokoić. Randka z Alanem? Że niby on chce się ze mną umówić? Nie do wiary! Musiałam wziąć głęboki wdech żeby mu odpowiedzieć.
- Ja...ja chętnie.
Przeniósł wzrok z ziemi na mnie i się uśmiechnął szeroko. Chyba nigdy nie przestanę podziwiać jego dołeczków.
- To świetnie. Napiszę do Ciebie wieczorem, chyba masz podany numer na facebooku?
- Tak jest. - przytaknęłam.
- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Sama nie mogłam uwierzyć w to co się własnie stało. Ja, Nubia umówiona na jutro z Alanem. Z najprzystojniejszym brunetem jakiego kiedykolwiek poznałam.
******************************************
Od razu polepszył mi się humor. Postanowiłam wrócić na lekcję, ponieważ musiałam opowiedzieć wszystko Natalii. Starałam nie zwracać uwagi na Fałszyców.
Na języku polskim musiałam siedzieć sama, ale wcale to mi nie przeszkadzało. Mogłam patrzeć się na mojego bruneta praktycznie cały czas. Spoglądał czasem na mnie i uśmiechał się.
- AAAAA! Nie wierze ! Randka?! Ty i Alan? Ale odjazd!!! - krzyknęła podczas rozmowy na przerwie.
- Ciszej, proszę! - zaśmiałam się.
- Co za wredota, nawet nic mi nie powiedział, kiedy Cię nie było...Właśnie, gdzie byłaś przez te dwie godziny?
Stwierdziłam, że nie będę okłamywać swojej przyjaciółki. Opowiedziałam jej co działo się rano, choć nie było łatwo o tym mówić.
- Tym razem ta szmata naprawdę przesadziła. Jak ona mogła?! Mam ochotę coś jej zrobić.
- Przestań...
- Nie Nubia. Nie podaruję jej!
Tak jak powiedziała to i zrobiła. Nadeszła pora obiadowa i większość osób zebrało się na stołówce. Kazała mi iść na koniec kolejki i poczekać na nią. Nie wiedziałam co knuję, ale zaczęłam się niepokoić. Wzięłam obiad i poszłam za nią. Kierowałyśmy się w stronę Diany, mdliło mnie na jej widok.
Nagle Nata przechyliła talerz ze swoim Spaghetti prosto nad jej głową!
- Upsik... - dodała irytującym głosem.
Diana warknęła ze złości, podniosła się z krzesła.
- Ty idiotko! Widzisz co narobiłaś?!
- Zapamiętaj sobie raz na zawsze, że nie zadziera się z moimi przyjaciółmi!
- Nazywasz tą dzikuskę przyjaciółką?! Hahahaha jakaś ty zabawna!
- Teraz to przesadziłaś!
No i się zaczęło. Rzuciły się na siebie niczym hieny. Wszyscy przyglądali się całej sytuacji i dopingowali raz Dianę, a raz Natalię. Stałam blada jak ściana i po raz kolejny nie wiedziałam co robić. Wołać kogoś? Próbować je rozdzielić? Wciskałam się między nie krzycząc "dosyć, proszę!", ale nic tym nie osiągnełam.
Na szczęście w odpowiednim momencie na salę wpadł Alan z Bartkiem i innymi kolegami. Bartosz złapał Natalię, jakiś nieznajomy mi chłopak Dianę, a Alan stanął za mną.
- Jeszcze do tego wrócimy! Pożałujesz tego! - groziła Barbie.
- Uspokójcie się natychmiast! - Na salę wszedł sam Dyrektor.
- Diana, Nubia, Natalia za 2 minuty widzę was w moim gabinecie. Reszta proszę się rozejść! Gdybyście nie usłyszeli, dziesięć minut temu był dzwonek na lekcje...
Brunet zniknął zza moich pleców, Barbie uciekła z Fałszywcami do łazienki, a więc miałam 2 minuty na rozmowę z Natą.
- Wszystko prze ze mnie, nie potrzebnie Ci mówiłam, teraz będziesz mieć kłopoty!
- Przestań. Wszystko będzie dobrze, okej? Nie martw się, coś wymyślę. Tylko proszę, nie mów nic gdy będziemy w środku, zrozumiano?
- Dobrze.
Ufałam jej. Ścisnęłyśmy sobie dłonie i weszłyśmy do gabinetu dyrektora. Diana była już w środku.
- Poznałem wersje Diany, a teraz chcę poznać waszą. Więc słucham?
- Chwileczkę. Jeśli ona rozmawiała na osobności w takim razie ja też mam do tego prawo. - powiedziała spokojnym głosem Natalia.
- Oczywiście. - spojrzał na Barbie, wyszła.
- Teraz lepiej?
- Tak proszę Pana.
- Słucham, co się stało. Dlaczego zaatakowałaś koleżankę z klasy?
Nata dokładnie wszystko wytłumaczyła. Nie kłamała. Powiedziała, że zrobiła to specjalnie, że chciała się odegrać. Ale wspomniała również o tym, że Diana się na mnie uwzięła i nie daje mi spokoju, obraża mnie publicznie i wyśmiewa się ze mnie. Rozmowa trwała dość długo. Siedziałam cały czas cicho tak jak prosiła mnie przyjaciółka i słuchałam dyskusji. Udało się. Dyrektor uwierzył nam i obiecał porozmawiać z Barbie. Powiedział również, że nie zadzwoni do rodziców.
Wyszłyśmy na korytarz i mogłyśmy w końcu odetchnąć z ulgą. Przytuliłyśmy się ze szczęścia. Po przerwie miałyśmy WF. Obok drzwi czekał na nas Alan razem z Bartkiem.
- I jak? Wszystko dobrze? Co to w ogóle było? - zaczął wypytywać Bartek. Była to szansa żeby Natalia porozmawiała z nim sam na sam, więc razem z brunetem odsunęliśmy się na bok.
- Wszystko gra? - zapytał Alan.
- Tak, chyba tak.
- Fajnie, że wróciłaś do szkoły, martwiłem się...
- Fajnie? Własnie prze ze mnie nasza przyjaciółka wylądowała u dyrektora.
- To nie twoja wina...Po za tym należała się Dianie porcja tego Spaghetti na głowię, choć mi by było szkoda i osobiście wolałbym je zjeść.
- Zauważyłam że lubisz jedzenie, prawda?
- Żeby tylko...Znam każdą restaurację w tym miasteczku. Ha ha
- Uuuu brzmi ciekawie.
Niesamowicie dobrze mi się z nim rozmawiało, nie chciałam kończyć, ale zadzwonił dzwonek.
- Nubi, nasze jutrzejsze spotkanie nadal aktualne?
- Oczywiście.
Uśmiechnęłam się do niego, wzięłam pod rękę Natalię i skierowałyśmy się do szatni na WF.
- Widziałaś? Rozmawiałam z nim sam na sam, ale numer!
Piszczała radośnie. Widać było, że zależy jej na Bartku. Cieszyłam się razem z nią.
To był bardzo ciężki dzień. Na szczęście był to piątek. Pomimo koszmarnego poranka wróciłam do domu w dość dobrym humorze. Mama jak zwykle ganiała ze szpadlem w ogrodzie i sadziła kolejne rośliny. Nasz dom pomału stawał się coraz piękniejszy.
Wieczorem, kiedy położyłam się do łóżka, przyszedł mi SMS od nieznanego numeru.
" Będę na Ciebie czekał jutro o 16:30 przy wejściu do parku. Śpij dobrze Nubi :) Alan"
Ścisnęło mi żołądek z radości. Odpisałam, owinęłam się kołdrą i mogłam spokojnie zasnąć.
******************************************
Od razu polepszył mi się humor. Postanowiłam wrócić na lekcję, ponieważ musiałam opowiedzieć wszystko Natalii. Starałam nie zwracać uwagi na Fałszyców.
Na języku polskim musiałam siedzieć sama, ale wcale to mi nie przeszkadzało. Mogłam patrzeć się na mojego bruneta praktycznie cały czas. Spoglądał czasem na mnie i uśmiechał się.
- AAAAA! Nie wierze ! Randka?! Ty i Alan? Ale odjazd!!! - krzyknęła podczas rozmowy na przerwie.
- Ciszej, proszę! - zaśmiałam się.
- Co za wredota, nawet nic mi nie powiedział, kiedy Cię nie było...Właśnie, gdzie byłaś przez te dwie godziny?
Stwierdziłam, że nie będę okłamywać swojej przyjaciółki. Opowiedziałam jej co działo się rano, choć nie było łatwo o tym mówić.
- Tym razem ta szmata naprawdę przesadziła. Jak ona mogła?! Mam ochotę coś jej zrobić.
- Przestań...
- Nie Nubia. Nie podaruję jej!
Tak jak powiedziała to i zrobiła. Nadeszła pora obiadowa i większość osób zebrało się na stołówce. Kazała mi iść na koniec kolejki i poczekać na nią. Nie wiedziałam co knuję, ale zaczęłam się niepokoić. Wzięłam obiad i poszłam za nią. Kierowałyśmy się w stronę Diany, mdliło mnie na jej widok.
Nagle Nata przechyliła talerz ze swoim Spaghetti prosto nad jej głową!
- Upsik... - dodała irytującym głosem.
Diana warknęła ze złości, podniosła się z krzesła.
- Ty idiotko! Widzisz co narobiłaś?!
- Zapamiętaj sobie raz na zawsze, że nie zadziera się z moimi przyjaciółmi!
- Nazywasz tą dzikuskę przyjaciółką?! Hahahaha jakaś ty zabawna!
- Teraz to przesadziłaś!
No i się zaczęło. Rzuciły się na siebie niczym hieny. Wszyscy przyglądali się całej sytuacji i dopingowali raz Dianę, a raz Natalię. Stałam blada jak ściana i po raz kolejny nie wiedziałam co robić. Wołać kogoś? Próbować je rozdzielić? Wciskałam się między nie krzycząc "dosyć, proszę!", ale nic tym nie osiągnełam.
Na szczęście w odpowiednim momencie na salę wpadł Alan z Bartkiem i innymi kolegami. Bartosz złapał Natalię, jakiś nieznajomy mi chłopak Dianę, a Alan stanął za mną.
- Jeszcze do tego wrócimy! Pożałujesz tego! - groziła Barbie.
- Uspokójcie się natychmiast! - Na salę wszedł sam Dyrektor.
- Diana, Nubia, Natalia za 2 minuty widzę was w moim gabinecie. Reszta proszę się rozejść! Gdybyście nie usłyszeli, dziesięć minut temu był dzwonek na lekcje...
Brunet zniknął zza moich pleców, Barbie uciekła z Fałszywcami do łazienki, a więc miałam 2 minuty na rozmowę z Natą.
- Wszystko prze ze mnie, nie potrzebnie Ci mówiłam, teraz będziesz mieć kłopoty!
- Przestań. Wszystko będzie dobrze, okej? Nie martw się, coś wymyślę. Tylko proszę, nie mów nic gdy będziemy w środku, zrozumiano?
- Dobrze.
Ufałam jej. Ścisnęłyśmy sobie dłonie i weszłyśmy do gabinetu dyrektora. Diana była już w środku.
- Poznałem wersje Diany, a teraz chcę poznać waszą. Więc słucham?
- Chwileczkę. Jeśli ona rozmawiała na osobności w takim razie ja też mam do tego prawo. - powiedziała spokojnym głosem Natalia.
- Oczywiście. - spojrzał na Barbie, wyszła.
- Teraz lepiej?
- Tak proszę Pana.
- Słucham, co się stało. Dlaczego zaatakowałaś koleżankę z klasy?
Nata dokładnie wszystko wytłumaczyła. Nie kłamała. Powiedziała, że zrobiła to specjalnie, że chciała się odegrać. Ale wspomniała również o tym, że Diana się na mnie uwzięła i nie daje mi spokoju, obraża mnie publicznie i wyśmiewa się ze mnie. Rozmowa trwała dość długo. Siedziałam cały czas cicho tak jak prosiła mnie przyjaciółka i słuchałam dyskusji. Udało się. Dyrektor uwierzył nam i obiecał porozmawiać z Barbie. Powiedział również, że nie zadzwoni do rodziców.
Wyszłyśmy na korytarz i mogłyśmy w końcu odetchnąć z ulgą. Przytuliłyśmy się ze szczęścia. Po przerwie miałyśmy WF. Obok drzwi czekał na nas Alan razem z Bartkiem.
- I jak? Wszystko dobrze? Co to w ogóle było? - zaczął wypytywać Bartek. Była to szansa żeby Natalia porozmawiała z nim sam na sam, więc razem z brunetem odsunęliśmy się na bok.
- Wszystko gra? - zapytał Alan.
- Tak, chyba tak.
- Fajnie, że wróciłaś do szkoły, martwiłem się...
- Fajnie? Własnie prze ze mnie nasza przyjaciółka wylądowała u dyrektora.
- To nie twoja wina...Po za tym należała się Dianie porcja tego Spaghetti na głowię, choć mi by było szkoda i osobiście wolałbym je zjeść.
- Zauważyłam że lubisz jedzenie, prawda?
- Żeby tylko...Znam każdą restaurację w tym miasteczku. Ha ha
- Uuuu brzmi ciekawie.
Niesamowicie dobrze mi się z nim rozmawiało, nie chciałam kończyć, ale zadzwonił dzwonek.
- Nubi, nasze jutrzejsze spotkanie nadal aktualne?
- Oczywiście.
Uśmiechnęłam się do niego, wzięłam pod rękę Natalię i skierowałyśmy się do szatni na WF.
- Widziałaś? Rozmawiałam z nim sam na sam, ale numer!
Piszczała radośnie. Widać było, że zależy jej na Bartku. Cieszyłam się razem z nią.
To był bardzo ciężki dzień. Na szczęście był to piątek. Pomimo koszmarnego poranka wróciłam do domu w dość dobrym humorze. Mama jak zwykle ganiała ze szpadlem w ogrodzie i sadziła kolejne rośliny. Nasz dom pomału stawał się coraz piękniejszy.
Wieczorem, kiedy położyłam się do łóżka, przyszedł mi SMS od nieznanego numeru.
" Będę na Ciebie czekał jutro o 16:30 przy wejściu do parku. Śpij dobrze Nubi :) Alan"
Ścisnęło mi żołądek z radości. Odpisałam, owinęłam się kołdrą i mogłam spokojnie zasnąć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)