środa, 18 września 2013

rozdział V

   Opowiadanie pisane tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstu. 

                                                            V.


  "Obudziłam się" około godziny 8 rano. W sumie to w ogóle nie spałam. Gapiłam się w komórkę przeglądając zdjęcia z soboty. Co ja najlepszego wczoraj zrobiłam? A raczej czego nie zrobiłam, a chciałam. Typowy impuls. Sama nie wiem dlaczego wyszło tak a nie inaczej...a wiem. Jestem skończoną idiotką. Najchętniej cofnęłabym czas i znów spędziłabym tak cudowne chwile z Alanem. 
Niedziela, najnudniejszy dzień tygodnia. Wizyta dziadków. Nie byli jeszcze u nas. Nie było mowy o wykręceniu się, zwłaszcza, że nie miałam dokąd iść. Natalia miała się dziś spotkać z Alanem... 
Mama chciała pokazać, że potrafi zająć się  domem i wszystko sama zorganizować. W zasadzie wyszło jej to całkiem nieźle. Domek do którego nie byłam zupełnie przekonana, przemienił się w miejsce gdzie lubiłam  przebywać. Zwłaszcza w swoim pokoju i ogrodzie. 
Nie miałam wcale ochoty na ich odwiedziny, pomimo, że się za nimi stęskniłam. Emocje z wczoraj jeszcze nie opadły i byłam cholernie zmęczona.   Założę się, że tatko również pospałby sobie dłużej, ale nie. Wszystko musiało być wymyte i wysprzątane na błysk. 

- Nubi ubierzesz dziś coś ładniejszego ok?
- Sugerujesz, że mam brzydkie ciuchy? - oburzyłam się na mamę podczas porannej, krótkiej wymowie zdań.
- Nie. Sugeruje, że dziś ubierzesz się nieco inaczej. Wiesz jaka jest babcia...elegancja to podstawa eh. Dlatego jadę szybko do sklepu po nową bluzkę, potem biorę się za gotowanie. Wiesz co masz robić? Dacie sobie z ojcem radę? 
- Tak tak mamo, nie martw się.
- To pa!
Rzeczywiście co jak co, ale  znała się na szyku i elegancji. Bardzo zwracała na to uwagę i nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam dziadka w jakieś luźnej polówce czy dresach. Swoją drogą babcia Renia i dziadek Stefan to zupełne przeciwieństwa.Nie wiem jak to możliwe, że są razem. Ponoć się przeciągają...

                                               ***************************

- Słońca wy moje! Tak się za wami stęskniłem! 
- Cześć dziadku.- przywitałam się ciepło,a zaraz po mnie mama.
- Jest i moja piękna teściowa...- wywalił tatko, próbując wprowadzić babcię w dobry humor.
Babcia spojrzała tylko spod byka na zięcia i weszła do środka.
Miała na sobie fioletową garsonkę i złote dodatki. Mama miała rację, dobrze, że włożyłam dzisiaj galową sukienkę, bo czułabym się głupio siedząc w przechodzonych rurkach.
  Zaczęło się zwiedzanie domu. Przełknęliśmy z tatą ślinę, ponieważ moja rodzicielka nawet nie zdążyła sprawdzić jak wyszło nam sprzątanie. Najpierw skierowaliśmy się do naszej skromnej kuchni, która była  bordowo-kremowa. Reni spodobały się najbardziej dębowe blaty oraz widok z okna na główną drogę.
Dziadek zaś zachwycał się sofą w salonie. Stwierdził, że mógłby siedzieć na niej cały czas, zwłaszcza, że ma przed sobą telewizor i barek z winami wszelkiego rodzaju. Na sam koniec odwiedziliśmy mamy królestwo, ogród. Wszystko coraz szybciej dojrzewało, aż miło było patrzeć. Masa, przeróżnych roślin, kwiatów i drzewek. Pewnie nawet nie znam nazw połowy z nich. Do tego drewniana altanka z narożnikiem i stołem w środku, pełno płotków i innych ozdób. Wszystko się pięknie zgrywało.
Mamcia naprawdę przeszła samą siebie. Wreszcie usiedliśmy do sześcioosobowego stołu, który był zakryty długim obrusem. Na środku znajdował się ładnie udekorowany kielich z kamyczkami i świeczkami. Po dwa talerze. Jeden większy i głębszy, drugi mniejszy, obok serwetka i sztućce. Przy zastawie starszych znajdował się jeszcze kieliszek do wina, a mnie uraczono zwykłą szklanką. Tak czy siak wszystko wyglądało cudownie. Żeby tylko wyglądało... Nadziewany kurczak i grecka sałatka smakowała obłędnie.
- Powiem Ci córeczko, że nieźle się urządziliście. - zasugerowała babcia Renia podczas spożywania posiłku.
- Tak...zdecydowanie spodziewałem się, że dom jeszcze w połowie będzie w rozsypce. A tutaj proszę! - dopowiedział dziadek.
- A widzisz, jednak nam się udało. - powiedział z dumą tatko.
Mama spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Byłam bardzo wyluzowana, a zaś po niej było widać stres i zmęczenie. Posprzątałam więc za nią, a potem podałyśmy na deser szarlotkę i zaparzyłyśmy kawę. 
- Jak w nowej szkole Nubi? - zapytał mnie dziadek Stefan.
- A dobrze, nie narzekam. - odpowiedziałam grzecznie spoglądając przez okno. Robiło się coraz ciemniej, rany jak czas szybko zleciał.
- Podoba ci się? Jak dzieciaki i nauczyciele? Już się przyzwyczaili do mojej małej?
- Haha, w zasadzie to wydaje mi się, że tak. Mam przyjaciółkę, kolegów, a nauczyciele nie wyglądają jakby mnie jakoś nie trawili. - nieco kłamałam, bo nienawidziłam wchodzić do tego budynku, ani nawet o nim myśleć.
- Czyli jesteś akceptowana? Nikt ci nie dokucza? - wtrąciła Renia.
- A dlaczego miałaby nie być akceptowana? - tym razem wypowiedziała się mama.
- No przecież odróżnia się od innych, wiec...
Zapadła cisza. Babcia chyba zrozumiała, że to co powiedziała, nie było na miejscu. Co prawda różniłam się kolorem skóry, ale prócz tego nie było we mnie nic innego. I każdy dobrze o tym wiedział. Renia nigdy za mną nie przepadała. Wydaje mi się, że po prostu musi mnie tolerować, a gdyby nie musiała to by tego nie robiła. To dziadek zawsze dawał/daje mi kieszonkowe, wygłupiał się ze mną lub po prostu więcej rozmawiał. 
- Słyszałem, że jedziesz za trzy dni na wycieczkę w Bieszczady? - zmienił szybko temat.
- Tak, jedziemy całą klasą i wychowawcą. 
- Pan Furman to świetny człowiek. Znam go, wiele razy chodziliśmy kiedyś razem na ryby. Teraz niestety to już nie na moje siły. 
- Rozumiem, mamo mogę wyjść na chwilkę z domu? Natalia do mnie napisała.
- Pewnie, tylko wróć zaraz.
Nie chciałam tam dłużej siedzieć. Musiałam się jakoś wykręcić. Renia bardzo mnie zdenerwowała tym co powiedziała. Widzi mnie już 16 lat, a nadal traktuje mnie jak odmieńca. 
Poszłam więc przejść się niedaleko i postanowiłam myśleć o czymś innym. Sprawdzałam co jakiś czas komórkę. Oczekiwałam sms'a od Natki, albo Alana. Było mi jakoś smutno. Najbardziej dołowało mnie chyba to, że wczoraj nie dałam pocałować się brunetowi. A czasu już nie mogę cofnąć. 

-Nubi? - ktoś powiedział donośnym głosem za moich pleców.
To był Bartek.
- Cześć! Co tutaj robisz?- zapytałam z ciekawością.
- Czasami człowiek musi odetchnąć od wszystkiego, wiesz jak to jest...
- Tak właśnie. Chcesz się do mnie przyłączyć? Co prawda muszę niedługo wracać, ale zawsze można chwilkę porozmawiać.
- Pewnie, czemu nie.
                                                       **********************
Poszliśmy się przejść w stronę parku. Cudowne gwiazdy świeciły na niebie tego wieczoru, aż nie chciało się wracać.Było chłodno, ale zaopatrzyłam się w bluzę. Po za tym tak dobrze mi się rozmawiało z Bartkiem, że nawet się tym nie przejmowałam. Nie chciałam mówić co mnie dręczy, choć on mi zaufał. Opowiedział mi o tym, o czym Natalia nawet mi nie wspomniała ani słowem. Raz traktuje go jak powietrze, a raz nie odstępuje go na krok i chłopak nie wie co robić. Obiecałam, że z nią porozmawiam.
- Dziękuje Nubi. Mam nadzieję, że uda ci się zrobić to tak żeby Nata nie ogarnęła, że ze sobą rozmawialiśmy o tym. 
- Jasne, postaram się.
- No lepiej powiedz jak tam z Alanem?
- Przestań...Na pewno wszystko ci powiedział.
- Cóż, może nie wszystko, większość, ale chciałem znać twoje zdanie o ostatnim dniu.
- Było świetnie i z chęcią jeszcze bym to powtórzyła.
- To dlaczego...
- Nie pytaj, proszę.
- Okej rozumiem.
- Słuchaj...Czy Alan ci mówił, że jest na mnie zły?
- Zły? Chyba żartujesz! Co prawda był zmieszany całą sytuacją, ale wrócił bardzo zadowolony.
- Wydaje mi się, że był zawiedziony...
- Nie, po prostu chyba mu na tobie zależy.
- Tak myślisz?
- Mhm, dawno się tak nie angażował. Dla niego wyjście z dziewczyną na spacer to już coś, a co dopiero całodzienna randka.
- Muszę przyznać, że się postarał. Świetnie się czułam.
- Cieszę się. Zasługujesz na to.
- Zasługuję?
- Z tego co mi opowiadał Alan to jesteś świetną dziewczyną.
- Nie, nie jest tak...serio tak o mnie powiedział?
- No nic więcej już ci nie powiem, bo gdyby się dowiedział to by mnie zabił. Lubię Cię i fajnie gdyby wam się udało.
- A ja kibicuje tobie i mojej przyjaciółce. - Uśmiechnęłam się.
- Bartek, dlaczego on taki jest? Raz otwarty, a raz tak cichy?
- Znam go już dość długo, ale nie znam odpowiedzi na to pytanie. On już po prostu chyba taki jest eh.
  Bartosz odprowadził mnie pod sam dom, pożegnaliśmy się po przyjacielsku i podziękowaliśmy za rozmowę. Naprawdę przydała się bardzo i mi i jemu. Zwłaszcza, że mogliśmy się pośmiać i pomóc sobie wzajemnie. Gdy wróciłam dziadkowie własnie się zbierali do domu.
- Dziecko! Miałaś wyjść tylko na chwilę. - Zaatakował mnie tatko.
- Tak, wiem. Przepraszam, przedłużyło się odrobinkę...
- Dajcie jej spokój, jest jeszcze młoda, niech nie marnuje sobie życia, marudzicie.- Mrugnął do mnie, kochany dziadek.
- Trzymajcie się, do zobaczenia! 

No i pojechali. Babcia nawet nie spojrzała na mnie, może to i lepiej. Ja nadal byłam na nią zła. A nie tyle zła, co zawiedziona, że do tej pory nie potrafi mnie zaakceptować jako wnuczkę. Byłam wykończona dniem. Poszłam na górę.
"On już po prostu chyba taki jest..." - Po czym zamknęłam oczy i zasnęłam. 




  

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz